fot. Tour de Romandie

Primož Roglič (Jumbo-Visma) zdominował rywalizację w wyścigu Tour de Romandie i w rezultacie obronił tytuł zwycięzcy sprzed roku. Ponadto dobry występ zaliczyła francuska drużyna Groupama-FDJ oraz pierwsze zwycięstwo w World Tourze zdobył znany polskim kibicom Jan Tratnik (Bahrain-Merida). 

Siedem zwycięstw, w tym trzy etapy w wyścigach rangi World Tour i trzy łupy w klasyfikacji generalnej (UAE Tour, Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie) – tak wygląda dotychczasowy bilans Primoža Rogliča z drużyny Jumbo-Visma w tym sezonie. Słoweniec urasta do jednego z najlepszych specjalistów od wyścigów etapowych na świecie, a lokata na podium w nadchodzącym Giro d’Italia tylko scementowałaby jego status. Wiadomo jednak nie od dziś, że czym innym jest wyścig kilkudniowy, a czym innym wielodniowy, a dokładnie rzecz ujmując – trzytygodniowy.

Trudno dziwić się radości wyrażonej za pośrednictwem Twittera przez szefa drużyny Jumbo-Visma Richarda Plugge, bowiem drugi rok z rzędu rzeczywiście znakomicie zaprezentowała się ona na wymagających szwajcarskich szosach. Do kompletu łupów holenderskiego składu należy dopisać jeszcze zwycięstwo w klasyfikacji punktowej Rogliča i dodać, że były skoczek narciarski jest pierwszym kolarzem po Laurencie Jalabercie (1999), który na drodze do generalnego zwycięstwa w Tour de Romandie wygrał trzy etapy.

Jestem bardzo zadowolony z mojego trzeciego etapowego zwycięstwa oraz z triumfu w klasyfikacji generalnej. Ten sukces jest osiągnięciem całej drużyny, który była w tym tygodniu fantastyczna. To pokazuje jak duży krok naprzód zrobiliśmy. Bardzo miło to widzieć. Nie ścigałem się od czasu Tirreno-Adriatico, a w kwietniu trenowałem na wysokości. Te wyniki przyszły nieco niespodziewanie, dlatego tym bardziej jestem nimi usatysfakcjonowany. To były idealne przygotowania do Giro

– tak skomentował swój sukces w wyścigu Tour de Romandie Primož Roglič.

Jeśli tylko Słoweniec wytrzyma trudy trzytygodniowego wyścigu, to sukces w postaci minimum miejsca na podium ma raczej w kieszeni. Na jego korzyść grają duża liczba kilometrów jazdy na czas (największa ze wszystkich tegorocznych wielkich tourów) oraz trudne po wieloma względami ściganie we Włoszech. Kolarz Jumbo-Visma już niejednokrotnie pokazał, że nie straszne są mu niesprzyjające warunki atmosferyczne, trudne technicznie etapy i strome podjazdy. A tego przecież nie brakuje na trasie właściwie każdej edycji Corsa Rosa.

Górskie etapy Wyścigu dookoła Romandii i jazda indywidualna na czas pokazały, że na właściwe tory wraca zwycięzca ubiegłorocznego wyścigu Tour de France Geraint Thomas. Jego atak na finałowym podjeździe przedostatniego etapu (skontrowany co prawda przez Primoža Rogliča) przypomniał Walijczyka właśnie z lipca 2018 roku. Ponadto aktywnie jechał również podczas pierwszego etapu, kiedy to w końcówce atakował dwa razy. Fakt, że dzięki bardzo dobrej jeździe podczas “czasówki” wokół Genewy awansował z czwartego na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej również świadczy o kroku naprzód wykonanym w stosunku do wczesnowiosennych startów.

W obozie Team INEOS zapanowało zadowolenie z powodu występu Thomasa. Cieszył się zwłaszcza były kolarz Xabier Zandio, dla którego był to debiut w roli prowadzącego dyrektora sportowego. Do ścigania po problemach ze zdrowiem z powodzeniem wrócili również Vasil Kiryienka i Ben Swift.

Poza dominacją Primoža Rogliča z wyścigu Tour de Romandie warto zapamiętać pierwsze zwycięstwo na poziomie World Tour Jana Tratnika (Bahrain-Merida), byłego kolarza CCC. Jeśli ktoś miałby możliwość wymarzenia sobie pierwszego tego typu triumfu, to taki scenariusz z pewnością byłby w porządku. Słoweniec na trudnej technicznie trasie w Neuchâtel pokonał m.in. Rogliča, Thomasa, Alexa Dowsetta (Katusha-Alpecin) czy Tony’ego Martina (Jumbo-Visma). Swoją obecność w czołówce młodych i zdolnych po raz kolejny zaznaczyli Stefan Küng i David Gaudu – obaj reprezentujący barwy drużyny Groupama-FDJ, co sprawia, że francuska ekipa podobnie jak Jumbo-Visma zapisuje sobie ściganie w Szwajcarii po stronie plusów.

Nagroda pocieszenia w postaci zwycięstwa w klasyfikacji drużynowej wędruje do drużyny EF Education-First. Kolarze w różowych koszulkach jechali aktywnie przez cały wyścig, a wkład pracy włożony przez wszystkich członków składu znalazł odzwierciedlenie w tej właśnie nagrodzie. Ponadto Michaelowi Woodsowi udało się ukończyć wyścig na dziesiątym miejscu w klasyfikacji generalnej. Brązowy medalista Mistrzostw Świata w Innsbrucku trzy razy był czwarty i najprawdopodobniej właśnie w związku z niemożnością wykończenia w sposób efektywny pracy kolegów nie wybiera się do Włoch na Giro d’Italia.

73. edycja wyścigu Tour de Romandie pobudziły w pewnym stopniu apetyty przed Giro d’Italia, choć szkoda, że tak niewielu kolarzy z czołówki klasyfikacji generalnej będzie można zobaczyć w słonecznej (miejmy nadzieję) Italii. Wobec tego z tym, jak rozwinie się forma Gerainta Thomasa, Davida Gaudu czy Rui Costy trzeba poczekać do lipca.