fot. ASO / Thomas Colpaert

W rozmowie z hiszpańskim dziennikiem “AS” zwycięzca tegorocznej edycji wyścigu Tour de France Egan Bernal (Team INEOS) przyznał, że chciałby podejść do obrony tytułu, ale jednocześnie zadeklarował, że nie będzie robił tragedii, jeśli nie znajdzie się w składzie lub w przypadku, gdy liderem będzie ktoś inny. 

W rozmowie z hiszpańskimi dziennikarzami po prezentacji trasy Tour de France w Paryżu, Egan Bernal przyznał, że w sprawie przyszłorocznej edycji wyścigu będzie respektował polecenia drużyny INEOS.

– Oczywiście, że chciałbym tam wrócić, ponieważ chciałbym obronić tytuł. Zobaczymy jednak, co zdecyduje drużyna. Zdaje sobie również sprawę, że są inne prestiżowe wyścigi. Będziemy to w naszym gronie ustalać

– powiedział Bernal, dodając, że jak dotychczas, pomimo obecności w zespole kilku kolarzy z potencjałem do zwycięstwa w Wielkiej Pętli, współpraca układała się dobrze.

– Jechaliśmy już w Tourze z Chrisem Froomem, Geraintem Thomasem i mną i radziliśmy sobie z tym. Ostatecznie to i tak szosa decyduje. W tej drużynie nie denerwujemy się takimi sytuacjami. I według mnie nie jest warte zabijać się myśląc, kto powinien być liderem, a kto nie.

Wszystko wskazuje na to, że – używając piłkarskiego języka – drużyna INEOS będzie miała na przyszłoroczną Wielką Pętlę bardzo silny skład. Chris Froome wydaje się być na dobrej drodze do powrotu do wysokiej formy po bardzo poważnej kraksie w czerwcu, zakupiony został zwycięzca Giro d’Italia 2019 Richard Carapaz, a ponadto jest jeszcze triumfator Touru z 2018 roku Geraint Thomas i właśnie Egan Bernal.

Górska trasa z bardzo małą liczbą kilometrów jazdy na czas idealnie pasuje charakterystyce Bernala, ale 22-letni Kolumbijczyk raz jeszcze podkreślił, że ma respekt również przed innymi wyścigami, jak Giro czy Vuelta.