fot. Trek-Segafredo / Getty Images

Richie Porte, który od bieżącego sezonu ściga się w barwach drużyny Trek-Segafredo, powiedział w wywiadzie dla australijskiej gazety “The Examiner”, że wyścig Tour de France nie jest dla jego nowego pracodawcy najważniejszy, oraz że liczy na nieco luźniejsze podejście wobec jego osoby. 

Porte rozpoczął sezon – już tradycyjnie chciałoby się powiedzieć – od zwycięstwa na Willunga Hill – podjeździe wyścigu Tour Down Under. Jest to już jego szósty triumf na tej górze, który pozwala z optymizmem patrzeć na dalsze starty.

Nowy kolarz Trek-Segafredo ma nadzieję, że Luca Guercilena i spółka będą wywierali na nim mniejszą presję niż poprzedni pracodawcy, co w rzeczywistości oznacza, że nie chciałby być oceniany tylko i wyłącznie przez pryzmat Touru.

W przeszłości byłem bliski dołączenia do tej drużyny kilkakrotnie. Odczuwam dzięki temu na sobie mniejszą presję. Tour nie jest powodem, dla którego Trek-Segafredo mnie zakontraktowała. Można tam pojechać, mieć kraksę i twój sezon jest uznawany za katastrofę, ale w rzeczywistości tak nie jest. Jeśli wygrasz inne wyścigi, wciąż możesz powiedzieć, że miałeś dobry rok

– powiedział Porte.

Tasmańczyk od kilku lat jest uznawany – zarówno przez dyrektorów sportowych drużyn, jak i ekspertów – za kandydata do zwycięstwa w wielkim tourze. Mimo to wciąż nie udało mu się tego osiągnąć – jego najlepsza lokata w klasyfikacji generalnej Tour de France to piąte miejsce w 2016 roku. W latach 2016-2017 z powodu kraks Porte zmuszony był opuszczać Wielką Pętlę.

34-latek wyraził nadzieję, iż końca dobiegło jego pasmo pecha i zapowiedział, że chce się ścigać przynajmniej przez cztery kolejne lata.

Prawdopodobnie będę to [uprawiał kolarstwo] jeszcze przez cztery lata, do 37. roku życia. Jednak będę się nad tym szczegółowo zastanawiał, gdy dostanę oferty kontraktu. To nie jest zła praca – ma swoje zalety

– zakończył Richie Porte.