fot. Giro d'Italia

W sobotę 25 maja druga odsłona trittico, czyli trzech górskich etapów przypadających na weekend 24-26 maja. Tym razem kolarze przejadą 131 kilometrów z Saint-Vincent do Courmayeur (Skyway Monte Bianco), a do pokonania będzie pięć górskich premii. 

Zapowiada się na krótki i bardzo intensywny górski etap. Dowodem na to jest fakt, że tylko 14 km ze 131 będzie prowadziło po płaskim. Poza tym zawodnicy będą mierzyli się albo ze wspinaczką, albo ze zjazdami. Monotonii nie przewidziano.

Szczyt pierwszego podjazdu dnia – Verrayes – nastąpi już po niecałych 14 km. Posiada on drugą kategorię, liczy 6,7 km, a średnie nachylenie wynosi 8%.

Górskie premie na trasie czternastego etapu zaplanowano na przemian – łatwiejsza-trudniejsza, łatwiejsza-trudniejsza. Zgodnie z tą logiką po wspinaczce na Verrayes, nastąpi podjazd pierwszej kategorii – Verrogne (dł. 13,8 km; śr. nach. 7,1%), na którym znajduje się bardzo krótki odcinek zjazdu (całkiem niedługo po fragmencie z maksymalnym nachyleniem wynoszącym 13%).

Następnie zawodnicy zmierzą się z podjazdem drugiej kategorii – Truc d’Arbe (dł. 8,2 km; śr. nach. 7%), jednak także i ta wspinaczka posiada maksymalne nachylenie z dwucyfrową wartością – tym razem jest to 12%.

Przedostatnią górską premią będzie bardzo trudny podjazd Colle San Carlo. Na swoich 10,5 km nie da chwili wytchnienia, bowiem nachylenie nieustannie oscyluje około 10%, a maksymalne wynosi aż 15%.

Na metę w Courmayeur będzie prowadził podjazd trzeciej kategorii (dł. 8 km; śr. nach. 3,2%). Najtrudniejszy jest na początku, w środkowej części nieco “odpuszcza” (zawierając nawet elementy zjazdu), a później nachylenie wynosi tylko około 3%. Jednak po tak intensywnym dniu nawet w tym miejscu nogi kolarzy będą bardzo bolały.

Łączna suma przewyższenia na tym etapie wynosi 4700 metrów. Wobec tego grono faworytów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej znacznie się uszczupli, a inni, np. ciężsi i szybsi kolarze, mogą mieć problemy ze zmieszczeniem się w limicie czasu.

Spodziewam się, że będzie to fascynujący etap do oglądania, ale okropny dla tych, którzy będą musieli się w nim ścigać

– powiedział Mauro Vegni, dyrektor wyścigu Giro d’Italia.