fot. ASO / Pauline Ballet

Piąty etap Tour de France za nami. Zgodnie z przewidywaniami, rozgrzewka w Wogezach była interesująca i do końca trzymała w napięciu. Czas więc na oceny.

Plusy:
rozgrzewka przed wojną
Co by nie mówić, piąty etap Wielkiej Pętli był więcej niż interesujący. Trzy stosunkowo trudne podjazdy w końcówce mocno dały się we znaki poszczególnym zawodnikom, a tempo było na tyle wysokie, by porządnie rozgrzać nogi najlepszym góralom przed pierwszą bitwą w górach. Co więcej, jako polscy kibice do samego końca liczyliśmy, że przy stosunkowo dużej selekcji, szanse na dobry wynik będzie mieć Greg van Avermaet. Etap trzymał więc w napięciu, a to przecież najważniejsze!

Wtedy wchodzi on, cały na zielono
Tym razem na pierwsze zwycięstwo Peter Sagan musiał poczekać aż do etapu nr 5. Trzykrotny mistrz świata ewidentnie miał dzisiaj ochotę na triumf, przez co jego drużynowi koledzy bardzo mocno napracowali się na czele grupy przez cały etap. Znając Sagana, zmarnowanie tak ciężkiej harówki kolegów byłoby skazą na honorze. On to po prostu musiał wygrać i tak też zrobił.

Walka na całego
Jeśli chodzi o dzisiejszych uciekinierów, chciałoby się wyróżnić przede wszystkim dwóch zawodników. Po pierwsze, ogromne serce do walki zaprezentował dzisiaj Toms Skijuns. Niezwykle ambitny Łotysz przez wiele ostatnich kilometrów musiał zdawać sobie sprawę, że nie ma wielkich szans na dojechanie do mety, a mimo to próbował swoich sił. Po drugie, kto wie, czy Rui Costa nie zaskoczyłby szybszych kolarzy atakując nieco później. Dobrze widzieć Portugalczyka w dobrej formie. Może chociaż w pewnej części nawiąże do znakomitego Tour de France 2013?

Minusy:
Król bez berła
Był Jan bez ziemi, jest Tim bez formy, a przynajmniej tak się wydaje. Po dzisiejszym etapie odnosiliśmy nieodparte wrażenie, iż Tim Wellens nie jest tym zawodnikiem, którego znamy z niezwykle szalonych akcji w trudnym terenie. Wiosna nie należała do niego i wiele wskazuje na to, że latem problem będzie podobny. Można wręcz stwierdzić, że wygranie przez niego klasyfikacji górskiej jest mocno wątpliwe.

Stracona szansa
Jak wiadomo, ekipa CCC Team za wszelką cenę będzie szukać w tegorocznym Tour de France wygranych etapowych. Dlatego też dziś w odjazd miał zabrać się ktoś z trójki Alessandro de Marchi – Serge Pauwels – Simon Geschke. Niestety żaden z nich nie zabrał się w odjazd, przez co wszystko zostało w nogach Grega van Avermaeta. Co prawda Belg zanotował solidny wynik, kończąc odcinek na 5. pozycji, lecz z Saganem czy Trentinem nie miał szans. Kolejna szansa uciekła.

Przepalone lampki
Choć Michael Matthews jest znany ze swojej miłości do błyskotek, w tegorocznym Tour de France nie dane mu jest błyszczeć. Przez cały piąty etap ekipa Sunweb robiła wszystko, by ułatwić mu walkę w końcówce, a on zakończył etap dopiero na 7. miejscu, co z pewnością nie spełnia jego oczekiwań. Trzeba jednak pamiętać, że Australijczyk jest nieco usprawiedliwiony, gdyż całe swoje treningi przygotowujące do Tour de France poświęcił pracy nad jazdą w górach, by jak najlepiej pomóc Tomowi Dumoulin, a ten, jak wiadomo, w wyścigu wystąpić nie mógł.