fot. Aaron Lee / Tour of Guangxi

Choć wszyscy myśleli o płaskim finiszu, Enric Mas w pagórkowatej części piątego etapu Tour of Guangxi musiał się mocno napracować. Mimo to z jego ust nie schodził szczery uśmiech.

Kiedy wczoraj kolarz Deceuninck – Quick Step przejął koszulkę lidera Tour of Guangxi, wygrywając królewski etap, wszyscy byli praktycznie pewni, że zabawa jest skończona. Dziś jednak rywale Hiszpana mocno nacisnęli na pedały i wymusili na 24-letnim zawodniku podkręcenie tempa. Mas czuł się jednak na tyle dobrze, że był w stanie wszystko idealnie skontrolować.

Nie był to łatwy dzień na rowerze. Nie wiem dokładnie ile czasu się ścigaliśmy, ale 215 kilometrów robi swoje. Rywale robili w końcówce wszystko, by mnie odczepić, ale udało mi się skutecznie obronić. Jutro jednak też jest dzień. Dodatkowo będzie to mój ostatni start w zespole Deceuninck – Quick Step, więc jestem bardzo zmotywowany by dowieźć koszulkę do mety

– powiedział Mas.

Co chyba najważniejsze, nawet w przypadku wielu ataków, wydaje się, że Mas jest najsilniejszym zawodnikiem w stawce. Hiszpan pokazał to też dzisiaj, kiedy dochodząc atakującego Daniela Martineza postanowił sam zaatakować.

Martinez wyskoczył do przodu razem z zawodnikami walczącymi o koszulkę najlepszego górala, więc nie było powodu do niepokoju. Poczekałem więc chwilę, koledzy pomogli mi doścignąć czołówkę, a potem ruszyłem sam około 500 metrów przed szczytem, by już w spokoju ukończyć wspinaczkę

– dodał kolarz Deceuninck – Quick Step.

Co chyba najważniejsze, mało kto spodziewa się jutro podobnych akcji. Ze szczytu ostatniego wzniesienia do mety jest jeszcze prawie 40 kilometrów, co z pewnością ostudzi zapał najaktywniejszych kolarzy.