fot. Jumbo-Visma

Czterokrotny mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas Tony Martin opowiedział w wywiadzie dla portalu Cyclingnews o swoim drugim życiu w drużynie Jumbo-Visma. Niemiec odnalazł w tym znakomitym zespole swoje miejsce polegające na byciu pomocnikiem i kapitanem. 

Tony Martin, człowiek, który jeszcze kilka lat temu dominował w jeździe na czas, pogodził się z faktem, że nie jest już w stanie osiągać takich rezultatów jak dawniej. Dlatego też po dwuletnim pobycie w drużynie Katusha-Alpecin przeszedł do Jumbo-Visma z nadzieją odnalezienia drugiego życia oraz swojego miejsca. Udało się. 34-letni Niemiec jest kluczowym zawodnikiem składu na Tour de France i służy doświadczeniem zebranym w trakcie kilkunastoletniej już kolarskiej kariery.

– Teraz wiem, jaka jest moja rola. Kiedy przyszedłem [do Jumbo-Visma] naprawdę nikt nie wiedział, co się będzie działo. Drużyna chciała mnie pozyskać ze względu na jazdę na czas, ale patrząc z zewnątrz nie byłem pewien, czy naprawdę w tym celu mnie potrzebują. Byłem pod wrażeniem tej ekipy, ale wciąż widziałem kilka rzeczy, które można by poprawić. Szybko wszedłem w rolę domestique i kapitana. Jestem wdzięczny za tę szansę

– powiedział Tony Martin.

W 2016 roku Martin zdobył jak na razie ostatni tytuł mistrza globu w samotnej walce z czasem. Sezony 2017 i 2018 potoczyły się poniżej jego oczekiwań. Pytany o przyczyny takiego stanu rzeczy, jaki miał miejsce w Katushy wskazał brak motywacji ze strony drużyny oraz brak mocnego przywództwa. Pomimo to nie uważa tych lat za straconych, ponieważ zawarł tam przyjaźnie i dobrze się bawił, a z drugiej strony nauczył się dostrzegać różnice pomiędzy drużyną, która odnosi sukcesy a taką, której zwycięstw brakuje.

Wydaje się, że Martin nie mógł wybrać sobie lepszego momentu na przejście do Jumbo-Visma. Skład ten rośnie w siłę i stawia sobie ambitne cele, jak na przykład zwycięstwo w Tour de France. Mówi się nawet, że podopieczni Richarda Plugge mogą stać się realną konkurencją dla Teamu Ineos. (więcej pisaliśmy o tym TUTAJ).

W nadchodzącym sezonie poza Tourem jego dużym celem będą mistrzostwa świata w Szwajcarii, gdzie postara się powalczyć o piątą tęczową koszulkę.

– Trasa igrzysk olimpijskich jest dla mnie za trudna, ale celuję w mistrzostwa świata w Szwajcarii. Po Tour de France będę miał czas, aby się przed nimi zregenerować i przygotować. Szczerze mówiąc nie znajduję się aż tak bardzo daleko od tych najlepszych, młodych chłopaków. Jednak na trasie, która mi odpowiada wciąż mogę być z najlepszymi. MŚ są zatem moim wielkim celem i nie jadę na nie po piąte miejsce. Jadę walczyć o medal

– zadeklarował Tony Martin.