fot. UCI

Holenderka Anna Van der Breggen została pierwszym kolarzem w historii, który zdobył mistrzostwo świata w kolarstwie szosowym na rowerze wyposażonym w hamulce tarczowe. Wydaje się to być krokiem milowym w używaniu tego typu systemu hamowania.

Licząca czterdzieści trzy kilometry samotna ucieczka Anny van der Breggen pozwoliła każdemu dokładnie obejrzeć jej rower. Tym, co rzuciło się w oczy były hamulce tarczowe. Ostatecznie kolarka Boels-Dolmans zdobyła tytuł mistrzyni świata z wynoszącą prawie cztery minuty przewagą nad drugą Australijką Amandą Spratt.

Na pierwszy rzut oka wyposażenie roweru, który miał ścigać się po górskiej trasie w Innsbrucku w hamulce tarczowe jest nie najlepszym rozwiązaniem, ponieważ taki system hamowania uchodził do niedawna za niekorzystny dla wagi dwóch kółek (tarcze plus system hydrauliczny ważą więcej). Wygląda jednak na to, że argument ten można już włożyć do szuflady.

Mało tego, “tarczówki” mogły dać Annie van der Breggen przewagę na długim i wietrznym zjeździe. W przeciwieństwie do hamulców obręczowych, te pozwalają później hamować w zakrętach, a co za tym idzie pokonywać je agresywniej.

Przypomnijmy, że pierwsze zwycięstwo na rowerze z hamulcami tarczowymi w posiadającym rangę UCI wyścigu odniósł Tom Boonen – było to w Vuelta a San Juan 2017. Następnie pierwszy etap w Tour de France na “tarczówkach” wygrał Marcel Kittel.

W kobiecym peletonie obok drużyny Boels-Dolmans z tarczowego systemu hamowania korzysta drużyna Kasi Niewiadomej – Canyon-SRAM. U panów zaś cały sezon z “tarczówkami” spędziła ekipa Trek-Segafredo.