fot. Deceuninck-Quick Step / Getty Images

Wydaje się, że dla Sama Bennetta i drużyny Deceuninck-Quick Step większym pechem jest to, że zaplątał się w kraksę spowodowaną przez Hugo Hofstede (Israel Start-Up Nation) 200 metrów przed metą, przez co nie mógł walczyć o etapowe zwycięstwo niż odniesiona kontuzja. Irlandczyk nie ma żadnych złamań i spróbuje jechać dalej.

Bennett okazał się jednym z pechowców chaotycznego i niebezpiecznego zarazem trzeciego etapu wyścigu Paryż-Nicea. Hofstede upadając pociągnął go w barierki, powodując również jego kraksę. Bennett dłuższą chwilę spędził na asfalcie, a następnie przekroczył linię mety z krwawiącą dłonią i w otoczeniu kolegów z zespołu.

W ten sposób zmarnowała się duża praca drużyny Deceuninck-Quick Step, wykonywana przez większą część etapu. Ucieczkę kontrolował, a potem rwał peleton na wiatrach Tim Declercq, pracowali również Julian Alaphilippe, Bob Jungels oraz Yves Lampaert. Bennett był zatem znakomicie chroniony, ale musiał uznać wyższość losu.

Na szczęście okazało się Sam Bennett niczego sobie nie złamał, a jedynie rozciął palce prawej dłoni, co wymagało założenia czterech szwów.

– Zdarłem skórę i potrzebowałem kilku szwów, ponieważ uderzając w barierkę, uderzyłem też w jej metalową część, ale na szczęście wszystko wydaje się być w porządku. Na początku leżałem chwilę na szosie, ponieważ byłem w szoku i nie wiedziałem, czy stało się coś poważnego. Będę kontynuował jazdę i w środę przystąpię do jazdy indywidualnej na czas. Cieszę się, że jutro krótki etap i mam nadzieję, że moja sytuacja się poprawi

– powiedział Sam Bennett po powrocie do hotelu.