fot. ASO / Pauline Ballet

Alpejski klasyk przeszedł już do historii. Cóż, choć w generalce coś się zmieniło, to w zasadzie nic się nie zmieniło. Czas na oceny.

Plusy:
Lepszy rydz, niż nic
Dla Nario Quintany dzisiejszy etap w pewien sposób uratował tegoroczny Tour de France. Do tej pory Kolumbijczyk nie był sobą, lecz kiedy przyszły Alpy, w końcu udało mu się osiągnąć sukces. Bez dwóch zdań to był jego dzień, który jednocześnie pozwolił mu wrócić do czołówki klasyfikacji generalnej. Jest jednak mało prawdopodobne, by zawodnik ekipy Movistar był jeszcze w stanie powalczyć o podium w klasyfikacji generalnej.

Być jak Voeckler
Jak wszyscy doskonale pamiętamy, w 2011 roku na Col du Galibier kończył się jeden z etapów Tour de France. Na legendarnej przełęczy bliski utraty żółtej koszulki lidera był Thomas Voeckler, który ostatecznie zdołał utrzymać niewielką przewagę nad najgroźniejszymi rywalami. Julian Alaphilippe, choć miał dzisiaj problemy, w przepiękny sposób wziął się za odrabianie strat na zjazdach, dzięki czemu jego sen wciąż trwa.

Minusy:
Zmieszane, nie wstrząśnięte
Nie da się ukryć, że po dzisiejszym etapie spodziewaliśmy się jednak więcej. Mimo to mogliśmy w końcówce oglądać kilka bardzo ważnych akcji, które pokazują nam jak mogą wyglądać dwa ostatnie dni rywalizacji w górach. Tak czy inaczej, liczyliśmy na wstrząs w klasyfikacji generalnej, a otrzymaliśmy tylko niewielkie zamieszanie.

Słabość czy opieszałość?
W całym zamieszaniu warto wspomnieć, że na akcje zaczepną zdecydowali się dziś jedynie kolarze ekipy Ineos. Tym samym Thibaut Pinot, Steven Kruijswijk czy Emmanuel Buchmann na dobre nie wychylili nosa spoza grupy, co może świadczyć o ich problemach na wysokości lub… chęci walki na kolejnych etapach. Tak czy inaczej, za dzisiejszy etap mały minus, gdyż odskoczył im Egan Bernal.

Ferrari F1 Team – wersja kolarska
W ostatnich latach stajnia Ferrari słynęła z zupełnie nietrafionych strategii na wyścigi F1, co stało się wręcz symbolem zespołu z Maranello. Podczas tegorocznego Tour de France “znakomite wzorce” powiela ekipa Movistar, która przez cały wyścig goni własny ogon. Dziś praca Marca Solera na Col d’Izoard być może pozbawiła Nairo Quintany dodatkowej minuty lub dwóch zysku w klasyfikacji generalnej, co przesunęłoby go zdecydowanie wyżej.