Fot. UCI

Gloryfikacja porażek, deprecjonowanie sukcesów – mocne słowa, ale właśnie one siedzą w mojej głowie gdy zastanawiam się nad kondycją polskiego kolarstwa w tym momencie. Za nami złota dekada w historii tego sportu w Polsce – ostatnie lata obfitowały w sukcesy, jakich nigdy wcześniej nie było. Czy to nie rozpaliło przesadnie apetytów? Cóż sprawia, że tak ciężko cieszyć się pięknem kolarstwa będąc polskim kibicem?

O matko, ależ napisałem elaborat jako wstęp do tekstu, atakując pytaniami, które przecież nie dotyczą każdego, bo generalizacja to paskudna rzecz. Nie tak dawno otrzymałem sporo miłych głosów pod moim felietonem na temat pewnej statystyki dotyczącej początku tego sezonu, ale tamten tekst to miał być tylko drobny wstęp do tego, co siedzi we mnie od dawna – do subiektywnej analizy „stanu polskiego kolarstwa”.

Czy to ma się świetnie? Nie. Dobrze? Moim zdaniem lepiej niż wielu uważa. Ktoś powie, że to przemija – tak, Rafał Majka zaraz skończy 33 lata, Michał Kwiatkowski jest ledwie rok młodszy, a i Katarzynie Niewiadomej stukają kolejne latka w kalendarzu. Wciąż jednak to ostatnia dekada jest tą najlepszą w historii polskiego kolarstwa, a pierwszy w historii medal Polki na mistrzostwach świata na szosie w elicie czy tegoroczny triumf Michała w Amstel Gold Race odwlekają tę, wróżoną przez wielu, agonię polskiego sportu rowerowego w bliżej nieznaną przyszłość.

© ASO/P.Ballet

Skok numer 1 – obecna młodzież
Wybaczcie mi chaotyczność tekstu – będę jednak skakał tak, jak skaczą emocje polskich kibiców. Te bowiem przypominają mi istną sinusoidę – gdy Polak wygrywa to w mediach społecznościowych sypią się serduszka, udostępnienia i inne tego typu reakcje, a gdy tylko kurz przysypie ten sukces (a czasem nawet i szybciej) to czytamy już tylko o tym kto się sprzedał, komu wozi bidony i gdzie zgubił ambicję.

Koronnym argumentem jest też to, że w Polsce nie ma młodzieży. Wielkim zakłamaniem rzeczywistości byłoby napisanie, że ta jest wybitna i konkurencyjna dla np. Belgów, ale też byłbym daleki od skreślania tych młodych chłopaków i dziewczyn, których to mamy obecnie. Ja wierzę w słowa ludzi pokroju Marcina Mientkiego, trenera Copernicusa, który w wywiadzie dla TVP Sport powiedział, że „cały czas szukamy następców „Kwiatka” i wierzę, że właśnie takiego wychowujemy, a nawet przynajmniej dwóch w kategorii juniora. Mam nadzieję, że przeskoczą do World Touru.”.

Zapewne jednym z tych chłopaków jest Hubert Grygowski – w trzech kolejnych startach w imprezach UCI w tym roku nie wypadł z pierwszej ósemki, a ściganie w Belgii praktycznie zawsze należy do mocnych. Triumf na tamtej ziemi zanotował w tym roku przecież Marek Kapela – wygrał wyścig Izegem-Kachtem. Czy poszedł za tym zasięg medialny (od tych wszystkich ludzi, co mają misję, ale nie wiadomo jaką), który może być istotny w pozyskiwaniu sponsorów? Czy gdy ktoś pójdzie z ofertą do takowego, a ten wpisze w Google frazę „polskie kolarstwo juniorzy” to wyskoczy mu sukces jednego z tych chłopaków, czy też jakiś tekst o tym, że przeżywamy zapaść, talentów brak, więc nie ma co inwestować?

Nie wiem czy każdy pamięta, ale to właśnie rok temu polska młodzież odniosła jeden z historycznych sukcesów – Filip Maciejuk wygrał klasyfikację generalną L’Etoile d’Or – po raz pierwszy w historii Polak triumfował w wyścigu Pucharu Narodów do lat 23. W ilu mediach o tym napisano? W jakiej telewizji wspomniano choć sukces naszego orlika? Nie śmiem pytać o to, gdzie wymieniono resztę składu naszej kadry – ci chłopacy pozostaną dla polskiego widza w większości anonimowi po wsze czasy. Niestety.

fot. Karpacki Wyścig Kurierów

Skok numer 2 – polska złota dekada
Nie umniejszając nic naszej historii wspomnę na start kilka starszych zdarzeń, ale zaraz po nich postaram się pokazać, że to właśnie ostatnie 10 lat jest najlepszymi w historii polskiego kolarstwa. Zatem chronologicznie:

  • 26.07.1976, Mieczysław Nowicki – indywidualny medal olimpijski polskiego kolarza szosowego
  • 23.05.1986, Lech Piasecki – pierwszy w historii polskiego kolarstwa wygrany etap Wielkiego Touru
  • 02.07.1987, Lech Piasecki – Polak w koszulce lidera Wielkiego Touru
  • 14.03.1990, Zenon Jaskuła – polskie podium wyścigu kojarzonego dziś z World Tourem (w tym wypadku Tirreno-Adriatico)
  • 26.07.1993, Zenon Jaskuła – pierwsze polskie podium Wielkiego Touru
  • 20.03.1999, Zbigniew Spruch – pierwsze polskie podium monumentu
  • 07.04.1999, Zbigniew Spruch – podium klasyku łączonego dziś z World Tourem
  • 22.08.1999, Grzegorz Gwiazdowski – pierwsza polska wygrana w wyścigu Pucharu Świata
  • 15.10.2000, Zbigniew Spruch – polski medal w mistrzostwach świata zawodowców
  • ——————————————————–
  • 09.08.2014, Rafał Majka – Polak wygrywa wyścig World Tour
  • 28.09.2014, Michał Kwiatkowski – historyczne mistrzostwo świata elity mężczyzn
  • 19.04.2015, Michał Kwiatkowski – Polak zwycięzcą klasyku World Tour
  • 06.08.2016, Rafał Majka – pierwszy polski medal olimpijski w rywalizacji zawodowców
  • 18.03.2017, Michał Kwiatkowski – historyczna wygrana Polaka w monumencie
  • 11.06.2017, Katarzyna Niewiadoma – Polka zwycięża w wyścigu Women’s World Tour
  • 13.03.2018, Michał Kwiatkowski – wygranie etapówki World Tour poza terytorium Polski
  • 25.09.2021, Katarzyna Niewiadoma – Polka zdobywa medal mistrzostw świata elity

Bardzo ciężko zestawia się ze sobą historyczne wyczyny, bowiem dla wielu polskich kibiców zawsze legendą będzie np. Ryszard Szurkowski, którego okres wielkiego panowania na szosach przypadł, niestety, na okres gdy Polacy nie mieli możliwości, ze względów politycznych, mierzyć się z resztą świata w równych warunkach. Należy pamiętać o pięknych sukcesach naszych orłów, niemniej nie podejmę się jakiegokolwiek zestawiania ich z osiągnięciami współczesnych kolarzy.

Tym samym zostaje nam analizowanie wyników po 1989 roku – wcześniej mieliśmy za granicą jedynie rodzynki, pokroju wybitnego Lecha Piaseckiego. Później Polakom wcale nie było łatwiej, a i imprezy były inne – World Tour (czy też Pro Tour) historią nie sięga do czasów, gdy ścigał się Grzegorz Gwiazdowski czy Zbigniew Spruch.

Nie zmienia to jednak faktu, że ostatnimi czasy doczekaliśmy na swój sposób historycznych wyników, a na takowe, przełomowe rezultaty czekaliśmy prawie 1,5 dekady… Te niesamowicie podniosły poziom oczekiwań polskich widzów – gdy Rafał Majka szalał podczas Tour de France chcieliśmy by robił to co roku, choć wcześniej oglądaliśmy z wypiekami walkę zagranicznych zawodników, pracę Sylwestra Szmyda i piękne widoki okraszone komentarzem duetu Jaroński/Wyrzykowski.

fot. bettiniphoto

Skok trzeci – za dużo bodźców
Pamiętają Państwo czasy gdy jedyne informacje dostawaliśmy w radio czy w gazecie? Ja nie, ale nieraz miałem okazję rozmawiać z ludźmi, dla których wielkimi wspomnieniami jest to jak sprawozdawca w radio opowiadał o przeskakiwaniu między grupami Zenona Jaskuły. Taki przekaz sprawiał, że nasza wyobraźnia szalała – to Polak był herosem szosy, wygrywał premie (bo o przegranych nie trzeba było mówić), miażdżył rywali, był najlepszy.

Dziś wystarczy odpalić sobie Procyclingstats, FirstCycling czy inny serwis z wynikami i w nasze oczy rzuca się jedno – polskich flag jest tam tak niewiele! Imprezy mnożą się, więc nawet jak w którejś Polacy odniosą wreszcie jakiś sukces, to przecież zawsze można marudzić, że za rzadko, za mało prestiżowo, a czemu tylko teraz, a nie wczoraj i jutro.

Praktycznie codzienna obecność kolarstwa w TV sprawia, że mamy pełną świadomość pozycji polskiego kolarstwa na świecie, a ta jeszcze raz podkreślę – jest dobra, ale nie świetna czy wybitna. Nasz kraj po kilku latach na pograniczu pierwszej i drugiej dziesiątki w rankingach ostatecznie opadł na koniec tej drugiej – może zabrzmi to brutalnie, ale patrząc na zainteresowanie kolarstwem nad Wisłą, to właśnie tam jest nasze miejsce w szeregu.

fot. CCC Tour

Skok czwarty – kolarstwo to nie tylko męska szosa
Wybaczcie, tu będzie krótko, bowiem jestem dziennikarzem piszącym głównie właśnie o męskiej szosie i chcąc zagłębić się w meandry innych dyscyplin szybko popełniłbym jakiś błąd merytoryczny, niemniej chciałbym przypomnieć o jednym – kolarstwo wykracza daleko poza panów i ich występy na wyasfaltowanych ścieżkach. Polska niedawno pożegnała kończącą karierę Maję Włoszczowską, mamy świetnych torowców – mistrza świata w torowym omnium z 2018 roku Szymona Sajnoka, mistrza Europy w tej specjalności z zeszłego roku Alana Banaszka, genialnego sprintera, m.in. zwycięzcę Pucharu Świata Mateusza Rudyka i wielu, wielu innych.

Cieszą nas także panie startujące na szosie – ta dyscyplina powoli goni męski świat, zrównuje się nagrodami w kolejnych imprezach, pojawia się w telewizji. W kwiecie wieku jest teraz najwybitniejsza Polka w historii naszego kolarstwa – Katarzyna Niewiadoma, a przecież nie tylko jej startami możemy się emocjonować. Być może zatem, jeśli ktoś chce być kibicem sukcesu, warto rozejrzeć się szerzej niż tylko poza to, gdzie mamy jedynie „woziwody” i ludzi „pozbawionych ambicji”? *uśmiecham się przekornie*

fot. Szymon Gruchalski

Skok piąty – bramkarze i napastnicy
Pozwolę sobie na pewne zestawienie, znalezienie analogii między polskim kolarstwem a naszą piłką nożną. W obu tych sportach mamy bowiem prawdziwe gwiazdy, na plecach których nie wyrasta długofalowy sukces. Michał Kwiatkowski, niczym Robert Lewandowski, od dekady jest takim liderem naszej drużyny, nie jest oczywiście jedynym, bo mamy chociażby tego „bramkarza” Rafała Majkę, który swoimi wynikami bronił momentów, w których Kwiato akurat nie wygrywał, niemniej często to kolarz INEOS Grenadiers musi ciągnąć nasz sport za uszy, bo jeśli nie on, to kto ma wygrywać coś wielkiego? Od Michała oczekuje się niesamowicie dużo, bo przecież jest gwiazdą, nie patrząc na to, że czasem trasa nie jest dla niego idealna, że przecież nie funkcjonuje on w oderwaniu od świata.

I tu mam pewien głupi wniosek – „naszą” kibicowską frustrację wylewamy nie tam, gdzie trzeba. Wiecznie pojawiają się komentarze na temat tych, którzy dają nam wszystko, co potrafią. Narzekamy, że najlepsze w Europie czy na świecie ekipy kontynentalne nie produkują nam gwiazd, że jeżdżą te mniejsze wyścigi, choć właśnie od tego one są. Ciężko mi winić Mariusza Witeckiego i Dariusza Banaszka za to, że ich projekty pracują z takimi, a nie innymi kolarzami, bo przecież robią z nimi świetną robotę! Oczywiście na miarę ich możliwości.

To, czego brakuje, to czegoś pomiędzy tą górą i dołem. Nie mamy na ten moment ekipy drugiej dywizji, bo nie ma na to sponsorów, czyli pieniędzy. Cieszymy się Tour de Pologne, bo przecież World Tour, nie zauważając przy tym, że brakuje polskiego wyścigu Pro Series czy kilku imprez pierwszej kategorii. Polscy juniorzy czy orlicy nie mają gdzie się ścigać – od lat nie odbywa się rokrocznie odwoływany Puchar Prezydenta Grudziądza, poza Karpackim Wyścigiem Kurierów nie mamy praktycznie imprezy UCI do lat 23, na której ta młodzież mogła by się zestawić z czołówką światową. Tak, ktoś mądry wytknie, że przecież jest ORLEN Puchar Narodów, ale dwuetapówka jakoś nie może mnie kupić.

Polska nie odrobiła lekcji i nie wypromowała kolarstwa na głośnych sukcesach pojawiających się po 2014 roku. Polski Związek Kolarski pod nową władzą mam wrażenie, że chce pomóc, ale bez pieniędzy nie można nagle dogonić świata. Szeroko pojęty sport rowerowy robi się niesamowicie drogi – gdy patrzę jaki sprzęt wysyła Israel Cycling Academy do Rwandy to stwierdzam, że i Polsce przydałaby się chyba akcja humanitarna i pomoc tak dobrych trenerów, jacy tam trafiają.

Wybaczcie więc miłośnicy krytyki, ale ja będę chwalić. Tak, chwalić – każdego, komu się jeszcze chce, tych wszystkich, którzy wciąż coś robią, rozwijają się, dążą do tego, by ten sport w Polsce nie padł. Jeśli mam narzekać to nie na Kwiatka, nie na słabą młodzież (bo takie słowa to potwarz dla zawodników pokroju Huberta Grygowskiego), tylko właśnie na ten zmarnowany potencjał, przez który powoli wracamy na pogranicze drugiej i trzeciej dziesiątki państw w światowej hierarchii, gdzie obawiam się, że się możemy zadomowić na dłużej.

Fot. Szymon Gruchalski /PZKol

Skok szósty – cieszmy się z małych rzeczy
O kolarstwie piszę sporo od ledwie kilku lat – przeżyłem jednak w tym okresie mały szok, gdy opuszczając bańkę moich znajomych czy towarzystwo taty przed telewizorem, gdy nagle zderzyłem się z tym jakie rzeczy wypisują ludzie w internecie. Doczekaliśmy się historycznej, polskiej ekipy w World Tourze? Mało! Czemu nie wygrywają? Czemu taki, a nie inny skład? Ale oni słabi!

Teraz możemy już tylko tęsknić za tym projektem, który choć rzeczywiście był momentami daleki od dobrego, to jednak funkcjonował i można było liczyć, że będzie się rozwijał. W jego miejsce nie powstało nic, a polskie kolarstwo pod kątem drużyn ograniczyło się do ledwie dwóch formacji kontynentalnych.

Wydawało mi się, że to na te ekipy przeniesie się sympatia polskich widzów, ale niestety spotkało mnie wielkie rozczarowanie. Nasi fani, mam wrażenie, podzielili się na tych broniących jak lwy młodych swoich ulubieńców i nie pozwalający na żadną krytykę, ba, często nawet na zwykłe stwierdzenie faktów, a także na tych, którzy to niezależnie od sukcesu napiszą, że to przecież „ogórek”, „nikt poważny się tam nie ścigał”, „niech pojadą XXX i pokażą na co ich stać”.

Niech wybaczą mi tu ludzie związani z ekipą Voster ATS Team – bo choć do tej mi długo było chyba bliżej, to do analizy reakcji mam wrażenie, że lepiej pasuje jednak HRE Mazowsze Serce Polski. W 2020 roku kolarze w czerwonych barwach wygrali ranking Europe Tour wśród drużyn kontynentalnych – co rusz strasznie deprecjonowano, że co to za sukces. Gdy rok później wygrali analogiczne zestawienie w skali świata również narzekano, że kto by tam się jarał trzecią dywizją, „przestańcie o tym pisać” pojawiało się nie raz w mojej skrzynce wiadomości.

Teraz, oczywiście bazując na magii liczb i statystyce, mogłem napisać felieton o wyjątkowym rozpoczęciu sezonu w historii polskiego kolarstwa, jak się jednak okazało to, że podopieczni Dariusza Banaszka wygrywają w imprezach 2.1 to nadal mało, bo choć nie są to już wyścigi 2.2, to przecież nadal nikt poważny się tam nie ścigał. To, że mazowiecka formacja zatrudniła 8 orlików, którzy ścigając się właśnie na tym szczeblu mają szansę na dalszy rozwój, to tylko szczegół, który najlepiej pominąć.

Tak się jednak składa, że gdyby nie oni, oraz Voster ATS Team, który w tym roku zatrudnił np. mistrza Polski do lat 23, Mateusza Kostańskiego, to wielu polskich kolarzy nie miało by gdzie kontynuować swojej przygody z rowerem. Może i zawodnicy tych ekip nie zostaną nagle mistrzami świata (na szosie – z pozdrowieniami dla Alana Banaszka, Daniela Staniszewskiego i Filipa Prokopyszyna i ich torowych poczynań), ale właśnie istnienie polskiego kolarstwa na różnych szczeblach tworzy nadzieję, że nasz system w pewnym momencie wychowa kolejną gwiazdę.

To właśnie chwalenie tych chłopaków za sukcesy, które odnoszą, sprawia, że ktoś się tym kolarstwem może zainteresować, ktoś inny może dać na nie, jakże niezbędne pieniądze, że ktoś nie odwiesi roweru na hak o rok za wcześnie. Ja zamierzam je promować i się nimi cieszyć, czy komuś się to podoba, czy nie.

fot. Thai Cycling Association

Konkluzja
Czy wierzyłem, że rok temu Rafał Majka wygra etap La Vuelty? Czy w mojej wyobraźni istniała szansa na to, że tej wiosny Michał Kwiatkowski zwycięży w dużym klasyku World Tour? Przyznaję się bez bicia, że nie. Momentami, jak każdy kibic, mam bowiem chwile zwątpienia. Potem jednak gryzę się w język, nie narzekam, a po chwili znów mogę się ogromnie cieszyć, bowiem przyszło mi żyć w pięknych czasach, kiedy nasi zawodnicy co rusz dają z siebie wszystko i odnoszą wielkie sukcesy.

Wiem, że nie nawrócę nikogo na to, by oglądał z wypiekami wyścigi z Rwandy, Tajlandii czy innego końca świata – a do większości jedynie z mediów dojdzie informacja o tym, że Maciej Paterski odniósł pierwsze polskie zwycięstwo w 2022 roku. Życzę jednak Państwu, by pierwszą myślą po takowym zawsze było „wow, ale super”, a nie iście ogrodnicze skojarzenia z rzuceniem w eter „ogórkowych” komentarzy. Warto bowiem jak najwięcej się uśmiechać. *żegnam się z czytelnikiem wysoko podniesionymi kącikami ust*

fot. Amstel Gold Race
guest
12 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Amen
Amen

Praca z młodzieżą, sponsorzy, zaplecze, kadry … Niby proste a jednak trudne. U nas gwiazdy a jadą na wyścig do: Belgii, Włoch lub Francji i ledwo kończą….
Trochę pokory i pracy Panie i Panowie bo sukcesy same nie przyjdą. Pozdrawiam

Kolarz
Kolarz

Widać, że nie jest i nie był Pan kolarzem i nie zna tej zgnilizny od środka. To nie chodzi o braki młodych, chociaż takie są w porównaniu do Belgii, Holandii itp. Chodzi o gnijące od góry polskie kolarstwo. Od PZKol w długach, układach i ciągłym dole od czasu odejścia CCC. O trenerach i działaczach klubowych w większości z podstawową dewizą „do siebie” i trochę” od siebie”. Nie ma co tłumaczyć, trzeba w tym być. A na koniec odzwierciedlenie tego syfu…prezentacja kadry juniorów na Paris Rubaix (nie wiem jak się to pisze), każdy reprezentant w stroju innej firmy. Proszę poznać to od środka i się wypowiadać. Hubert i reszta talentów jeździ tak jak jeździ głównie dzięki sponsorom (czytaj rodzicom). I mimo, że jestem fanem Kwiatka to jego sukces tak naprawdę przyćmił cały ten bałagan, głównie organizacyjny stworzony przez nieodpowiednich ludzi w całym tym świecie kolarstwa polskiego.

Darius
Darius

Wrzesień 2015 – drugie podium Polaka w wielkim tourze

Łukasz
Łukasz

Nie wiem dlaczego pominął Pan sukcesy Przemysława Niemca… Proszę zgłębić temat i może nagłośnić jak funkcjonują młodzieżowe kluby kolarskie, ile ich jest i skąd mają się brać przyszli kolarze, w gminach kasa idzie głównie na piłkę. Coraz więcej klubów upada i jeśli ktoś nie jest filantropem albo masochistą nie będzie prowadził klubu. Pomijam konglomeraty typu Copernicus czy podobne, ale tych jest na palcach jednej ręki licząc.

Imię*
Imię*

Jaki poważny biznesmen wyda pieniądze na sponsorowanie kolarzy/ekip jeżeli nie ma żadnej medialnej opieki na żadnym poziomie, nie ma marketingu. Czy ktoś poza kolarzami elity wie gdzie będą wyścigi w tym roku w PL? Pies z kulawą nogą się tym nie interesuje. W mojej mikrofirmie co miesiąc szef wydaje ok 2000 zł na marketing w sieci. Wiem, to mało, ale nam przynosi efekty! Ile PZKOl lub poszczególne ekipy wydały na marketing?

Amen
Amen

Odpowiem dla Pana kolarza. Dużo jest w Naszym kraju ludzi którzy mimo wszystko robią to co robią czyli: szkołą młodzież, organizują wyścigi z serca…takiego czystego bez zgnilizny, mediów i niestety…..sponsorów. Bo jeżeli nie ma „Hallo” to i nie ma dużych i dobrych sponsorów. A moje zdanie jest takie,że dużo młodych i zdolnych kolarzy stawia pierwsze kroki właśnie w takich małych imprezach.
Później jeżeli ma to „coś” to następuje krok drugi i obserwowanie wyników itp.
Minęły lata a niestety jest to Chimera której końca nie widać.
Rację ma Pan Jakub Jarosz twórcą tego artykułu, rację ma Pan, rację mają inni…ale my wiemy, oni wiedzą i co z tego?
Pozdrawiam kolarzy i tych co z tym sportem nie mają nic wspólnego 😁Amen😆😆😆

M@o2.pl
M@o2.pl

Nie wiem, czemu autor deprecjonuje wyścigi sprzed ery World Touru (Pro Touru). Przecież to wciąż ten sam cykl zawodów rozgrywanych od 1948 roku z mniej więcej tymi samymi wyścigami z tym, że pod różnymi nazwami (Challenge Desgrange-Colombo do 58, Super Prestige Pernod do 87, UCI Road World Cup do 2004).

Domel
Domel

Od dłuższego czasu mam problem ze sposobem w jaki media przekazują informację sportowe. Mówiąc media, mam na myśli głównie telewizję i gazety internetowe z których wylewa się szambo rozczarowania słabymi wynikami polskich sportowców. Mam wrażenie, że zaczęło się wszystko od Małysza, który rozpieścił swoimi sukcesami rzeszę dorastających gówniarzy, którzy kilka lat później stali się specjalistami sportowymi i miejsce w pierwszej dziesiątce na świecie to dla nich wielka porażka, o czym nie omieszkają powiedzieć. To strasznie smutne, że nie potrafimy się cieszyć, a nasze złe nastroje, gdzieś podświadomie kreują nam ludzie, którymi gardzimy, co odbija się na nas i naszych ukochanych sportowcach.
Na szczęście Eurosport i Naszosie nie należą, do grupy osób wyżej opisywanych. Za co bardzo wam dziękuję!