fot. Tirreno-Adriatico

Czwarty etap Giro d’Italia 2019 za nami. Niestety wszelkie sportowe emocje przyćmiła kraksa w końcówce, która całkowicie rozsypała peleton. Czas na oceny.

Plusy:
Wymęczenie zawsze w cenie
Choć niestety kraksa popsuła nam nieco widowisko w końcówce, należy przyznać, że ostatnie kilometry zostały bardzo interesująco poprowadzone przez organizatorów. Cały prawie 10-kilometrowy odcinek przed metą był trudny, co tylko podkręcało temperaturę. Szkoda, że w końcówce nie wszyscy mogli wziąć udział w walce o etapowy triumf.

Uniknięcie kłopotów
Co by nie mówić, w ostatnim czasie Rafał Majka przyciągał do siebie różne problemy. Na szczęście tym razem to właśnie on znalazł się wśród tych, którzy nie uczestniczyli w finałowej kraksie. Uff, w końcu!

Minusy:
Upadek króla
Widok potwornie męczącego się na ostatnich kilometrach Toma Dumoulin był prawdziwym łamaczem serc dla kibiców kolarstwa. Holender, który miał do tej pory niezwykłą umiejętność omijania kłopotów, tym razem stał się tym najbardziej poszkodowanym. W tym wszystkim znajdźmy jednak promyk nadziei. Jeśli Lider ekipy Sunweb nie dokończy Giro, może uda mu się naprawdę powalczyć z potwornie silnym Team Ineos podczas Tour de France?

Flaczki z olejem
Nie będę Krzysztofem Kolumbem, kiedy zauważę, że tak długie etapy Giro potrafią uśpić. Tak jak wczoraj, również dzisiaj ściganie po Lacjum i okolicach nie było specjalnie interesujące, przez co dobre kilka godzin relacji mogło posłużyć za wieczorne tło jednego z kanałów dla dzieci. Może czas puchar zamienić na śpiącą rybę?