Wikimedia Commons / Benutzer Hase

Bardzo nieprzyjemne i mocne informacje napływają z Australii. Wszystko wskazuje na to, że rząd Australii Południowej zapłacił milion dolarów Lance’owi Armstrongowi za start w Tour Down Under 2009.

Historii Armstronga chyba nie trzeba przypominać. Siedmiokrotny zwycięzca Tour de France postanowił wrócić na rower w 2009 roku w barwach ekipy Astana. Wówczas Amerykanin rozpoczął ściganie od udziału w australijskim Tour Down Under. Jak się okazuje, tak wczesne otwarcie sezonu zostało spowodowane gigantycznym przelewem, wykonanym przez lokalny rząd.

Teraz, po 10 latach, postanowiono przekazać powyższe informacje opinii publicznej.

Wreszcie możemy ujawnić to, co parlamentarzyści z partii pracy robili z publicznymi pieniędzmi w 2009 roku. Cały milion dolarów z pieniędzy podatników został przeznaczony na ściągnięcie do Australii Lance’a Armstronga, który okazał się być jednym z największych kolarskich oszustów dopingowych. To wręcz niewyobrażalne, by zapłacić tak ogromne pieniądze jednemu człowiekowi za sześć dni ścigania, a doliczyć do tego trzeba jeszcze dwa bilety lotnicze najwyższej klasy, zakwaterowanie w hotelach, posiłki i inne wydatki. Niestety, to tylko wierzchołek góry lodowej

– powiedział Rob Lucas, skarbnik rządu Australii Południowej.

Niestety należy przyznać, że temat Armstronga stał się oczywistym przykładem walki politycznej. Obecnie południowym stanem rządzą bowiem politycy Liberalnej Partii Australii, czyli obozu centro-prawicowego. Opublikowanie danych odnośnie “pensji zaproszeniowej” dla Armstronga to kolejne działo, skierowane wobec opozycyjnej, centro-lewicowej partii pracy, która wcześniej decydowała o losach Adelajdy i okolic.