fot. Omloop Het Nieuwblad

Od rozpoczęcia kolejnego sezonu szosowego upłynęło już półtora miesiąca. Poznaliśmy wszystkich jego aktorów, byliśmy świadkami pierwszych pojedynków w górach i na rantach. Jednak wszystkie te emocje, nieco rozmyte, przypominały stopniowe przebudzanie się z zimowego snu. Dopiero teraz, dość wyjątkowo w pierwszy weekend marca, wstrzymujemy oddech. Omloop Het Nieuwsblad jest dla Belgów tym, czym dla Słowian było niegdyś topienie marzanny – powitaniem wiosny. I podobnie jak pierwsza pora roku w jej symbolicznym rozumieniu, jest prawdziwym początkiem.

Omloop Het Nieuwsblad jest znakiem, że kolarstwo szosowe powraca do swojej kolebki. Jest nie tylko pierwszym wyścigiem europejskiego kalendarza o doniosłym znaczeniu historycznym, ale także początkiem najbardziej wyjątkowej części sezonu – sezonu belgijskich klasyków.

Postępująca globalizacja oznacza, że zawodnicy mogą cieszyć się styczniowym słońcem i doskonałymi warunkami zakwaterowania oferowanymi w innych szerokościach geograficznych, jednak wraz z przełomem lutego i marca zdawkowe wypowiedzi o stopniowym budowaniu formy odchodzą w niepamięć. Dla specjalistów od wyścigów klasycznych gra o prawdziwą stawkę rozpoczyna się już teraz. Dla liderów na klasyfikację generalną największych wyścigów etapowych zaledwie nieco ponad tydzień później, kiedy jak zwykle równolegle rozegrane zostaną Paris-Nice i Tirreno-Adriatico. Jeśli pierwsze tygodnie sezonu zdają się upływać w nieco sennej atmosferze, Omloop Het Nieuwsblad naznacza ten szczególny dzień, od którego kolarski cyrk zaczyna kręcić się w absolutnie zawrotnym tempie.

I o ile wiosna jest najpiękniejszą porą roku kalendarza wyścigów szosowych, jest też zdecydowanie najkrótszą z nich, a marzec zawsze wydaje się być najkrótszym miesiącem. Przez kolejnych sześć tygodni peleton niezliczoną ilość razy przemierzy Flandrię wzdłuż i wszerz, wielokrotnie pokonując najbardziej znane hellingen i odcinki bruków. Większości z nich nie przyjdzie nam zobaczyć ani razu przez pozostałą część roku, jednak w ciągu tych czterdziestu dni będą one areną najbardziej epickich pojedynków i najbardziej dotkliwych porażek, a północ Belgii stanie się naszym drugim domem. Będziemy świadkami kolejnej odsłony dwójkowej rywalizacji zawodników, którzy nawiązując do najlepszych tradycji wyrastają poziomem ponad resztę specjalistów od wyścigów klasycznych, decydując w którym miejscu odegrany zostanie finałowy akord. Będziemy się też zastanawiać, którzy spośród nieco mniej doświadczonych i utytułowanych pretendentów zdołają uszczknąć dla siebie nieco czasu antenowego. Zanim jednak do tego wszystkiego dojdzie, a belgijskie piwo zacznie płynąć wartkim strumieniem, rozpoczniemy już jutro, w miejscu doskonale znanym, by skończyć… cóż, zupełnie gdzieś indziej.

Jeszcze do niedawna prawdą było, że trasa Omloop Het Nieuwsblad podlegała z sezonu na sezon wyłącznie kosmetycznym zmianom, mając początek w pięknej Gandawie i tam też znajdując swój kres – oczywiście po wykreśleniu wielu krzywych i elips wzdłuż i wszerz Flandrii. Trasa ta, choć niepozbawiona była bardzo charakterystycznych dla siebie punktów, nie miała tego jednego, z góry naznaczonego jako miejsce ataku faworytów podjazdu. Sprawiało to, że możliwych do wprowadzenia w życie było wiele alternatywnych wariantów taktycznych, przebieg rywalizacji był trudny do kontrolowania, a pretendenci do tytułu musieli stale zachowywać czujność, spodziewając się decydujących ataków już 50-60 kilometrów od linii mety. Omloop Het Nieuwsblad częstokroć nie był imprezą wygrywaną przez najsilniejszych kolarzy wyścigu, jednak charakteryzował się ekscytującą rozgrywką i generował niespodziewane rezultaty – jak przystało na otwierającą sezon wyścigów klasycznych imprezę.

Wszystko to miało znaleźć swój kres przed rokiem, kiedy to organizatorzy Omloop Het Nieuwsblad postanowili poświęcić ten bardzo pożądany element chaosu na rzecz posiadania “flagowego” hellingen, co wydawało się naturalną konsekwencją przearanżowania finałowej części trasy i włączenia w nią przesławnego Muur-Kapelmuur. Wyścig porzucił też przesławny Taaienberg, całkiem jakby ten stromy podjazd, który tak często przyczyniał się do porwania peletonu na strzępy wiele kilometrów od linii mety, stracił swoje miejsce w zawodowym kolarstwie wraz z odejściem Toma Boonena.

Czy tak wyraźne zaznaczenie głównego akcentu i umieszczenie go relatywnie blisko linii mety rzeczywiście przełożyło się na bardziej zachowawczy wyścig? Omloop Het Nieuwsblad – tak, jak ma to w zwyczaju, wygenerował pewne niespodzianki, jednak były to niespodzianki z gatunku tych łatwych do przewidzenia. I jeśli tak postawiona sprawa wydaje się nie mieć sensu, już spieszę z wyjaśnieniami: skład na podium był jak najbardziej zaskakujący (tzn. nie wygrał żaden z murowanych faworytów), jednak był on efektem wejścia w życie scenariusza, który wydawał się najbardziej prawdopodobny.

A ponieważ finał tegorocznej edycji pierwszego belgijskiego klasyku sezonu, choć w samej końcówce zmieniony, rozegra się na tych samych hellingen, można się spodziewać, że cały wyścig będzie mieć podobny charakter. Jak dokładnie będzie wyglądać trasa 74. edycji Omloop Het Nieuwsblad?

Wyścig o łącznej długości 200 kilometrów tradycyjnie rozpocznie się w centrum Gandawy. Po wyjeździe z miasta peleton jak zwykle uda się na południowy-wschód, by po wstępnym zaprzyjaźnieniu się z bocznym wiatrem pierwsze przeszkody na trasie napotkać relatywnie wcześnie, bo już po pokonaniu niespełna 40 kilometrów. Jako pierwszy pokonany zostanie zazwyczaj inaugurujący tę fazę rywalizacji brukowany Haaghoek, w krótkiej sekwencji z pierwszym przejazdem przez Leberg.

Środkowa część trasy, od której rozpocznie się przekaz telewizyjny, została chyba najbardziej odmieniona w stosunku do zeszłorocznej edycji, zamiast chaotycznego zygzaka zataczając nieco bardziej obłe pętle w zachodniej części Flandrii. Nie zmienia to jednak faktu, że otworzy je tercet bardzo charakterystycznych dla Omloop Het Nieuwsblad podjazdów: Den Ast, Holleweg i Katteberg, po których sekwencja Haaghoek-Leberg pokonana zostanie po raz drugi. Ta część rywalizacji, która co prawda najprawdopodobniej zwycięzcy nie wskaże, jednak wyśle pierwsze sygnały na temat tych zawodników, którym może zabraknąć formy na wielki finał, zakończy się przejazdem przez Rekelberg i Valkenberg.

Kiedy peleton dotrze do podnóża Wolvenbergu, powinno zrobić się naprawdę gorąco. Chociaż ten podjazd od przesławnego Molenbergu dzieli ponad 13 kilometrów, urozmaicone zostaną one dwoma brukowanymi odcinkami na Ruiterstraat i Kerkgate. I to wszystko wydaje się jedynie rozgrzewką przed Niesamowitą sekwencją Leberg-Berendries-Elverenberg-Vossenhol na której, jeśli w ogóle do tego dojdzie, może oderwać się bardzo wyselekcjonowana grupa z przyszłym zwycięzcą w składzie.

Wielki finał, podobnie jak przed rokiem, rozegra się na legendarnym Muur van Geraardsbergen w sekwencji z nie mniej skutecznym w odbieraniu sił Bosbergiem, który od linii mety w Ninove dzielić będzie 13 kilometrów.

Nowa końcówka Omloop Het Nieuwsblad, w stosunku do tych z lat ubiegłych, jest znacznie bardziej techniczna, z uwagi na kilka zakrętów umiejscowionych blisko mety. Powinno to sprawić, że w przypadku finiszu zarówno z dużej, jak i kilkuosobowej grupy, kluczowe będą walka o pozycje i umiejętności taktyczne.

W kontekście prognozy pogody, która historycznie potrafiła płatać w tym wyścigu niemałe figle, przepowiadane są bardzo optymalne w odniesieniu do rywalizacji na rowerze temperatury (12-13 stopni), przelotne opady i wiatr w plecy w decydującej części rywalizacji.

Myśląc o północnych klasykach, mamy za sobą dwa bardzo różne sezony. Przed dwoma laty rywalizację zdominowały pojedynki Grega Van Avermaeta (CCC Team) z Peterem Saganem (Bora-hansgrohe), podczas gdy w zeszłym roku jedna drużyna (wówczas pod szyldem Quick-Step Floors) ze sprawą absolutnie drużynowego wysiłku i z delikatnym wskazaniem na Nikiego Terpstrę jako najbardziej skutecznego z nich.

Jak siły rozłożą się tym razem?

Przed rozegraniem Omloop Het Nieuwsblad jak zwykle trudno wyrokować, jednak nieobecność Petera Sagana jest faktem, co automatycznie otwiera wyścig na inne scenariusze.

Z wypowiedzi wspomnianego wcześniej Van Avermaeta jasno wynika, że największe cele są jeszcze dość odległe. Podobnie sprawa może się mieć w odniesieniu do szczytu formy utytułowanego Belga, jednak doskonale pamiętamy, że podczas jego fenomenalnej wiosny 2017 nie było złego wyścigu, dnia ani godziny, by zwyciężać. Jeśli więc tylko noga dopisze, najprawdopodobniej spróbuje wykorzystać pierwszą okazję na rozpoczęcie budowania bezcennej pewności siebie. Dla nas obecność Łukasza Wiśniowskiego, który przed rokiem zajął w wyścigu znakomite drugie miejsce, u boku Van Avermaeta, będzie dodatkowym smaczkiem.

Drużyna Deceuninck – Quick-Step rozpocznie jak na swoje standardy skromnie, bo z zaledwie pięcioma potencjalnymi zwycięzcami w składzie, jednak na inaugurują sezon wyścigów klasycznych imprezę i to może wystarczyć. Nominalnym liderem będzie wchodzący w swoje najlepsze lata Yves Lampaert, jednak jeśli okoliczności ułożą się korzystniej dla któregokolwiek z czwórki Zdenek Stybar, Florian Senechal, Philippe Gilbert i Bob Jungels, nie będzie się on oglądał na 27-latka.

Tytułu bronić będzie Michael Valgren, teraz jako lider Dimension Data, i nie ulega wątpliwości, że sympatyczny Duńczyk ma wszelkie predyspozycje, by świetnie sprawdzać się w północnych klasykach. Poważnym problemem może okazać się jednak fakt, że największe zwycięstwa 27-latek odnosił dotąd wykorzystując impas pomiędzy głównymi faworytami. Czy będzie w stanie wykorzystać swój świetny zmysł taktyczny, podobnie jak oni znajdując się na świeczniku?

Pośród pretendentów do tytułu w jutrzejszym wyścigu jednym z najczęściej wymienianych nazwisk jest zazwyczaj imponująco silny podczas otwierającego sezon wyścigów klasycznych weekendu, lecz rzadko zwycięski Sep Vanmarcke (EF Education First), a obok niego Oliver Naesen (Ag2r-La Mondiale), Tiesj Benoot (Lotto Soudal), Tim Wellens (Lotto Soudal), Niki Terpstra (Direct Energie),  Jesper Stuyven (Trek-Segafredo), Alexey Lutsenko (Astana) i Luke Rowe (Team Sky).

Na sprinterski finisz z mniejszej grupy lub peletonu liczyć będą fenomenalnie dysponowany Matteo Trentin (Mitchelton-Scott) oraz Pascal Ackermann (Bora-hansgrohe), Michael Matthews (Team Sunweb) i Sonny Colbrelli (Bahrain Merida), podczas gdy w kategorii dorastającej młodzieży wszystkie oczy zwrócone będą na ścigającego się w barwach Team Jumbo-Visma Wouta Van Aerta.

Wyścig Omloop Het Nieuwsblad 2019 rozegrany zostanie w sobotę, 2 marca.

Relację na żywo będzie można śledzić na antenie stacji Eurosport 2 od godz. 14:15.