fot. Gent-Wevelgem

Już w niedzielę 31 marca zostanie rozegrany wyścig Gent-Wevelgem, który rozkręca kampanię wiosennych klasyków brukowanych, dając nadzieję na zwycięstwo sprinterom. Po ubiegłorocznej edycji płakał zawiedziony przegraną Elia Viviani, a czy tym razem ten flamandzki klasyk spowoduje u któregoś z kolarzy słone łzy zawodu i smutku? Będzie się działo także u pań. 

Pierwsza edycja wyścigu z Gent do Wevelgem odbyła się w 1934 roku. Zwycięzcą został belgijski kolarz Gustave Van Belle. W pierwszych trzydziestu pięciu edycjach tylko dwóch zwycięzców nie pochodziło z kraju frytek z majonezem. 

Sześciu kolarzy zwyciężało w tym wyścigu trzykrotnie – Robert Van Eenaeme, Rik Van Looy, Eddy Merckx oraz Tom Boonen (to Belgowie), a Peter Sagan i Mario Cipollini to kolarze innych narodowości niż gospodarze. Jeśli więc mistrzowi Słowacji udałoby się wpisać na swoje konto czwarty triumf, to zostanie najbardziej utytułowanym kolarzem w wyścigu z Gandawy do Wevelgem – najdłuższego poza monumentami belgijskiego klasyku. 

W ubiegłym roku Peter Sagan (BORA-hansgrohe), pokonał na finiszu z peletonu Elię Vivianiego (Deceuninck – Quick Step) i Arnaud Demare’a (Groupama-FDJ), powodując u Włocha płacz. 

Tak zwaną zabawę rozpoczął Philippe Gilbert, który odjechał od peletonu na stromym podjeździe Kemmelberg. Za tym wzniesieniem grupa z Gilbertem i Peterem Saganem dogoniła pozostałych z ucieczki Juliena Vermote’a oraz Jelle Wallaysa i utworzyła się około trzydziestoosobowa czołówka. 

Na rzecz jej zlikwidowania na czele peletonu pracowały drużyny Roompot i Quick-Step. Udało im się dogonić harcowników, ale końcowy sprint nie potoczył się – jak wspomniano wyżej – pomyślnie dla Elii Vivianiego, który został nieco zablokowany i za późno zaczął finiszować. 

Trasa tegorocznej edycji prowadzi z Deinze (nieopodal Gent, po polsku Gandawa) do Wevelgem. Do pokonania będzie 251,5 km, dziesięć tak zwanych „bergów” i odcinki szutrowe, po raz pierwszy dodane do trasy w 2017 roku. Ostatni z brukowanych podjazdów – Kemmelberg – znajduje się na 217. kilometrze. W związku z tym zwycięski sprinter, tudzież szybki kolarz, musi przetrwać podjazdy, albo też stracić na tyle mało, aby na ostatnich płaskich 35 km zdołać wrócić do czołówki.

Na starcie zamelduje się czterech Polaków: Maciej Bodnar (BORA-hansgrohe), Paweł Bernas, Szymon Sajnok i Łukasz Wiśniowski (CCC Team). Dla “Berniego”, jak sam pisał w mediach społecznościowych, jest to jak dotychczas najbardziej prestiżowy wyścig w karierze.  

Jeśli idzie o faworytów, to wydaje się, że mianem „głównych” można określić tych, którzy dobrze spisywali się w Mediolan-San Remo i E3 BinckBank Tour. Na liście tej z pewnością znajdują się: Oliver Naesen (AG2R), Greg Van Avermaet (CCC Team), Wout Van Aert (Jumbo-Visma), Peter Sagan (BORA-hansgrohe) i Elia Viviani (Deceuninck-Quick Step). 

Prognozowane są opady deszczu, które na papierze wydają się faworyzować Van Aerta, drugiego w E3. Z taką pogodą, iście domową, mogą poradzić sobie również Naesen i Van Avermaet. Tymczasem sytuowanie w gronie głównych faworytów Sagana może wzbudzać wątpliwości, ale przecież lidera BORA-hansgrohe nigdy nie można skreślać, zwłaszcza że sam powtarza, że jego forma z dnia na dzień staje się coraz lepsza, a na zaprzepaszczenie jego szans w E3 wpłynął m.in. defekt roweru. Ponadto ochotę na rewanż z pewnością ma Viviani, podbudowany tegorocznymi zwycięstwami i mądrzejszy o rok ścigania na najwyższym poziomie. A może tak tym razem to mistrz Włoch wystawi koło mistrzowi Słowacji, który się popłacze? Bardziej prawdopodobne jest to pierwsze.

Poza „żelazną” piątką jest jeszcze szereg mocnych lub/i utytułowanych kolarzy, którzy mogą sprawić swoistą niespodziankę, zwłaszcza jeśli o losach wyścigu rozstrzygnie solowy atak lub finisz z kilkuosobowej grupy. Mitchelton-Scott ma Matteo Trentina (którego ewentualnego zwycięstwa skądinąd nie można by nazwać zaskoczeniem), Bahrain-Merida wszechstronnego Mateja Mohorica i solidnego Sony’ego Colbrelliego, Trek-Segafredo byłego triumfatora Paryż-Roubaix Johna Degenkolba, Team Sky doświadczonych Luke’a Rowe’a i Iana Stannarda, a potrzebująca od zaraz punktów UCI Dimension Data Edvalda Boassona Hagena. No i jest jeszcze Niki Terpstra, choć w tym roku reprezentując barwy prokontynentalnej Direct Energie nie może liczyć na taką pomoc kolegów jak chociażby Zdenek Stybar.

Transmisję telewizyjną przeprowadzi pierwszy kanał polskiego Eurosportu w godz. 14:30-17:30.

Wyścig kobiet

Od 2012 roku odbywa się także wyścig Gent-Wevelgem dla kobiet. Pierwszą edycję wygrała Lizzie Deignan, a ostatnią obecna mistrzyni Europy Marta Bastianelli. Obrończyni tytułu pojawi się na starcie, ale zabraknie Brytyjki, która niedawno wznowiła treningi po urodzeniu dziecka. 

Pomimo to obsada tegorocznej edycji imponuje. Poza obrończynią tytułu na starcie pojawi się zwyciężczyni z 2017 roku Lotta Lepisto (Trek-Segafredo), zawsze znakomita Marianne Vos (CCC-Liv), świetna sprinterka Julien d’Hoore (Boels-Dolmans) czy duet Team Sunweb Lucinda Brand i Coryn Riviera.  

W wyścigu wystartują cztery Polki: Katarzyna Pawłowska (Team Virtu Cycling), Marta Lach (CCC Team), Katarzyna Niewiadoma (Canyon-SRAM) oraz Małgorzata Jasińska (Movistar). 

Panie będą miały do przejechania 137 kilometrów, a do pokonania sześć brukowanych podjazdów – po dwa razy będą podjeżdżały pod Baneberg, Monteberg i Kemmelberg.

Transmisję z wyścigu kobiet będzie można oglądać on-line w godzinach od 11:00 do 14:30. Linków należy szukać na oficjalnych kanałach społecznościowych wyścigu oraz na oficjalnej stronie internetowej. Bezpośrednią relację z wyścigu będzie można śledzić od 12:00 w usłudze Eurosport Player, a retransmisja na kanale Eurosport 1 zaplanowana jest po wyścigu mężczyzn.