Fot. UCI

Niestety, od kilku dni pewne jest to, że na przyszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Tokio reprezentować będzie nas zaledwie trzech kolarzy. Przyczyna leży niestety nie w jakichś zmianach regulaminowych w UCI, a w tym, że nasz kraj wygląda w rankingu UCI najsłabiej od lat.

Cztery lata temu nasza sytuacja wyglądała znacznie lepiej. Byliśmy kilkanaście miesięcy po zdobyciu mistrzostwa świata przez Michała Kwiatkowskiego i kilka tygodni po trzecim miejscu Rafała Majki na hiszpańskiej Vuelcie. Ten ostatni wynik, wraz z kilkoma innymi sukcesami naszych reprezentantów dał nam 11. miejsce w rankingu narodów UCI, dzięki czemu mogliśmy po raz pierwszy od 12 lat wystawić na igrzyska czteroosobowy skład.

Jak wiadomo, nieco większa niż zwykle kadra ułatwiła zadanie Rafałowi Majce, który przywiózł z Rio brązowy medal. Teraz będzie trudno o powtórzenie tego sukcesu. Z czego to wynika? Najłatwiej zrzucić wszystko na Majkę i Kwiatkowskiego, bo faktycznie zdobyli najmniej punktów od lat. Zawiódł przede wszystkim Flowerman, który bardzo dobrze rozpoczął sezon. Dzięki świetnym występom w Paryż-Nicea i Mediolan-San Remo od razu mocno wyśrubował swój dorobek, który po drugim w wyścigów wynosił 740 punktów.

Tyle że później dołożył do tego tylko niezłe występy na pierwszych etapach Wyścigu Dookoła Kraju Basków i się zatrzymał, przez co jego wynik w rankingu UCI jest najgorszy od początku kariery w World Tourze. Tyle że w ostatnich latach “Kwiato” był poddawany takim obciążeniom, że w końcu musiało się to na nim zemścić. Szkoda tylko, że wydarzyło się to w tak ważnym momencie.

Sytuacji nie uratował niestety Rafał Majka. Za nim naprawdę dobry rok. Po dwóch latach, w których nieudanie szturmował Tour de France, postanowił skupić się na walce w Giro i Vuelcie, gdzie zawsze osiągał zdecydowanie lepsze wyniki – przynajmniej jeśli chodzi o klasyfikację generalną. I to okazało się strzałem w “10”. “Zgred” w obu Wielkich Tourach zajmował miejsca w top 10 i stał się drugim po Zenonie Jaskule Polakiem, któremu udało się to osiągnąć.

Tyle że niestety nie przełożyło się to na jego dorobek punktowy. Jest on wprawdzie lepszy niż w zeszłym, niezbyt udanym roku, tyle że jeśli spojrzymy na lata 2015-2017, to zobaczymy, że za każdym razem zawodnik z Zegartowic do naszego dorobku dokładał więcej oczek, niż teraz. Z czego to wynika? Prawdopodobnie z tego, że w poprzednich sezonach potrafił osiągać bardzo dobre miejsca w wyścigach tygodniowych i klasykach, a w tym jego jedynymi godnymi odnotowania wynikami są 7. miejsce w Volta a Catalunya oraz 9. w Tour de Pologne. Oczywiście ciężko mieć o to do niego pretensje – w końcu celem nadrzędnym były wielkie Toury, jednak nieco odbiło się to na jego pozycji w rankingu.

Poza nimi mamy wielu świetnych kolarzy, tyle że pełnią oni rolę pomocników, ewentualnie zabierają się w ucieczki i często robią to bardzo dobrze, natomiast bardzo rzadko pełnią rolę liderów, przez co liczba zdobywanych przez nich punktów jest niewielka. I to właśnie z tego powodu słabszy rok Kwiatkowskiego powoduje, że nagle tracimy 30% punktów w rankingu.

I raczej w najbliższych latach sytuacja nie ulegnie poprawie – wręcz przeciwnie. Nasi kolarze z drugiego planu są coraz starsi. Jeśli nie liczyć Szymona Sajnoka, to najmłodszy Polak w World Tourze ma 27 lat. Marczyński i Bodnar, a więc jedyni zawodnicy, którzy obok wielkiej dwójki osiągali w ostatnim czasie duże sukcesy są od niego kolejno o osiem i o siedem lat starsi. Natomiast sami Kwiatkowski i Majka, choć pewnie wielu z nas wciąż widzi ich jako młodych i bardzo zdolnych zawodników z olbrzymim potencjałem, są już w okolicach trzydziestki – “Kwiato” skończy ją w przyszłym roku, natomiast “Zgred” zrobił to już w czasie Vuelty.

I choć kolarze potrafią utrzymać wysoki poziom coraz dłużej (patrz Alejandro Valverde) to nie powinno nas zdziwić, jeśli nasi zawodnicy będą się powoli wykruszać. Kto ich zastąpi? Pewniakiem jest oczywiście wspomniany wcześniej Sajnok. 22-latek z CCC ma za sobą świetny debiut w World Tourze i ma wszystko, by stać się pierwszym prawdziwym polskim sprinterem od czasów Zbigniewa Sprucha, a wydaje się, że może przebić jego osiągnięcia.

Tylko kto poza nim? Jest oczywiście bardzo zdolny Michał Paluta – mistrz Polski, który w przyszłym sezonie zadebiutuje w World Tourze, jednak czy jest to talent na miarę Kwiatkowskiego albo Majki? Raczej nie, oni w jego wieku walczyli o czołowe dziesiątki Wielkich Tourów. Ten rok daje także wskazówkę (choć raczej nie odpowiedź), że kimś takim nie będzie nikt z dwójki Filip Maciejuk – Alan Banaszek, bo obaj w tym roku spisali się poniżej oczekiwań.

Oczywiście obaj są jeszcze młodzi – mają 21 i 20 lat i choć nieco młodszy od Banaszka Philipsen już potrafi zawalczyć o zwycięstwo etapowe na Tour de France, to rzeczywiście jest jeszcze zbyt wcześnie na to by ich skreślać. Do nich dochodzą jeszcze Stanisław Aniołkowski i Szymon Tracz z CCC Development Team i… to w zasadzie tyle.

Mamy więc pięciu niezłych kolarzy poniżej 23 lat – mało, a przecież poza Sajnokiem żaden z nich nie jeździ w zespole World Touru i nie jest wcale powiedziane, że każdy z nich do tej elity kiedyś wskoczy. Wygląda też na to, że wśród kolarzy młodszych – tych wychowanych na sukcesach Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majki prawdopodobnie również brakuje ich następców, co dobitnie pokazały ostatnie mistrzostwa świata.

Co to oznacza dla nas? Zamiast narzekać na Majkę, Kwiatkowskiego i spółki, cieszmy się z ich sukcesów. Za moment siedemnaste miejsce w Pucharze Narodów może z przykrej niespodzianki zamienić się w marzenie nie do zrealizowania.