fot. Giro d'Italia

Sobota przynosi nam najdłuższy, liczący aż 239 kilometrów etap Giro d’Italia. Biorąc pod uwagę sam profil – nie ma się czego bać, ot nieszczególnie wymagający etap, który paść może łupem sprinterów lub ucieczki, chcącej wykorzystać do swoich celów krótkie podjazdy w drugiej części odcinka.

Jeżeli jednak wziąć uwagę na fakt, że ściganie odbywać się będzie w prognozowanych, bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, na finiszową prostą prowadzi długi, wymagający technicznie zjazd, a kolarze w niedzielę mierzyć się będą z istotną dla losów “generalki” jazdą indywidualną na czas, nabiera on niebagatelnego znaczenia.

Z powagi sytuacji zdają sobie sprawę faworyci wyścigu, którzy do sobotniego startu podchodzili pełni obaw.

– Mam nadzieję, że ten dzień będzie bezpieczny. Rozmawiałem z wieloma zawodnikami walczącymi w “generalce” i mam nadzieję, że wszyscy będziemy jechać rozważnie i każdy przystąpi do rywalizacji w niedzielę

– mówił Bob Jungels (Deceuninck – Quick Step). Między wierszami zasugerował on też, że sędziowie powinni rozważyć neutralizację końcówki.

W podobnym tonie wypowiadali się inni zawodnicy, między innymi rutynowany Adam Hansen (Lotto Soudal), według którego taka decyzja “niczego w klasyfikacji nie zmieni, a zapewni bezpieczeństwo”. Póki co jednak nie wiadomo nic na temat tego, by sędziowie brali podobny scenariusz pod uwagę.