Foto: ASO/ Pauline Ballet

Poznaliśmy już trasy dwóch najważniejszych wyścigów etapowych na świecie – Tour de France i Giro d’Italia. Co niezmiernie nas cieszy, organizatorzy obu imprez przygotowali coś, co z pewnością można nazwać trasą prawie idealną. Bądźmy bowiem szczerzy, idealna jest nieosiągalna nawet dla RCS i ASO.

Przez wiele ostatnich lat widzieliśmy, jak trasy Wielkich Tourów ewoluowały. Zasadniczo istniał już pewien podział, który znał każdy fan kolarstwa – Giro było piekielnie trudne, Tour łatwy i nudny, a Vuelta szalona. Na szczęście od pewnego czasu oglądaliśmy eksperymenty, które przyniosły skutek. Trasy Giro i Touru na rok 2020 są bowiem naprawdę znakomite!

Zacznijmy od wyścigu, którego prezentacja zakończyła się dosłownie kilka chwil temu. Mowa oczywiście o Giro d’Italia, czyli wielkiej miłości wielu fanów kolarstwa na całym świecie. RCS Sport, czyli organizator włoskiej imprezy, ponownie kapitalnie odrobiło lekcję. Po nie do końca udanym teście z 2019 roku, w przyszłym sezonie kolarze znów zmierzą się z trudną trasą, która niewątpliwie otwiera wiele opcji taktycznych dla najmocniejszych zawodników w peletonie.

Przede wszystkim, w porównaniu z tegoroczną edycją imprezy, znacznie trudniejszy będzie pierwszy tydzień rywalizacji. Włosi wyciągnęli wnioski z ciągnącej się jak flaki z olejem rywalizacji sprinterów, która potrafiła uśpić najwierniejszego fana, dodając trzy trudne etapy w pierwszej fazie rywalizacji. Oczywiście na Etnie czy Montescuro nie ma co spodziewać się wielkich fajerwerków, ale pierwsze “testowanie się” liderów zobaczymy na pewno.

Jeśli chodzi o drugi tydzień rywalizacji, jest on dokładnie taki, jak mówią “podręczniki organizatora”. Po pierwsze, coś dla siebie ponownie będą mieć sprinterzy. Po drugie, swoje trzy grosze do rywalizacji wtrącą harcownicy, dla których także znajdzie się idealne miejsce na atak. Po trzecie, środkowy odcinek drogi ku chwale zamknie bardzo trudny etap w górach, który odciśnie duże piętno na klasyfikacji generalnej.

W przypadku trzeciego tygodnia rywalizacji, ponownie nie zabraknie miejsca dla każdego. Swoje szanse będą mieli kolarze o każdej charakterystyce. Najważniejsze jednak będą etapy nr 17, 18 i 20, decydujące o układzie klasyfikacji generalnej. W szczególności zatrzymałbym się jednak przy ostatnim z nich. Organizatorzy nie popełnili bowiem błędu z tego sezonu. Kolarze będą mieli bowiem możliwość w końcówce pojechać absolutnie wszystko, nie patrząc na trasę. W tym roku zabrakło dużej trudności poprzedzającej Monte Avena. W maju 2020 takiego problemu już nie będzie.

Giro mamy już za sobą, czas więc przejść do Tour de France. W przypadku Le Tour, zdecydowanie najważniejszym aspektem jest fakt, że znakomicie wykorzystane zostały przejazdy przez Masyw Centralny. Nie będzie już jedynie kręcenia się wokół Mende. Kolarze dostaną bowiem możliwość sprawdzenia się na kilku wzniesieniach, które niejednego lidera mogą przerosnąć.

Dodatkowo warto zauważyć coś, co ASO wykorzystywało już podczas hiszpańskiej Vuelty. Mowa oczywiście o naprawdę trudnym pierwszym tygodniu rywalizacji, który nie będzie już lekkim testowaniem i, na przykład, czekaniem na bruki czy wjazd w Pireneje. Już drugiego dnia kolarze zmierzą się bowiem z alpejskimi wspinaczkami, a czwarty etap stanie pod znakiem finiszu na stosunkowo długim podjeździe. To coś, czego w TdF nie było od bardzo, ale to bardzo dawna.

Co ciekawe, etapy do Orcieres czy Mont Aigoual mają też bezpośredni wpływ na to, jak wyglądać będą Pireneje. W południowym pasmie górskim zabraknie bowiem etapu z metą na podjeździe. Nie oznacza to jednak, że będzie łatwo. Połączenie Port de Bales i Col de Peyresourde wydaje się być świetnym pomysłem. Dodatkowo na dziewiątym etapie, który wydaje się być nieco “przelotowym”, sytuacja także nie musi być oczywista. Wszystko za sprawą wariantu podjazdu pod Col de Marie-Blanque. Wzniesienie umieszczone na około 20 kilometrów przed metą będzie bowiem potwornie trudne. Na ostatnich 4 kilometrach podjazdu średnie nachylenie wyniesie 11,5%, z czego przedostatni kilometr to stromizna rzędu 13,6%. Tym samym przypominać to będzie nieco wspinaczkę pod Mur de Peguere. Na czele zostaną więc naprawdę najmocniejsi.

Jeśli chodzi o stromizny same w sobie, należy zwrócić uwagę na dwa podobne etapy. Po pierwsze w oczy wszystkim rzucić się powinien odcinek nr 13, kończący się na Pas de Peyrol. Sama finałowa wspinaczka będzie liczyć 5 kilometrów, z czego ostatnie 3 to ciągła stromizna rzędu 11%. Wcześniej jednak zawodnicy zmierzą się dodatkowo z Col de Neronne, czyli bardzo wymagającą rozgrzewką. Potężne nachylenie uderzy zawodników także w środku decydującej o losach wyścigu batalii. Mowa o etapie nr 18 i wspinaczce pod Plateau des Glieres. Tutaj sytuacja będzie bliźniacza do Col de Marie-Blanque, z tymże etap sam w sobie będzie jeszcze trudniejszy.

Na koniec to, co najważniejsze, czyli decydujące etapy w górach, które zostały przygotowane praktycznie perfekcyjnie. Mowa tu o odcinkach numer 15 i 17. Ten wcześniejszy, zamykający drugi tydzień rywalizacji, to przede wszystkim fantastyczny podjazd do mety na Grand Colombier. Ponownie jednak przedtem kolarze zmierzą się z równie trudną górą poprzedzającą finałową wspinaczkę. Tym razem będzie to Selle de Fromentel, gdzie przedostatni kilometr wznosi się przy nachyleniu… 14,5%.

W przypadku etapu 17 z czystym sercem będzie można powiedzieć o odcinku absolutnie królewskim. W drugiej części etapu trasa przebiegać będzie bowiem przez “najtrudniejszy podjazd świata”, czyli Col de la Madeleine oraz Col de la Loze, gdzie usytuowana zostanie meta. Co więcej, wiele wskazuje na to, że z Grenoble kolarze skierują się na Col du Glandon. Trzy potwornie trudne podjazdy na 168 kilometrach? Podoba nam się to!

Jedynym “problemem” Le Touru jest brak płaskiej, indywidualnej czasówki. Oczywiście etap nr 20, kończący się na La Planche des Belles Filles będzie niezwykle interesujący, lecz o zwycięstwo z pewnością powalczą górale.

Czy będą to najlepsze wyścigi dekady? Cóż, trudno będzie przebić choćby tegoroczny Le Tour. Organizatorzy umożliwili jednak zawodnikom stworzenie fantastycznego widowiska. Oby tak też było.