fot. ASO / Sarah Meysseunier

Pierwszy tydzień Vuelta a Espana już za nami. Dziś zawodnicy spróbowali swoich sił na piekielnie trudnym etapie w Andorze, który dodatkowo utrudniła pogoda. Czas na oceny.

Plusy:
Młoda krew
Ależ dziś zrobił na wszystkich wrażenie Tadej Pogacar. Zaledwie 21-letni zawodnik (urodziny będzie obchodził za 20 dni) pojechał dziś naprawdę kapitalnie i wykorzystał swoją szansę, kiedy rywale mieli swoje problemy i pojechał po etapowy triumf i duży awans w klasyfikacji generalnej. Nie da się ukryć, że ściągnięcie Słoweńca przez ekipę UAE Team Emirates było absolutnym strzałem w “10”.

Sens ścigania
Po raz kolejny przekonaliśmy się dziś, że krótkie i bardzo trudne etapy są więcej niż świetnym pomysłem. Na całym dystansie oglądaliśmy bardzo interesują rywalizację, która w samej końcówce była już wybitna. Kolarstwo powinno iść właśnie tą drogą.

Powrót mimo kraksy
Zgodnie z informacjami podawanymi przez ekipę Jumbo – Visma, Primoz Roglic stracił tak wiele przed ostatnim podjazdem z powodu kraksy spowodowanej przez motocykl. Tym samym jego pogoń jest tym bardziej imponująca i pokazuje, że to może być jego wyścig. Bez wątpienia także dla niego samego dniem prawdy będzie wtorek.

Minusy:
Koszulka w oparach absurdu
Zgoda, może i Nairo Quintana przejął prowadzenie w hiszpańskiej Vuelcie, lecz taktyka zespołu Eusebio Unzue była dzisiaj… co najmniej dziwna. W końcu ostatecznie wiele nie brakowało, by liderem został leżący wcześniej Roglic, który we wtorek powinien Quintanie i Valverde porządnie dołożyć podczas jazdy na czas. Dodatkowo warto wspomnieć, że już nie tyle wycofanie Marca Solera było głupotą (choć było), co ataki Alejandro Valverde, który wytworzył Roglicowi kapitalny most pomiędzy Lopezem i Quintaną. Cóż, z Movistarem jest
jak z Ferrari w F1. Niby moc jest, ale decyzje często niwelują potencjał.

Staty w deszczu
Przyszła gorsza pogoda – zniknął Rafał Majka. Choć nie mamy informacji, czy Polak przypadkiem nie leżał razem z Primozem Roglicem, to niestety nie był jego dzień. Lider BORA – hansgrohe, choć początkowo wyglądał bardzo dobrze, ostatecznie poniósł spore straty, które ciężko będzie odrobić.

Znowu motocykle…
Aż dobrze, że tego nie widzieliśmy. Zgodnie z informacjami podawanymi przez ekipę Jumbo – Visma, kraksa Primoza Roglica na odcinku szutrowym wynikała z błędu motocyklisty. Niestety po raz kolejny obsługa wyścigu “mocno utrudniła” rywalizację co najmniej jednemu z faworytów, za co należy się ogromna bura… co najmniej.