fot. Marek Bala /naszosie.pl

Po tym, jak rywalizację zakończyli Maciej Bodnar i Michał Kwiatkowski, wszyscy zaczęli się emocjonować walką o złoty medal. Gdy Rohan Dennis dojechał do mety ze znakomitym czasem, a Tom Dumoulin okazywał oznaki słabości, było jasne, że nowy właściciel tęczowej koszulki jest znany. Podium uzupełnił dwukrotny mistrz Europy – Victor Campenaerts. 

Rohan Dennis podporządkował temu wyścigowi wiele. Był solidny i powtarzalny od początku sezonu, a tuż przed mistrzostwami świata podniósł swoje morale dwoma zwycięstwami w hiszpańskiej Vuelcie i czerwoną koszulką. Dziś potwierdził, że zniósł presję, którą najbardziej nałożył na siebie chyba on sam.

To spełnienie moich marzeń, nigdy nie zdobyłem tytułu mistrza świata w żadnej kategorii wiekowej, więc naprawdę nie wiem, co powiedzieć – tak Dennis odpowiedział na pytanie, a raczej stwierdzenie dziennikarza, że w końcu ominął go jakikolwiek pech. Z samochodu mówił do mnie przez radio Brad McGee [były kolarz szosowy i torowy, specjalizował się w jeździe na czas – przyp. M.W.] i dał mi dawkę pewności siebie, gdy na szczycie góry [Gnadenwald] powiedział mi, że mam minutę przewagi. Przez chwilę rozważałem nawet, aby świętować, ale wstrzymałem się, bo przecież nigdy nie można być pewnym zwycięstwa, dopóki nie przekroczy się linii mety.

Tom Dumoulin przyszedł na konferencję prasową lekko spóźniony i wciąż jeszcze jedzący zapewne jakąś przekąskę, by uzupełnić cukier. Zajął miejsce, nalał sobie wody i po chwili doczekał się pierwszych pytań, na które odpowiadał przepełniony rozczarowaniem.

Przyjechałem tu po to, by ponownie zostać mistrzem świata w jeździe indywidualnej na czas, ale dziś to był teatr jednego aktora. Złapały mnie skurcze i nie byłem w stanie zrobić nic więcej. Ale to minie w ciągu kilku dni i będę gotowy na wyścig ze startu wspólnego, do którego przystąpię z czystą głową

– powiedział Tom Dumoulin.

Najmniej słów popłynęło z ust Victora Campenaertsa – pewnie przede wszystkim za sprawą tego, że uwaga dziennikarzy skupiła się na złotym i srebrnym medaliście. Belg był w dobrym humorze i wyraził zadowolenie ze swojego wyniku, a w dodatku wysłuchał komplementów od rywali, którzy nie byli zdziwieni jego obecnością na podium.

Nie spodziewałem się tego. Czuję się, jakbym wygrał, ponieważ to trzecie miejsce jest najwyższym, w jakie celowałem. Wiedziałem, że na tej trasie Tom Dumoulin i Rohan Dennis pojadą fantastycznie

– powiedział Victor Campenaerts.

Jednym z ostatnich zadanych pytań było to skierowane do wszystkich medalistów o najlepszy moment tego sezonu. Spróbują Państwo zgadywać? Dennis najmilej wspomina różową koszulkę lidera Giro d`Italia, Dumoulin drugie miejsce w Tour de France, a Campenaerts trzecie miejsce na etapie Giro w Jerozolimie, gdzie również uległ Australijczykowi i Holendrowi, z tym, że w innej kolejności. W odpowiedziach panowie mogli zawrzeć wszystkie wyścigi oprócz dzisiejszego.

Z Innsbrucka Marta Wiśniewska