fot. UCI

Poznaliśmy już większość rozstrzygnięć. Wiemy, kto przez najbliższe 12 miesięcy będzie nosił tęczową koszulkę w kategoriach juniorskich i młodzieżowych, a także wśród kobiet. Jednak wciąż nie znamy odpowiedzi na najważniejsze pytanie – kto dostąpi tego zaszczytu w elicie mężczyzn. 

Dzisiejszy wyścig miał być przeraźliwie długi. Jego dystans miał wynosić 285 kilometrów – najwięcej od 42 lat i mistrzostw świata w Ostuni. W tym roku dłuższa była jedynie trasa pierwszego monumentu – Mediolan-San Remo, choć gdyby doliczyć start honorowy, to wyścig w Yorkshire przebiłby nawet La Primaverę. Tyle że plany jak zwykle pokrzyżowała pogoda, która sprawiła, że trasa będzie skrócona o 24 kilometry. To jednak i tak daje bardzo długi dystans.

W dodatku kolarze od startu będą mieli bardzo trudno. W Leeds przywita ich nie tylko deszcz, ale też krótka, acz nieprzyjemna hopka. Pierwsza z wielu, ponieważ na trasie znajdzie się kilkadziesiąt mniejszych lub większych wzniesień. Swoją trudnością nie dorównują Alpe d’Huez czy Mont Ventoux – znacznie bliżej im do naszego rodzimego podjazdu pod Gubałówkę, to mogą mieć duży wpływ na to, jak nogi kolarzy zachowają się na pagórkowatych rundach w Harrogate, na których wszystko powinno się rozstrzygnąć.

Kto powinien sobie najlepiej poradzić w takich warunkach? Na pewno nie typowi sprinterzy. O ile jeszcze w kwietniu Mark Cavendish mógł łudzić się, że będzie w stanie wywalczyć tęczową koszulkę w wyścigu rozgrywanym w ojczyźnie, to od jakiegoś czasu jasne jest, że zawodnicy tacy jak on nie powinni sobie robić większych nadziei.

Faworytem bukmacherów jest Mathieu van der Poel, na którego wskazuje także większość ekspertów. Na początku sezonu Holender notował świetne wyniki w wiosennych klasykach, a odkąd w połowie sierpnia wrócił na szosę po startach w MTB, również spisuje się bardzo dobrze – zaliczył cztery zwycięstwa w dwóch wyścigach etapowych, w których startował, natomiast w Primus Classic – wyścigu przeznaczonym dla sprinterów, zabrakło mu trochę dynamiki i zajął dopiero 19. pozycję. 

Jednak tym razem ten problem nie powinien wystąpić, bo większość zawodników, którym odpowiada dzisiejsza trasa, dysponuje słabszym przyspieszeniem niż on. Wyjątkiem jest Peter Sagan zdecydowanie najlepszy „klasyczny sprinter” na świecie, trzykrotny mistrz świata, który dwa razy wygrywał monumenty. Tyle że jego osiągnięcia z poprzednich lat pojawiają się tutaj nieprzypadkowo – w tym sezonie nie może się pochwalić praktycznie niczym, poza zwycięstwem etapowym i zieloną koszulką wywalczonymi podczas Tour de France. Dlatego na pewno będzie zdeterminowany by zmienić ten stan rzeczy, choć można się zastanawiać, czy starczy mu na to mocy.

Trzecim z głównych faworytów do zwycięstwa jest Julian Alaphilippe, jednak także przy nim można postawić znak zapytania. Wprawdzie ten sezon jest najlepszym w karierze d’Artagnana, jednak jego ostatnie starty nie powalały. Widać było, że świetny, ale i wyczerpujący start w Tour de France dał mu się we znaki. Dlatego w Deutschland Tour ani razu nie dojechał do mety w czołówce.

W Kanadzie było już lepiej – w Quebeku i Montrealu zajmował odpowiednio 7. i 13. miejsce, ale i tak ciężko nazwać jego występ rewelacyjnym, albo przynajmniej bardzo dobrym. Tyle że od tamtych klasyków minęło już trochę czasu, więc możliwe, że Francuzowi udało się wrócić do formy, która mogłaby mu pozwolić na zdobycie tęczowej koszulki.

Inni faworyci to Michael Matthews – zwycięzca wspomnianego klasyku w Quebeku, broniący tytułu Alejandro Valverde mający za sobą świetną Vueltę, co jednak patrząc na środowy występ Roglicia wcale nie musi być atutem, czy Alexey Lutsenko – świetny we włoskich klasykach poprzedzających mistrzostwa. 

Mocni powinni być Belgowie dysponujący prawdziwym dream teamem. Mają trzech będących w świetnej formie liderów – drugiego w czasówce Evenepoela, zwycięzcę klasyku w Montrealu – Van Avermaeta, a także Philippe’a Gilberta, który ma za sobą dwa triumfy etapowe na Vuelcie. Nie brakuje też oddanych pomocników – są Tim Declerq i Yves Lampaert, którzy już wielokrotnie pokazywali swoje oddanie wobec liderów.

Przy nich nasza ekipa wypada bardzo blado, choć tak naprawdę nie jest źle. Nasza kadra złożona jest z samych kolarzy World Touru, co nie zdarza się przecież zbyt często. Są Maciej Bodnar, Paweł Poljański i Michał Gołaś – znani ze świetnego wspomagania liderów, są Łukasz Owsian, który w tym sezonie nabrał sporo doświadczenia na poziomie World Touru, a także Łukasz Wiśniowski, za którym pierwszy rok w CCC.

Brakuje tylko lidera. Jest wprawdzie Rafał Majka – kolarz świetny, a w dodatku będący w świetnej formie, tyle że dzisiejsza trasa jest dla niego zbyt łatwa. Nie jest kolarzem równie szybkim co van der Poel, Sagan, czy Alaphilippe, więc nawet o miejsce w pierwszej „10” może być ciężko. A może nawiąże do swojego występu w Tour de Pologne przed pięcioma laty, gdzie pokazywał dużą szybkość? Albo do występu z Rio? Będzie ciężko, ale to są mistrzostwa świata, tu nigdy nie jest łatwo.

Plan transmisji

9.35 – TVP Sport

9.30 – Eurosport 1

Lista startowa wyścigu elity mężczyzn znajduje się > TUTAJ