fot. ASO / Pauline Ballet

Dla tych Francuzów, którzy nie wierzą, że Julian Alaphilippe przetrwa Alpy, ostatnią nadzieją jest Thibaut Pinot. Kolarz drużyny Groupama-FDJ traci minutę i 57 sekund do swojego rodaka, który rozpocznie alpejski tryptyk w żółtej koszulce. 

Znakomite zwycięstwo Thibaut Pinota na Col du Turmalet i równie dobry występ kolejnego pirenejskiego dnia zdecydowanie ugruntował jego morale. Francuzi błagają, by w Alpach lider składu Marca Madiota utrzymał tę dyspozycję.

Obecnie plasuje się na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej i jeśli Julian Alaphilippe skapituluje, ma realną szansę nawet na zwycięstwo.

– Nie ma wątpliwości, że to drużyna INEOS musi teraz atakować. Biorąc pod uwagę klasyfikację, to oni znajdują się na najlepszej pozycji i muszą odrobić czas do Alaphilippe’a

– uważa Pinot i dodaje, że bardziej przyjazne agresywnemu i otwartemu ściganiu będą etapy numer dziewiętnaście i dwadzieścia, a nie długa, licząca 208 km przeprawa z Embrun, w końcówce ze wspinaczką na Galibier, a potem z ostrym zjazdem do Valloire.

– Nie zamierzamy czekać do Val Thorens. Jutro [w czwartek] jest długi i trudny etap. W końcówce będzie bolało. Na pewno odbędzie się bitwa. Jeśli ludzie będą mieli dobre nogi, to będą atakować. Myślę jednak, że więcej akcji ofensywnych będzie na ostatnich dwóch etapach, gdy każdy postawi wszystko na jedną kartę. Jest chociażby [Mikel] Landa, który znajduje się dość daleko od podium i stać go na duży atak. Czwartkowe ściganie sprowadzi się do ostatniego podjazdu, ale na kolejnych etapach będziemy obserwowali ataki wcześniej

– zapowiada Thibaut Pinot.

W przeszłości bywało, że pochodzący z Melisey 29-latek miał problemy z wytrzymaniem do końca wielkiego touru. Notował albo spadek formy, albo chorował – jak chociażby w ubiegłorocznym Giro d’Italia, gdy na dwudziestym etapie dało mu się w znaki zapalenie płuc i musiał pożegnać się nie tylko z wyścigiem, ale również z trzecim miejscem w klasyfikacji generalnej.

– Nigdy nie wiadomo, jak będziesz się czuł podczas ostatnich dni wyścigu. Nie wiesz, czy zdołasz się odpowiednio zregenerować, a w dodatku zmęczenie jest potęgowane przez panujące upały. Wciąż jednak mam w pamięci to, co zdarzyło się w ostatni weekend

– zakończył Thibaut Pinot.

Niezwykle interesująco i emocjonująco zarazem malują się ostatnie etapy sto szóstej edycji wyścigu Tour de France. Chyba nie ma kolarskiego kibica, który nie jest ciekawy, czy Thibaut Pinot spełni wreszcie marzenie Francuzów o pochodzącym z ich kraju zwycięzcy narodowego wielkiego touru, będącego jednocześnie największym i najbardziej prestiżowym wyścigiem kolarskim na świecie.

Pięknie w dzisiejszym dzienniku “The Guardian” pisze o Pinot dziennikarz tej gazety – Jeremy Whittle:

W Tour de France może wydarzyć się coś wyjątkowego. Dumny pomysł na sport uginający się pod ciężarem wielkich pieniędzy, naukowej wiedzy i beznamiętnej skuteczności może zostać zdemontowany przez jednego neurotycznego i skromnego dzieciaka z serca Francji, który od śledzenia zapisów pracy serca woli wyprawy na ryby, a zamiast testów w tunelu aerodynamicznym idzie na spacer z psem. 

Jeśli Thibaut się powiedzie, zostanie pierwszym francuskim zwycięzcą od czasów Bernarda Hinault, który dokonał tego w 1985 roku.