Pascal Ackermann o dziesiątym etapie Giro d’Italia chciałby zapewne jak najszybciej zapomnieć. Sprinter z BORA-hansgrohe na finałowym kilometrze spowodował kraksę, w wyniku której ucierpieli między innymi Jakub Mareczko (CCC Team) czy Matteo Moschetti (Trek-Segafredo). Niemiec, mimo licznych otarć wyszedł z całego zamieszania bez większego uszczerbku. „Nie do końca wiem, co się stało” – mówił posiadać cyklamenowej koszulki.
Ackermann „liznął” koło jadącego przed nim zawodnika i upadł na asfalt, pociągając za sobą sporą grupę rywali. Wobec tego faktu, o jak najwyższą pozycję na etapie walczył dla jego ekipy Ruediger Selig, który wywiązał się z zadania nieźle, zajmując trzecie miejsce.
Po dniu przerwy wypocząłem i czułem, że w moich nogach jest moc. Pięć kilometrów przed metą nasz zespół przejął pałeczkę. Na ostatnim kilometrze coś się jednak stało. Straciłem równowagę i upadłem na asfalt. To się działo bardzo szybko. Mam sporo otarć, jestem poobijany, ale szczęśliwie będę w stanie kontynuować jazdę
– mówił Ackermann, który mimo odległej pozycji na etapie zdołał utrzymać w posiadaniu cyklamenową koszulkę najlepszego sprintera.
Szansę na powetowanie sobie wtorkowego niepowodzenia mistrz Niemiec będzie mieć już w środę. Na liczącym 221 kilometrów etapie ponownie o zwycięstwo walczyć powinni sprinterzy.









