fot. Bahrain-Merida

Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida) ukończył tegoroczne Giro d’Italia na drugiej pozycji, ustępując tylko Richardowi Carapazowi (Movistar). Włoch marzenia o zostaniu najstarszym w historii triumfatorem Corsa Rosa musi odłożyć co najmniej na kolejny rok, ale już szykuje się do kolejnego, wielkiego wyzwania – startu w Tour de France.

Nibali stracił do Carapaza w “generalce” minutę i pięć sekund. To niewiele, a zdaniem ekspertów “Rekin” szanse na zwycięstwo zaprzepaścił stosunkowo wcześnie, bo już na 13. etapie. Wtedy do, na finałowym podjeździe prowadzącym do jeziora Serru, pozwolił odjechać Ekwadorczykowi na minutę i 19 sekund, skupiając się na pilnowaniu Primoża Roglicia (Jumbo-Visma). Kolejnego dnia późniejszy triumfator “dołożył” głównym rywalom niemal dwie minuty i wypracował sobie bardzo komfortowy zapas.

Nie żałuję tego, co wtedy zrobiłem, choć wielu ludzi sądzi, że powinienem. Na etapie 14. Carapaz był po prostu bardzo dobry. Próbowałem za nim jechać, ale moje nogi były wtedy tam, gdzie były…

– mówił Nibali po zakończeniu wyścigu.

Ciężko pracowałem, by wygrać to Giro, ale musiałem się mierzyć z naprawdę świetnym rywalem, wspieranym przez mocny zespół. Nic dodać, nic ująć

– podkreślał.

Teraz “Rekin” skupić się musi na przygotowaniach do Tour de France. Cel, jaki postawi sobie w najważniejszym wyścigu świata wciąż nie jest jednak do końca znany.

Zobaczymy, jak będzie reagować moje ciało. Zużyłem podczas tego Giro sporo energii

– uciął.