fot. UCI

Zwycięstwem Marca Hirschiego (Szwajcaria) zakończył się wyścig ze startu wspólnego orlików w ramach mistrzostw świata w Innsbrucku. Podium uzupełnili Bjorg Lambrecht (Belgia) i Jaakko Hanninen (Finlandia).

Wyścig młodzieżowców, zgodnie z zapowiedziami, nie należał do najłatwiejszych. Kolarze mieli do przejechania prawie 180 kilometrów, w tym aż cztery rundy w Innsbrucku z podjazdem pod wzgórze olimpijskie.

Już na kilometrze zero miejsce miały pierwsze akcje. Zawodnikiem, który szybko oderwał się od peletonu był Szymon Tracz (Polska), który zdołał zdobyć około minutową przewagę. Kilka kilometrów później pogonić za nim postanowili Izidor Penko (Słowenia) oraz Nickolas Zukovsky (Kanada). Silny duet ostatecznie dojechał do prowadzącego Polaka i razem z nim zbudował około trzyminutową przewagę nad peletonem prowadzonym przez Irlandczyków.

Jak można było się spodziewać, poważniejsze ściganie zaczęło się od podjazdu pod Gnadenwald. Tam najpierw podzieliła się ucieczka, z której odpali Penko i Tracz. W peletonie za to mocniejsze tempo podyktowali Duńczycy oraz Kolumbijczycy, którzy nieco uszczuplili grupę zasadniczą. Selekcja nie była jednak wielka.

Zabawa rozpoczęła się na dobre od pierwszego podjazdu pod Wzgórze Olimpijskie. Tam, po kilku kilometrach podkręcania tempa, skakać próbował m.in. Mikkel Bjerg (Dania), co bardzo mocno poszarpało peleton. Niestety, z Polaków, w pierwszej grupie (prowadzący Kanadyjczyk został oczywiście doścignięty) utrzymywał się jedynie Kamil Małecki.

Drugi podjazd na rundzie ponownie wprowadził spore zamieszanie. Wówczas od samego dołu mocne tempo narzucili Rosjanie i Begowie, co bardzo mocno naciągnęło kilkudziesięcioosobowy peleton. Co ciekawe, na bardziej stromym odcinku przed miejscowością Lans ponownie mocniej pociągnął Bjerg. Po chwili do mistrza świata na czas doskoczyło kilku innych, mocnych kolarzy, lecz to nie spodobało się Belgom, którzy ponownie podkręcili tempo. Niestety, tym razem nie wytrzymał go także Kamil Małecki. Co ważne, kiedy ucieczka została złapana, tempo nieco spadło, co pozwoliło niektórym kolarzom, w tym Polakowi, nawiązać ponownie kontakt z grupą zasadniczą.

Dość nieoczekiwanie, na trudnym, technicznym zjeździe za Bergisel doszło do niespodziewanego ataku. Wówczas drużynową akcję rozpoczęli Szwajcarzy (Ruegg, Muller, Hirschi, Mader), z którymi utrzymali się Neilsson Powless (USA), Mark Padun (Ukraina) oraz Mikkel Honore (Dania). Co prawda przewaga siedmioosobowej grupki nie była zbyt duża, lecz peleton prowadzony przez Rosjan nie do końca wiedział co ma robić.

Jak można było się spodziewać, tempo na trzecim okrążeniu było więcej niż wysokie. To oczywiście spowodowało kolejne przetasowania. Przede wszystkim, z ucieczki zaatakować spróbował Mark Padun, za którym skoczył Patrick Muller. Oczywiście także w peletonie działo się wiele. Najważniejsze były jednak potężne problemy Ivana Sosy, który stracił jakiekolwiek szanse na dobry wynik. Co więcej, w końcówce podjazdu bardzo mocne tempo narzucili Belgowie, którzy zupełnie rozerwali peleton, dochodząc grupę Hirschiego i Madera, powiększając ją do około 15 zawodników.

Kiedy tylko rozpoczął się zjazd, za plecami liderującej dwójki znów zrobiło się ciekawie. Na skok zdecydowali się Mader i Eddy Dunbar (Irlandia), którzy utrzymywali bardzo niewielką stratę. Za pogoń odpowiedzialny był bowiem jedynie Dunbar, gdyż jego towarzysz nie chciał gonić kolegi. Liczący 23 zawodników peleton tracił do czołówki ponad pół minuty. Wówczas stało się jasne, że wszystko rozstrzygnie się na ostatniej rundzie.

W pierwszej części podjazdu do Parku Olimpijskiego wprowadził już istotną zmianę. Bardzo dobrze współpracujący duet Muller – Padun zdołał utrzymać przewagę nad peletonikiem prowadzonym przez Belgów, który zdołał doścignąć duet Dunbar – Mader. To jednak oznaczało, że w ciągu kilku następnych minut może być jeszcze ciekawiej.

Jak można było się spodziewać, po dojściu harcowników, na trudniejszym odcinku zaatakował Bjorg Lambrecht (Belgia), którego koło utrzymali jedynie Jaakko Hanninen (Finlandia) oraz Marc Hirschi. Kilka metrów z tyłu trzymał się jeszcze Mark Padun, który jednak z każdą minutą tracił coraz więcej.

Ostatecznie na szczyt Wzgórza Olimpijskiego jako pierwsza wjechała trójka Lambrecht – Hanninen – Hirschi i wiele wskazywało, że to między nimi rozegra się walka o tytuł. Około 20 sekund za nimi, do samotnego Paduna doszedł Gino Mader. Kolejna grupka, z Tadejem Pogacarem, traciła już pół minuty do czołówki.

Dość niespodziewanie, najszybszy z prowadzącej trójki Hirschi zdecydował się na atak już na zjeździe, zyskując około 10 sekund przewagi. Jak się okazało, to wystarczyło, by sięgnąć w pięknym stylu po tytuł mistrza świata. Drugie miejsce zajął Lambrecht, a trzecie Hanninen.

wyniki – tutaj