fot. ASO / Pauline Ballet

„Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń, gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz, wszystko może zdarzyć się” – śpiewała kiedyś Anita Lipnicka, poruszając serca wielu Polaków. Nie da się ukryć, że zacytowany refren ma też swoją siłę dziś, 23 lata po wydaniu debiutanckiego albumu piosenkarki. Jest bowiem ona nieodłączną częścią playlisty sześciu najlepszych kolarzy tegorocznego Tour de France podczas dnia przerwy.

Sytuacja w generalce tegorocznego wyścigu jest więcej niż interesująca. Na czele wciąż pozostaje dzielny Julian Alaphilippe, którego przewaga nad Geraintem Thomasem stopniała jednak do nieco ponad półtorej minuty. Zaraz za plecami Walijczyka na swoją szansę czekają za to Steven Kruijswijk, najsilniejszy dotąd w stawce Thibaut Pinot, Egan Bernal oraz jadący wyścig życia Emmanuel Buchmann. Co więcej, z nieco bardziej odległej pozycji undedoga wciąż zaatakować będzie chciał Mikel Landa. To wszystko zapowiada więc kapitalną rywalizację w Alpach.

Zacznijmy jednak od początku. We wtorek kolarze zmierzą się bowiem z łatwym etapem wokół Nimes. Tam przedostatni raz do głosu powinni dojść sprinterzy, którzy bardzo dzielnie wytrzymali w Pirenejach, choć nie można wykluczyć także skutecznej akcji ucieczkowej.

Właśnie, jeśli już o ucieczce mowa, środowy odcinek do Gap jest dla niej wręcz wymarzony. Choć cały odcinek wydaje się być niezwykle płaski, w końcówce organizatorzy przygotowali niespodziankę w postaci podjazdu pod Col de Sentinelle, który pozwoli co lepszym harcownikom odskoczyć na kilka kilometrów przed metą. Mimo wszystko nieco żałujemy, że dyrekcja wyścigu nie zdecydowała się umieścić w końcówce Col de Manse, gdyż to właśnie tam mogłoby dojść także do ciekawych akcji w grupie faworytów. Na Sentinelle będzie o to bardzo ciężko.

Od czwartku zacznie się jednak prawdziwa wojna. Przy etapie do Valloire warto jednak zatrzymać się na nieco dłużej. Jest on bowiem odcinkiem, który może wlać bardzo wiele nadziei w serce Juliana Alaphilippe’a. W jaki sposób? Sprawa jest bardzo prosta. Po pierwsze, choć akcje z pewnością się pojawią, szczyt Col du Galibier umiejscowiony jest prawie 20 kilometrów przed metą, co przy dwóch kolejnych ciężkich etapach może być swoistą blokadą dla liderów. Po drugie, nawet w przypadku straty na przełęczy, lider wyścigu będzie mógł w końcówce zrobić to, co umie najlepiej – zjeżdżać w tempie TGV. Co więcej, może to być nawet okazja do zyskania kilku cennych sekund nad najgroźniejszymi rywalami, tym bardziej, że odcinek do Valloire wcale nie należy do najłatwiejszych technicznie.

Co ciekawe, na papierze etap nr 19 będzie od swojego poprzednika łatwiejszy… Nie dajmy się zwieść! Odcinek do stacji narciarskiej Tignes wcale nie będzie taki oczywisty. Wszystko za sprawą wysokości, na jakiej będzie rozgrywany. Wystarczy przypomnieć, że podjazd na Col d’Iseran, czyli dach tegorocznego wyścigu, rozpoczyna się na wysokości 1800 m.n.p.m, czyli 600 metrów wyżej niż Prat d’Albis, gdzie wczoraj zakończył się drugi z etapów w Pirenejach. Tym samym przedostatni dzień w górach może rozegrać się nie w nogach, a w płucach. To z kolei może być ogromną przewagą Egana Bernala, jedynego Kolumbijczyka w czołówce. To też może ustalić taktykę zespołu Ineos, który może postawić wszystko na jedną kartę, a niewykluczone, że właśnie to będzie jedyną szansą na pokonanie dwójki Francuzów i latającego Holendra.

Jeśli chodzi o ostatni dzień ścigania, możemy spodziewać się absolutnego ognia. Od samego początku trasa będzie potwornie ciężka, przez co poszczególni kolarze będą mogli postarać się o akcje zaczepne. Dodatkowo wszystko zakończy się w najwyżej położonej stacji narciarskiej w Europie, przez co ilość tlenu także będzie miała znaczenie. Oczywiście nie można analizować ostatniego górskiego etapu tak płytko. W szczególności finałowa wspinaczka zasługuje na więcej, lecz… niewiele można o niej powiedzieć. Jeśli chodzi o liczby, wrażenie robi przede wszystkim długość i przewyższenie – 33 km i około 1800 metrów w pionie. Na tym jednak koniec. Podjazd nie jest oczywiście łatwy, lecz nachylenie ani na moment nie przekracza 10%, będąc do tego do bólu stałym. Jedynym odchyłem są zasadniczo krótkie zjazdy, które zaniżają średnią. Jakie to ma znaczenie? Właśnie ze względu na stałość ostatniej wspinaczki, u jej podnóża w grupie będzie musiało być maksymalnie 30 kolarzy, by na ostatniej górze mogło dojść do ostatecznego pojedynku.

Z pewnością szykuje się więc naprawdę kapitalny tydzień ścigania. Oby tylko zawodnicy utrzymali tempo i byli w stanie także w Alpach zrobić równie znakomite show. Czekamy!