fot. ASO / Alex Broadway

Nie da się ukryć, że triumf Wouta van Aerta w środowej czasówce w ramach Criterium du Dauphine był sporym zaskoczeniem. Belg zapewnia jednak, że nie był to przypadek.

Środowa czasówka przede wszystkim zostanie zapamiętana z faktu, iż na rekonesansie trasy etapu wywrócił się Chris Froome, który w ten sposób zmusił się do odpuszczenia startu w Tour de France. Kilka godzin później życiowy sukces osiągnął jednak Wout van Aert, który udowodnił, że także podczas czasówek trzeba się z nim liczyć i z pewnością nie był to jednorazowy wybryk.

Przez kilka ostatnich tygodni mocno pracowałem nad czasówkami, lecz nie spodziewałem się, że będę tu w stanie wygrać. Muszę jednak przyznać, że trasa mi odpowiadała. Było sporo długich prostych i podjazd, co kapitalnie wpisało się w moją charakterystykę. Wiedziałem, że potrafię jechać na czas, lecz nigdy nie przywiązywałem do tego zbyt dużej wagi ze względu na cyclocross. Teraz jednak wiem, że podczas Tour de France nie muszę się już bać niczego, choć pomału nadchodzi ostatni test – Alpy

– powiedział van Aert.

Jeszcze jutro, na nieco pofałdowanym etapie, Belg może mieć szanse odnieść kolejne zwycięstwo – tym razem w sprincie.