fot. Astana

Nie da się ukryć, ze tegoroczne Giro d’Italia nie było najszczęśliwsze dla Miguela Angela Lopeza. Kolumbijczyk kilkukrotnie musiał walczyć z pechem, który wyłączył go z walki o podium.

Ostatecznie wciąż młody Kolumbijczyk zakończył ściganie na 7. pozycji, przegrywając batalię o 6. lokatę z Rafałem Majką. Wydaje się jednak, że przy mniejszej ilości pecha, Lopez z pewnością zdołałby powalczyć o naprawdę bardzo przyzwoity wynik.

Dwa najważniejsze momenty, które wybiły z rytmu kolarza ekipy Astana to defekt na etapie do Lago Serru, przez który stracił całą masę cennych sekund, oraz wywrotka na finałowym podjeździe pod Monte Avena, której winny był kibic. Media w Kolumbii zakładają, że w ten sposób Lopez stracił nawet 3 minuty, bez których znakomity góral mógłby walczyć nawet o miejsce na podium.

To był dla mnie bardzo ciężki wyścig. Przez całe 3 tygodnie nie opuszczał mnie pech, który totalnie zniszczył mi plany. W szczególności w najważniejszych momentach nie miałem szczęścia, przez co straciłem bardzo wiele cennych sekund, a nawet minut. Mimo to mogę być zadowolony z formy, jaką udało mi się zbudować

– powiedział Lopez.

Teraz przed Kolumbijczykiem przerwa w startach. Następnym wyścigiem, na którym go zobaczymy, będzie prawdopodobnie Classica San Sebastian.