Michał Gołaś nie może ścigać się do 23 marca. Drużyna Ineos zawiesiła starty z powodu wyjątkowego zbiegu okoliczności, jakimi są śmierć dyrektora sportowego Nicolasa Portala oraz rozprzestrzenianie się w Europie wirusa Covid-19, nazywanego popularnie koronawirusem. Korzystając z merytorycznego i rozsądnego podejścia do życia “Gołego”, porozmawialiśmy z nim o skutkach sytuacji związanej z nową chorobą, a także o zasadach, jakimi w kwestiach higieny kieruje się zespół Dave’a Brailsforda.   

Gdzie obecnie przebywasz? 

Jestem w domu, w Polsce. 

Miałeś być w tym momencie gdzieś indziej? 

Mój plan na marzec to były wszystkie wyścigi we Włoszech, czyli Strade Bianche, Mediolan-San Remo i Coppi e Bartali, więc mój kalendarz tak czy inaczej zostałby wywrócony do góry nogami, chociaż w tym tygodniu, po Strade Bianche, miałem być w domu, a potem przygotować się do Mediolan-San Remo w Nicei. Jednak jak wszyscy wiemy, sytuacja się diametralnie zmieniła i myślę, że teraz najlepszym rozwiązaniem jest po prostu pozostanie w domu. 

Pogoda w Polsce jest obecnie nie najgorsza, więc chyba da się trenować? 

To prawda, że pogoda jest teraz nie najgorsza, ale z drugiej strony marzec nie jest zbytnio łaskawym miesiącem. Mimo to na razie nie ma co narzekać i w całej tej sytuacji pogoda nie jest największym problemem. 

Cofnijmy się do momentu, gdy świat nie znał jeszcze koronawirusa. Jak wyglądały zasady przestrzegania higieny w Team Ineos? Pytam o to, bo wiem, że Dave Brailsford i spółka od lat przykładają do tego dużą wagę. 

Rzeczywiście. Teraz temat higieny jest bardzo popularny, ale nasza drużyna zwracała uwagę na to, o czym mówi się teraz i stosowała zasady higieny, jakie są zalecane obecnie już parę lat temu. 3-4 lata temu wprowadzono program zero days, czyli zero dni, który miał sprawić, abyśmy tracili jak najmniej dni z powodu chorób. Polegało to na tym, żeby stosować dezynfekcję rąk, unikać bliższych kontaktów z innymi, witania się poprzez uścisk dłoni itp. Także jesteśmy z tym wszystkim oswojeni, nie jest to dla nas żadna nowość. Problem infekcji wirusowych i bakteryjnych został przez ekipę dostrzeżony dawno temu. Po to właśnie, żeby się przed nimi chronić wdrożono te procedury. Jako kolarze cały czas jesteśmy narażeni na kontakt z ludźmi, a do tego bardzo dużo podróżujemy, dlatego musieliśmy się w ten sposób zabezpieczyć. 

Dodatkowo organizm przemęczony np. po długim i wymagającym cyklu treningowym też jest bardziej narażony na złapanie wirusa czy bakterii, prawda? 

Oczywiście, ze względu na obciążenia, jakie organizm przyjmuje trenując oraz ścigając się, jest na tyle obciążony, że ta bariera immunologiczna jest w naszym przypadku o wiele słabsza. Trzeba zwracać na to szczególną uwagę. 

Co działo się, gdy któryś z zawodników był przeziębiony, np. miał katar lub bolało go gardło? Był w jakiś sposób izolowany od reszty grupy?

Takie osoby nie były wycofywane z wyścigu. Właściwie przed każdym wyścigiem lekarz pyta każdego zawodnika, w jakim jest stanie i jeśli tylko są jakieś symptomy choroby, to natychmiast jest reakcja. Natomiast jeśli wydarzy się coś podczas wyścigu, to przeważnie taki kolarz był izolowany w taki sposób, że dostawał osobny pokój w hotelu. Zresztą u nas w ogóle kolarze częściej dostają zakwaterowanie w pokojach jednoosobowych w celu ograniczenia ryzyka chorób. U nas ta procedura była wdrażana bardzo często. 

Czy teraz, gdy w Europie rozprzestrzenia się koronawirus, otrzymaliście od sztabu medycznego drużyny jakieś dodatkowe wytyczne? 

Pierwsze informacje na temat tego wirusa i niezbędnych środków ostrożności pojawiły się u nas już na kilka tygodni przed tym, jak zaczęło być o tym głośno w mediach. Ekipa przypomniała nam o stosowaniu tych wszystkich zasad higieny, jak tylko ten wirus pojawił się w Chinach. Nie sądzę więc, żebyśmy mogli wymyślić coś jeszcze innego niż to, o czym słyszymy od kilku tygodni. Nasze procedury odnoszą się do tego, czego przestrzegać mają teraz wszyscy. 

Czy to całe zamieszanie związane z koronawirusem dotyka ciebie osobiście, pod względem fizycznym lub mentalnym albo pod oboma względami? Męczy cię to, że ten sezon – mówiąc kolokwialnie – po prostu się posypał? 

Oczywiście, że tak. Jeśli idzie o kwestie fizyczne, to oczywiście treningi są zaburzone. Najpierw była kwarantanna w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, po powrocie do domu trudno było wrócić do normalnego rytmu treningowego, więc te treningi nieustannie są zaburzone. Z drugiej strony stąpamy po niepewnym gruncie, ponieważ nie wiadomo, kiedy nastąpi powrót do ścigania. Ja mam w kalendarzu Wyścig dookoła Kraju Basków [6-11 kwietnia br.], ale też nie mam pewności, że on się odbędzie. Wychodzę więc z założenia, że trzeba przejść w tryb stand by, wrócić do treningów bazowych, czekać na zielone światło i wrócić do intensywności. Ale to jest tak, jakbym cofnął się z treningami o dwa-trzy miesiące. Na psychikę też to oddziałuje, bo trudno jest znaleźć motywację do treningów, jeśli nie ma się celu. Ja staram się podchodzić do tego tak, że to jest moja praca i z jednej strony nie myśleć za dużo o tym, co będzie i starać się podtrzymać solidną formę. Jednak nie jest to łatwe, bo mam też wielu znajomych we Włoszech, wiem, jaka jest tam sytuacja i non stop spływają jakieś niedobre wieści. Śledzę to, co dzieje się w Europie, ale jeśli chodzi o wyścigi, nie wygląda to zbyt optymistycznie. Trudno teraz myśleć o ściganiu, kiedy sytuacja robi się poważna. Mam też rodzinę i muszę wiedzieć, co jest ważniejsze. Nie załamuję się z powodu odwołania wyścigu. Wiem, że życie toczy się dalej, są też inne sprawy i to też pomaga mi w codziennym życiu. 

Uważasz, że to dobrze, że Paryż-Nicea jedzie? 

Nie wiem, czy to dobrze. Nie ma na to prostej odpowiedzi. Do momentu, kiedy nic się nie wydarzy to dobrze. Może być tak, że wyścig się zakończy w niedzielę w Nicei, nikt nie zostanie zarażony i wtedy będzie można powiedzieć, że dobrze. Jeśli dzisiaj dowiemy się o jakichś pozytywnych wynikach tekstu na obecność tego wirusa, to będzie można wyciągnąć wnioski, że po co to wszystko. Wiadomo – organizatorzy mają swoje powinności wobec sponsorów i rozumiem, że chcą, aby ich imprezy się odbyły, ale jak spojrzy się szerzej, to świat sportu schodzi w chwili obecnej na dalszy plan. Sytuacja robi się poważna i to wszystko musi na jakiś czas stanąć. Nie widzę w tej sytuacji innego wyjścia. Świat się nie zawali, jeśli nie odbędzie się kilka wyścigów. Naszym wspólnym celem jest to, aby przejść przez tę trudną sytuację i wrócić do normalnego życia. Trzeba podejść do tego zdroworozsądkowo i żyć normalnie, ale zachowując te wszystkie zasady, o których się cały czas mówi. 

Chyba nie spotkałeś się podczas swojej kariery z podobną sytuacją, tzn., żeby wiosną nie można było rozegrać tylu wyścigów? 

Oczywiście, skala tego problemu jest duża, a sytuacja nadzwyczajna. Konsekwencje związane z tym wirusem odczuje każdy i każda dziedzina życia. Trudno to także porównywać z czymkolwiek innym. Sport nie jest w tym przypadku najważniejszy, ale zostając już w tej dziedzinie życia, to kolarstwo może ucierpieć najbardziej, ponieważ na naszym poziomie rywalizacji bierzemy udział w wyścigach na całym świecie i ciągle się przemieszczamy. 

Jakie informacje od znajomych z Włoch do ciebie docierają? 

Sytuacja codziennie się zmienia, codziennie mamy do czynienia z innym przekazem i także codziennie ta śruba jest coraz bardziej dokręcana przez władze. Obecnie zawodowcy mogą trenować zachowując wszystkie środki ostrożności. Dla nas jest to praca, dlatego też pewnie, gdybyśmy nie musieli, to nie ryzykowalibyśmy swojego zdrowia. Trening nie wpływa negatywnie, jeśli odbywa się indywidualnie czy w mniejszych grupach. Z informacji, które do mnie napływają, to wiem, że do Włochów dotarło, że nie mają do czynienia z błahostką i jeśli nie będą stosować się do wszystkich zaleceń, to będzie to ogromny problem, który może dotknąć każdego. Oby tylko nie było za późno. My mamy te kilkanaście dni zapasu i możemy reagować szybciej. Ogromnym problemem jest też dla mnie w tej chwili przepływ informacji, ponieważ wiadomości, które do nas docierają są sprzeczne. Czasami trudno jest znaleźć coś racjonalnego. Trzeba starać się to wszystko jakoś zbalansować.

Rozmawiała Marta Wiśniewska