fot. ASO / Alex Broadway

Pierwszy etap Tour de France 2019 za nami. Było nerwowo, szybko, momentami niebezpiecznie. Czas więc na pierwsze oceny z tegorocznej Wielkiej Pętli.

Plusy:
Nie przestawaj marzyć
Kto by się spodziewał, że Mike Teunissen zostanie pierwszym liderem tegorocznej Wielkiej Pętli? Śmiemy twierdzić, że ani jego rodzina, ani on sam nawet nie marzyli o tym, by Holendrowi udało się założyć maillot jaune. Dzisiejszy sukces niespełna 27-letniego kolarza pokazuje jednak, że warto marzyć, pracować i walczyć. Fantastyczny sukces utalentowanego kolarza.

Hołd dla klasyki
Trzeba przyznać, że pomysł odwiedzenia Geraardsbergen w pierwszej części otwierającego rywalizację w Wielkiej Pętli etapu był naprawdę trafiony. Legendarne odcinki, jakimi niewątpliwie są podjazdy pod Muur i Bosberg, zostały bowiem odpowiednio uhonorowane, co dla zarówno belgijskich, jak i światowych fanów jest więcej niż ważne. Tym bardziej cieszy, że pokazał się tam Greg van Avermaet.

“Marginal Gains” po niemiecku
Przed wyścigiem wiele mówiło się o wykorzystaniu minimalnych różnic w sprzęcie czy pogodzie dla własnych zysków. Dziś chyba wszystkich zaskoczyła ekipa BORA – hansgrohe, która na jedynym płaskim odcinku brukowym bardzo mocno podkręciła tempo, konkretnie rwąc peleton. Co by nie mówić, gdyby któryś z faworytów w generalce poważnie się zagubił, inne ekipy mogłyby potem poprawić. Trochę szkoda, że tak się nie stało.

Minusy:
Wyrzucony faworyt?
Niestety końcówka dzisiejszego etapu obfitowała w nieprzyjemne kraksy. W pierwszej z nich ucierpiał Jakob Fuglsang, który według wielu był jednym z faworytów nawet do wygrania wyścigu. Jak wiemy, Duńczyk po etapie udał się do szpitala, ale na szczęście obyło się bez złamań i lidera Astany zobaczymy na starcie kolejnego etapu.

W sercu chaosu
Choć niezmiernie uznajemy triumf Mike’a Teunissena, musimy przyznać, że finałowy sprint był więcej niż chaotyczny. Przez to też tak naprawdę nie wiemy na co stać poszczególnych sprinterów. Dopiero we wtorek dostaniemy więc właściwą odpowiedź.