fot. CCC Team

Greg Van Avermaet (CCC Team) stanie w Paryż-Roubaix przed ostatnią szansą odniesienia zwycięstwa w brukowanym klasyku. We wcześniejszych wyścigach niejednokrotnie było blisko, ale wciąż nie postawił kropki nad “i”. Pomimo to powiedział, że niczego nie żałuje i niczego także nie może sobie zarzucić. 

Greg Van Avermaet zwyciężył w “Piekle Północy” w 2017 roku, w barwach nieistniejącej już drużyny BMC Racing Team. W tym sezonie nie zanotował jeszcze żadnego zwycięstwa w wyścigu jednodniowym, ale pomimo to jest spokojny i zrelaksowany, a także pewny swego.

Jestem pewny, że mogę wygrać. Znajduję się na odpowiednim poziomie – takim, którego nie osiągnęli niektórzy kolarze. Jestem jednym z faworytów, ale wszystko musi pójść idealnie. Jest taka możliwość, że nie wygram żadnego klasyku w tym sezonie, ale niczego nie żałuję, ponieważ podczas swoich przygotowań wszystko zrobiłem tak jak powinienem

– powiedział Greg Van Avermaet.

Mistrz olimpijski ściga się w tym sezonie w barwach CCC Team, która to drużyna powstała na fundamentach BMC, co oznacza, że największą zmianą dla Belga są obecne w niej polskie twarze – twarze, które przeważnie po raz pierwszy mają do czynienia ze ściganiem w World Tourze.

Po poprzednich klasykach Van Avermaet narzekał trochę, że tam, gdzie był potrzebny mu partner z zespołu, to nie mógł liczyć na jego pomoc. Przed Ronde van Vlaanderen kierownictwo CCC Team zwołało poważną naradę, która poskutkowała, bowiem tydzień temu we “Flandrii” właśnie było lepiej. Teraz Belg podkreśla, że brak zwycięstwa nie jest winą drużyny, tylko losów, jakimi toczyły się poszczególne jednodniówki.

Nie przegrałem wyścigów z powodu mojej drużyny. Ona spisywała się całkiem dobrze – OK, były wyścigi, w których mogło być lepiej, ale to nie zrobiło wielkiej różnicy. We “Flandrii”, podczas drugiego podjazdu pod Kwaremont, był ze mną Michael Schär, co było bardzo ważne, zaś później wszystko zależało ode mnie. W niedzielę będziemy mieli nawet jeszcze silniejszą drużynę, ponieważ w składzie są więksi chłopcy

– wyjaśnił Greg Van Avermaet.