fot. BORA-hansgrohe / bettiniphoto

Mortirolo za nami! Szesnasty etap Giro d’Italia, jak można było się spodziewać, mocno namieszał w czołówce klasyfikacji generalnej. Czas więc na oceny.

Plusy:
Wymarzony triumf
Choć Gulio Ciccone miał już na swoim koncie jeden triumf etapowy w Giro d’Italia, dzisiejsze zwycięstwo jest z pewnością wyjątkowe. Włoch okazał się bowiem na zimnym, deszczowym etapie, wjeżdżając wcześniej jako pierwszy na Mortirolo i utrzymując dużą przewagę nad największymi tuzami tego wyścigu. Jego niezwykle ekspresyjna radość na mecie wcale nas więc nie dziwi.

Romantyczna ambicja
Zasadniczo na całym podjeździe pod Mortirolo widzieliśmy jeden poważny atak – była to próba Vincenzo Nibalego, który nie tylko chciał oderwać Primoza Roglicia, ale także zgubić lidera imprezy Richarda Carapaza. Tym samym Włoch został “ostatnim romantykiem” wśród kolarzy z czołówki klasyfikacji generalnej…
Czy jest to nadużycie dla podkręcenia atmosfery? Zdecydowanie. Kto bowiem miał jeszcze moc odpowiedzieć na potworne tempo narzucane przez kolarzy ekipy Movistar?

Szachiści z Iberii
Proszę sobie przypomnieć przez ile lat narzekano na brak umiejętności ustalania odpowiedniej taktyki przez ekipę Movistar. Teraz, kiedy praktycznie nikt na nich nie stawiał, w końcu się to udaje. Po raz kolejny podopieczni Eusebio Unzue kapitalnie rozegrali etap, eliminując po kolei kolejnych przeciwników, bardzo mocno przybliżając się do zwycięstwa w całej imprezie. Czapki z głów.

Drobny, wielki gest
Niestety żyjemy w czasach, w których idealizacja każdego okazu szacunku i dobra wręcz musi postępować. Tym samym warto zaznaczyć gest Francisco Ventoso, który kompletnie bezinteresownie przekazał swój bidon Vincenzo Nibalemu, walczącemu o zyskanie odpowiedniej przewagi nad rywalami. Oby więcej takich obrazków.

Minusy:
Zejście na ziemię
Choć nadzieje były wielkie, niestety Rafał Majka został pokonany przez Mortirolo, co skończyło się spadkiem na szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. Tym samym jakiekolwiek mówienie o ewentualnym awansie na podium należy odłożyć między bajki. Musimy jednak spojrzeć prawdzie w oczy. Przed wyścigiem mało kto mógł stawiać, zważając na obsadę, że Rafała będzie stać na wyższą lokatę. Póki co i tak za jego plecami są tacy dwaj kozacy jak Miguel Angel Lopez czy Simon Yates. To i tak jest dobry wyścig lidera ekipy BORA – hansgrohe.

Marzenie o podium
Dopiero co sami widzieliśmy na nim Rafała Majkę, a zaraz spaść z niego może Primoz Roglic. Słoweniec poniósł dziś duże i bolesne straty, które mogą się dla niego skończyć nawet spadkiem na czwarte miejsce w generalce. Wszystko zależeć będzie teraz od Mikela Landy. Jeśli i mu uda się zyskać odpowiednią przewagę przed czasówką, wówczas wszystko będzie możliwe.