fot. CCC Team /Getty Images

Wicemistrz świata, były mistrz Europy, a także zwycięzca trzech etapów w wyścigu Tour de France Matteo Trentin jest jednym z nowych kolarzy w polskiej drużynie World Tour – CCC Team. Zapraszamy do przeczytania pierwszego wywiadu, jakiego udzielił naszemu portalowi po założeniu pomarańczowych barw. Rozmawialiśmy m.in. o jego największych sukcesach oraz o życiu i kolarstwie w czasach światowej pandemii koronawirusa. 30-letni Trentin patrzy również w przyszłość, dlatego opowiedział nam o swoim pomyśle zorganizowania trzech wielkich tourów w jednym.  

Na początku chciałabym z tobą porozmawiać o dwóch wyścigach, które miały miejsce w poprzednim sezonie. Pierwszy z nich to Tour de France i siedemnasty, stanowiący bramę do Alp etap do Gap, który wygrałeś w pięknym stylu, „na solo”. Jak dziś widzisz to zwycięstwo? 

Jest to dla mnie bardzo miłe wspomnienie. Świetnie jest dokonać czegoś takiego, zwłaszcza w takim wyścigu jak Tour de France. Pomimo to muszę trzymać się ziemi i być gotowym na kolejne wyzwania.

W ubiegłorocznej edycji Tour de France byłeś mocny na podjazdach. Chociażby właśnie na tym siedemnastym etapie w końcówce znajdowała się premia górska trzeciej kategorii, którą pokonywałeś samotnie na czele wyścigu. Pracowałeś jakoś specjalnie nad umiejętnościami jazdy po górach? 

Tak, oczywiście. Kolarstwo w ostatnich latach ewoluowało, dlatego trzeba dobrze jeździć po mniejszych i większych podjazdach. Pracuję więc nad tym zarówno trenując, jak i jedząc, by utrzymać odpowiednią wagę. Oczywiście nigdy nie będę góralem, mam swoje limity, ale staram się być jak najlepszy, ponieważ tego wymagają współczesne wyścigi. Jeśli chce się wygrywać etapy np. w wielkich tourach, to trzeba być gotowym na różne sytuacje.

Podczas tego etapu jechałeś w dużej, trzydziestoosobowej ucieczce z Gregiem Van Avermaetem, twoim obecnym kolegą z drużyny. Tamtego dnia byłeś od niego lepszy. 

Tak, ale jak dobrze wiesz w innych wyścigach to on był lepszy ode mnie. Takie jest kolarstwo. Nigdy nie wiesz, kiedy będziesz z którymś z rywali w jednej ekipie. Teraz reprezentujemy te same barwy i zobaczymy, co w związku z tym przyniesie przyszłość.

Drugi wyścig z poprzedniego roku, o który chciałabym cię zapytać to mistrzostwa świata w Yorkshire. Byłeś drugi, jesteś wicemistrzem świata. Dziś cieszysz się z tego wyniku czy nadal jesteś zawiedziony? 

Gdy się ścigam, chcę wygrywać. Oczywiście, że wciąż jestem zawiedziony, że nie udało mi się osiągnąć tak wielkiego sukcesu, jakim byłoby zdobycie tytułu mistrza świata. Jednak ostatecznie to jest srebrny medal światowego czempionatu, więc jestem dumny z tego, jak pojechałem i jak pojechała cała włoska reprezentacja. Jednak najszczęśliwszy byłbym, gdym wygrał i myślę, że każdy podzieliłby mój punkt widzenia w tej sytuacji.

To był bardzo ciężki dzień, przede wszystkim ze względu na pogodę – lało i było zimno. Alejandro Valverde powiedział, że po prostu zamarzł. Jak myślisz, jak ważnym czynnikiem była tamtego dnia pogoda? 

Rzeczywiście ten dzień był okropny pod względem pogody. Lało od samego startu i było zimno. Jednak warunki były dla wszystkich takie same. Wszystko zależy od tego, jak sobie z czymś takim poradzisz, ponieważ każdy odbiera coś takiego w zależności od indywidualnych predyspozycji. Wspomniałaś Valverde – to jest Hiszpan, któremu nie pasuje taka pogoda. Mieszka w bardzo ciepłym regionie Hiszpanii [w Murcji – przyp. M.W.] i nie jest przyzwyczajony do zimna i deszczu. Ja jestem bardziej oswojony z taką pogodą, chociaż oczywiście uważam, że gdybyśmy ścigali się przy lepszej pogodzie, to wyścig potoczyłby się inaczej. Gdy jest słonecznie, zawsze jest inne ściganie.

Na transmisji telewizyjnej było widać w niektórych miejscach dosłownie małe jeziorka na szosie. Uważasz, że momentami było niebezpiecznie? 

Tak właśnie było. W niektórych miejscach trasa była niebezpieczna. Mieliśmy szczęście, że te małe jeziorka, o których mówisz nie znajdowały się na zjazdach. Na szczęście wszyscy przejechaliśmy przez tę trasę bezpiecznie.

Jak radzisz sobie z obecną sytuacją związaną z koronawirusem? Jak trenujesz i jak żyjesz, ponieważ niemal cała Europa jest zamknięta w swoich domach… 

Myślę, że dla nas kolarzy ta sytuacja jest w jakiś sposób dziwna. Mieszkam obecnie w Monako i nie mogę jeździć na zewnątrz, więc po prostu wykonywać swojej pracy. Nikt nie chce ryzykować otrzymania kary czy zatrzymania przez policję, ale także nikt nie chce denerwować mieszkańców. W tym momencie nie wiadomo, kiedy wrócimy do ścigania, więc świat się nie skończy, jeśli przez kilka tygodni będziemy trenować w pomieszczeniu. Oczywiście, to nie jest idealna sytuacja, ale miejmy nadzieję, że w ciągu kilku tygodni dostaniemy od władz zielone światło do trenowania, bo koniec końców – to jest nasz zawód. Nie wiemy, kiedy odbędą się kolejne wyścigi, ale jeśli za jakiś czas mamy wrócić do ścigania, to musimy być na to gotowi.

Jak często i jak teraz trenujesz? 

Jeżdżę teraz na rolkach, robię małą sesję rano, przed śniadaniem, a następnie ćwiczę na siłowni, a także biegam. Nie mogę biegać zbyt daleko od domu (jedynie 200 metrów), dlatego biegam w górę i w dół po schodach znajdujących się przy moim domu, robię też trening core i po południu kolejną niewielką sesję na rolkach. Próbuję po prostu podtrzymać kondycję, czekając na wiadomości o tym, co będzie dalej. Nie są to intensywne treningi, chodzi po prostu o podtrzymywanie formy i odpowiedniej wagi. Jest to coś porównywalnego do tego, co robimy na początku okresu przygotowawczego. W związku z tym, że nie wiemy, kiedy, gdzie i w jakich wyścigach będziemy startować taka praca jest w tej chwili do wykonania.

W miniony wtorek furorę w mediach społecznościowych i nie tylko zrobił twój pomysł na zorganizowanie trzech wielkich tourów w jednym. Opowiedz o tym. 

Rzeczywiście wpadłem na taki pomysł i od razu chciałbym zaznaczyć, że nie ściągnąłem go od Ivana Garcii Cortiny [kolarza drużyny Bahrain-McLaren – przyp. M.W.]. Nie miałem pojęcia, że on też coś takiego zaproponował, a wiem, że takie doniesienia pojawiły się w niektórych mediach. Kiedy już wznowimy sezon nie będzie czasu na zorganizowanie trzech wielkich tourów, dlatego uważam, że powinniśmy zorganizować coś takiego jak rozgrywany dawniej Wyścigu Pokoju. To jest czas, w którym trzeba pomóc organizatorom wyścigu tak mocno, jak się da, aby po pokonaniu tego wirusa wrócić do normalności. Wiem, że to będzie bardzo trudne – np. logistycznie i ekonomicznie – ale to jest tylko pomysł. Myślę jednak, że miło by było, gdyby organizatorzy się zjednoczyli i znaleźli sposób na zrobienie czegoś takiego. Wszystko jest możliwe, jeśli tylko w ludziach jest chęć. Cieszę się, że ten mój pomysł stał się tak popularny i mam nadzieję, że ktoś za to odpowiedzialny kupi go i spróbuje takie trio zorganizować.

Czy jesteście w kontakcie z kierownictwem drużyny CCC, czy to w kwestii rad dotyczących chociażby tego, jak uchronić się przed zakażeniem koronawirusem, czy też odnośnie treningów, jakie należy teraz wykonywać? 

Tak, oczywiście, jesteśmy w kontakcie z drużyną, otrzymujemy m.in. bieżące wytyczne od naszego sztabu medycznego. Jesteśmy profesjonalistami i zdajemy sobie sprawę, że prędzej czy później zaczniemy się ścigać i będziemy musieli być na to gotowi. Myślę, że w nadchodzącym tygodniu Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) wyda oświadczenie na temat tego, kiedy możliwy będzie powrót do ścigania i wtedy, gdy będziemy znali więcej szczegółów, będziemy mogli lepiej zaplanować swój trening.

Mieszkasz teraz w Monako, ale we Włoszech, gdzie sytuacja związana z koronawirusem jest bardzo zła, masz przecież rodzinę i przyjaciół. Otrzymujesz od nich jakieś informacje? 

W tym momencie moja rodzina i moi przyjaciele są zdrowi, nie donoszą mi o żadnych problemach ze zdrowiem. Mieszkają z dala od regionów, gdzie liczba zakażeń jest największa, ale oczywiście Włochy mają teraz bardzo duży problem. Szpitale znajdują się pod wielką presją, są przepełnione, a służba medyczna pracuje 24 h/dobę. Wygląda jednak na to, że w ostatnich dniach sytuacja nieco się poprawia. Trzeba zrobić wszystko, by ten trend się utrzymał, ludzie muszą pozostać w domach i podporządkować się regułom nakładanym przez władze. Wtedy życie będzie mogło wrócić do normalności.

Masz pomysł, dlaczego wirus Covid-19 rozprzestrzenił się we Włoszech tak mocno? 

Nie mam pojęcia. Widać, że w innych krajach, np. w Hiszpanii i w Niemczech sytuacja również się pogarsza, dlatego jedyna przewaga, jaką mają te kraje nad Włochami polega na tym, że mogą brać przykład, w jaki sposób na to wszystko reagować. Jeśli restrykcje wprowadzone u nas zadziałały, to zadziałają również w innych krajach. Byliśmy pierwszym krajem w Europie dotkniętym przez tę pandemię. Jest jak jest i teraz trzeba zrobić wszystko, żeby ją pokonać.

Nie jest tajemnicą, że jednym ze skutków pandemii koronawirusa będzie kryzys ekonomiczny, który dotknie cały świat. Martwisz się, że wasz główny sponsor, firma CCC, popadnie w kłopoty finansowe i będzie miała problemy ze sponsorowaniem kolarskiej drużyny? 

Mamy szczęście, że pan Miłek [właściciel firmy CCC – przyp. M.W.] jest prawdziwym pasjonatem kolarstwa, sam zresztą się ścigał – podobnie jak ja specjalizował się w sprincie. Wiem, że ma teraz trudny czas, ponieważ sklepy są zamknięte, zatem produkty firmy można obecnie kupić w internecie. Jednak jestem przekonany, że kiedy obostrzenia związane z koronawirusem się skończą, ludzie ruszą do sklepów i sytuacja wróci do normy. Pan Miłek to doświadczony przedsiębiorca i były sportowiec, który zawsze walczy do końca. Jego wsparcie jest dla ekipy bardzo ważne, wierzymy, że będzie to robił jeszcze przez długi czas.

Nie miałeś okazji ścigać się w tym roku w najbardziej prestiżowych klasykach, które były twoim celem w pierwszej części sezonu, ale zdążyłeś wystartować w kilku wyścigach – m.in. w Omloop Het Nieuwsblad, Kuurne-Bruksela-Kuurne czy Volta ao Algarve. Jakie są twoje wrażenia ze współpracy w drużynie CCC? 

Moje wrażenia są naprawdę pozytywne. Jestem zadowolony z drużyny, atmosfera jest bardzo miła – myślę, że udało nam się stworzyć zgraną grupę, dlatego szkoda, że wydarzyło się to wszystko z tym wirusem, ponieważ nie mogłem się doczekać klasyków. Chcieliśmy odnieść w nich pierwsze zwycięstwo w sezonie. Teraz musimy po prostu czekać i być gotowymi na restart.

Być może klasyki zostaną rozegrane później, np. jesienią, ale nie jest to jeszcze pewne. Być może również odbędzie się Tour de France, a jeśli nie, to najbardziej prawdopodobna jest hiszpańska Vuelta. Czy zatem stawiasz sobie jakieś nowe cele na ten sezon? 

W tym momencie bardzo trudno jest cokolwiek na ten temat powiedzieć. Tour de France jest jednym z głównych celów na ten sezon zarówno dla mnie (chciałbym walczyć o zwycięstwa etapowe), jak i dla naszego zespołu. Nie wiemy też, kiedy ten wyścig miałby się odbyć, ponieważ według mnie trudno będzie go rozegrać w pierwotnie zaplanowanym terminie, ponieważ nie będziemy mieli po prostu odpowiedniej liczby dni wyścigowych. Musimy również wiedzieć, kiedy i czy w ogóle klasyki zostaną rozegrane, jaka będzie trasa tych wyścigów, czy taka sama czy inna. Wszystko to jest w tej chwili wielką niewiadomą i czekamy na jakieś wiadomości od wszystkich – od UCI, od organizatorów wyścigów, od władz. Znajdujemy się w momencie, w którym każda podjęta decyzja może być najlepszą i najgorszą.

W czasach kwarantanny modne wśród kolarzy stało się organizowanie wspólnych internetowych e-treningów. Planujesz zrobić coś takiego? 

Tak, tym bardziej, że to świetny pomysł na zaangażowanie kibiców i pokazanie naszych koszulek na wirtualnych trasach. Nasza ekipa jest w trakcie rozmów z firmą ZWIFT i już wkrótce zorganizujemy coś ciekawego dla naszych fanów. Dlatego polecam śledzić na bieżąco profile naszej drużyny w mediach społecznościowych. Poza tym, być może zorganizuję coś podobnego w najbliższych dniach wraz z moimi przyjaciółmi z GCN. Jednak na razie jest to tylko pomysł i musimy to jeszcze przedyskutować.

Zatem kibice muszą śledzić także twoje profile w mediach społecznościowych. 

Tak, nawet powinni (śmiech).

Rozmawiała Marta Wiśniewska