Jeszcze w październiku informowaliśmy o śmierci Giovanniego Iannelliego, który podczas wyścigu półzawodowców zanotował bardzo nieprzyjemną kraksę, zakończoną w najgorszy możliwy sposób. Jego zgon dopiero teraz wywołał we Włoszech wielkie zamieszanie.

22-letni zawodnik podczas jednego z kończących sezon wyścigów w Prato, wywrócił się na finiszu, co zakończyło się jego śmiercią. Już kilka godzin po imprezie wiele mówiło się o tym, że nie doszłoby do tragedii, gdyby trasa była odpowiednio zabezpieczona. Mimo to, przez ostatnie miesiące nie podjęto żadnych działań, by do podobnych sytuacji w przyszłości nie dochodziło.

Zgodnie z informacjami płynącymi z Włoch, wiele osób funkcyjnych oburzyło się na fakt, iż mimo wyraźnych niedociągnięć, postanowiono nie karać organizatorów ani nie punktować tego, co podczas kolejnych wyścigów powinno być wpisane na listę podstawowych zabezpieczeń. Ba, włoski związek kolarski przeszedł obok sprawy zupełnie obojętnie, nie podejmując żadnych działań.

Taka sytuacja nie spodobała się także ojcu młodego zawodnika. Według Carlo Iannelliego, jego syn zasługuje nie tylko na pamięć, ale także na pośmiertną sprawiedliwość.

W ciągu ostatnich miesięcy napisałem całą masę listów, pism i maili, na które odpowiedziało zaledwie kilka osób. To mnie bardzo rozzłościło. Wypadek mojego syna powinien być sygnałem, że należy coś zrobić, by ściganie się było bezpieczniejsze. Jako, że prokuratura w końcu zajęła się problemem, nie będę mówił więcej, bo wierzę, że ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy

– powiedział Carlo Iannelli.

Jak wszyscy doskonale wiemy, w ostatnich latach na całym świecie dochodzi do coraz większej liczby śmiertelnych wypadków, w których brali udział kolarze – tyczy się to zarówno wyścigów, jak i treningów w otwartym ruchu. Mimo to żadne działania nie zostały podjęte.