fot. ASO/Alex Broadway

Przez ostatnie lata tendencja w Wielkich Tourach była prosta – Vuelta robiła z siebie dziewiąty krąg piekła, Giro prowadzone było “oldschoolowo”, a Le Tour stawiał na wyważony styl, pozwalający kontrolować sytuacje najsilniejszej ekipie. W tym roku wszystko się jednak zmieniło.

Jak część z Państwa pewnie pamięta, jeszcze przed Giro d’Italia 2019 pisałem o tym, że tegoroczny La Corsa Rosa jest łatwiejszy od poprzednich edycji, ze względu na chęć umożliwienia zawodnikom tworzenia zupełnie innych scenariuszy niż te znane z ostatniej dekady (jeśli ktoś nie pamięta, tekst dostępny jest tutaj). Okazało się jednak, że był to pomysł zupełnie nietrafiony, co tylko pozwala pozytywniej patrzeć na tegoroczny Tour de France, który zapowiada się co najmniej znakomicie.

Dlaczego? Sprawa jest zupełnie prosta. Trasa tegorocznego Tour de France jest bowiem piekielnie trudna. Ba, wydaje się, że tak ciężkich poszczególnych etapów nie widzieliśmy na Wielkiej Pętli od 2011 roku, kiedy to obchodzone było stulecie wjazdu w Alpy. Tutaj jednak warto po prostu porównać oba największe wyścigi etapowe na świecie.

Zacznijmy od samej ilości górskich etapów. W Grande Boucle będzie ich 6, w Giro było ich 7. Jednocześnie w obu wyścigach zdecydowano się w tym roku postawić na jeden etap z ciężkim podjazdem, przeznaczony jednak dla ucieczki – w Giro był to odcinek do Pinerolo (wygrany przez Cesare Benedettiego z podjazdem pod Montoso), w Tourze będzie to etap do Bagneres-de-Bigorre (z podjazdami pod Peyresourde i Ancizan). Sprawdźmy jednak jakość samych górskich przepraw.

Etap królewski

Zacznijmy od wyboru najtrudniejszej przeprawy w imprezie. Jeśli chodzi o Giro, także ze względu na zamknięcie Passo Gavia, będzie to etap nr 20, prowadzący przez Passo Manghen i Passo Rolle na Monte Avena. Po drugiej stronie staje jednak zdecydowanie krótszy i treściwszy etap do Val Thorens, kończący się potwornie wymęczającą wspinaczką na wysokość ponad 2300 metrów nad poziomem morza. 1:0 dla TdF.

Finisze pod górę

Drugi, równie istotny temat. W tegorocznym Giro podjazdem kończyły się 4 etapy – na Lago Serru, do Antholz, San Martino di Castrozza i wspomnianego Monte Avena. Zasadniczo tylko pierwszy z tych podjazdów mógł mierzyć się z kolosami, które tym razem stawiane były nieco dalej od mety (co początkowo wydawało się być dobrym pomysłem). W przypadku Tour de France finałowych wspinaczek będzie pięć – wspomniane Val Thorens, Tourmalet, La Planche des Belles Filles, Prat d’Abis i Tignes. Nie da się ukryć, że ten zestaw wygląda zdecydowanie lepiej pod względem kilometrów, nachylenia i sławy. 2:0 dla TdF.

Kolosy

Niezmiernie istotny punkt nr 3. W tym roku, także ze względu na pomysł organizatorów, w programie Giro nie było wielu bardzo trudnych podjazdów. Wystarczy powiedzieć, że peleton tylko 2 razy przekroczył granicę 2000 metrów nad poziomem morza – na Lago Serru oraz Passo Manghen. W Tour de France sytuacja będzie kompletnie inna. Organizatorzy postanowili bowiem odwiedzić takie wzniesienia jak wspomniane Tourmalet, Col de Vars, Izoard, Galibier, Iseran czy Val Thorens. W szczególności w Alpach nie ma wielu podjazdów, które zostały pominięte. Brakuje może jedynie Madeleine, Croix de Fer i la Bonette. Robi wrażenie. 3:0 dla TdF.

Odcinki intensywne

Podczas tegorocznego Giro d’Italia wielokrotnie narzekaliśmy na długość poszczególnych etapów, które nawet przy sporej ilości trudności liczyły około 200 kilometrów. Podczas Tour de France rywalizacja będzie zdecydowanie dynamiczniejsza. Dość powiedzieć, że etapy d Val Thorens i na Tourmalet nie będą liczyły więcej niż 140 kilometrów. Będzie szybciej i agresywniej. Oby. 4:0 dla TdF.

Ułożenie generalki

Na koniec gór to, czego najbardziej nam brakowało w pierwszej części Giro d’Italia. Na dobrą sprawę przez 12 etapów klasyfikacja generalna dobrze się nie ułożyła. W Tour de France sytuacja będzie inna. Na 6 etapie kolarzy czekać będzie bardzo trudny (w końcu!) etap w Wogezach, gdzie peletonowi przyjdzie się zmierzyć z wieloma ciężkimi podjazdami w tych niewysokich górach. W końcu kto by nie chciał jednego dnia zaliczyć Grand Balon, Balon d’Alsace i La Planche des Belles Filles? 5:0 dla TdF.

Czasówki

Jak jednak wiadomo, nie samymi górami człowiek żyje. Jeśli chodzi o czasówki, zdecydowanie lepiej wypada Giro d’Italia. Trzy indywidualne próby czasowe może i były delikatną przesadą, lecz dobrze wkomponowały się w imprezę. Szkoda, że podczas Tour de France co lepsi czasowcy nie będą mieli okazji podciągnąć się w generalce. Jak jednak wiadomo, jest to ukłon w kierunku Romaina Bardet i Thibaut Pinot.

Wynik końcowy – 5:1 dla Tour de France.

Oby tylko zawodnicy to wykorzystali…