fot. CCC Team

Jonas Koch może być zadowolony ze swojego drugiego występu w tym sezonie. Niemiec zakończył Tour de la Provence z koszulką najlepszego górala.

To już trzeci taki sukces ekipy Dariusza Miłka. Wcześniej Joey Rosskopf zdobył najwięcej punktów na górskich premiach rozgrywanych podczas Tour Down Under, a Georg Zimmermann wygrał klasyfikację górską innego francuskiego wyścigu – Etoile de Besseges.

Teraz Niemiec, który kolarzem największej polskiej grupy kolarskiej został 3 lata temu, sukces zawdzięcza przede wszystkim świetnemu występowi na 2. etapie, gdy zdobył aż 17 punktów. W ciągu kolejnych dwóch dni dołożył do tego zaledwie jedno “oczko”, co i tak wystarczyło mu, by w walce o trykot pokonać m.in Victora Lefaya, Johana Jacobsa i… Nairo Quintanę.

Cieszę się ze zdobycia swojej pierwszej koszulki dla najlepszego górala. To fajne uczucie, że nagrodę za za mój wysiłek i ciężką pracę, jaką wykonałem podczas drugiego etapu, dowiozłem do końca wyścigu. Dwie etapówki, które pojechałem we Francji okazały się słusznym wyborem na początek sezonu. Czułem, że jestem w dobrej dyspozycji, a podstawy formy są solidne. Wiem jednak, że mam jeszcze trochę do zrobienia i czuję, że przed kolejnymi wyścigami mogę się jeszcze poprawić

– mówił w rozmowie z oficjalną stroną CCC Team.

Wczoraj do tego osiągnięcia mógł dołożyć kolejne – miejsce w pierwszej “10” albo i trójce na etapie (9. w tym sezonie dla CCC). Trasa mu odpowiadała, a on sam pokonał ostatni podjazd w 40-osobowej głównej grupie. Niestety ta została przechytrzona przez ucieczkę, która dojechała do mety sześć sekund przed nią. W dodatku sam 26-latek przyznaje, że nie miał wystarczająco mocnej nogi. Mimo to zakończył etap na 12. miejscu – najlepszym w tym sezonie.

Po tym, jak oderwała się ucieczka, tempo w peletonie wciąż było mocne. Na ostatnim podjeździe jechaliśmy najmocniej, jak się dało, żeby złapać tę czwórkę, która była z przodu. Mnie udało się utrzymać w pierwszej grupie pościgowej, jednak nie jestem zbyt zadowolony z końcowego sprintu. Chciałem zająć dobre miejsce na etapie, ale to nie był mój dzień. Byliśmy bardzo blisko kolarzy z ucieczki, widzieliśmy ich na ostatnim kilometrze. W końcówce był delikatny zjazd, było szybko i chaotyczne, finalnie nie udało nam się schwytać ucieczki przed metą

– dodał.

Nawet jeśli Koch nie był do końca zadowolony ze swojego wczorajszego wyniku, to i tak gratulujemy mu występu w całym wyścigu. Miejmy jednak nadzieję, że w kolejnych miesiącach jego forma będzie jeszcze wyższa, a on sam zapewni pomarańczowej ekipie jeszcze kilka zwycięstw. Nie tylko w klasyfikacji górskiej.