fot. ASO/Pauline Ballet

Choć sezon 2018 jeszcze się nie skończył, Rafał Majka może być nieco rozczarowany swoją postawą w najważniejszych wyścigach w sezonie. Także my jesteśmy z tego powodu zasmuceni, gdyż świetny polski kolarz przestaje przypominać samego siebie.

Choć się tego nie spodziewaliśmy, z dużą nostalgią zaczynamy wspominać największe sukcesy Rafała Majki, takie jak ukończenie Vuelta a Espana na podium, wygranie trzech etapów Tour de France, czy dwukrotne zgarnięcie koszulki w grochy. Momentami wydaje się, że mieliśmy wówczas do czynienia z zupełnie innym kolarzem, który nawet z problemami jest w stanie powalczyć o najwyższe cele.

Razem z jego przejściem do ekipy BORA – hansgrohe wierzyliśmy, że pozycja absolutnego numer 1, jeśli chodzi o wyścigi etapowe, pomoże mu dalej się rozwijać. Niestety, po dość obiecującym początku i późniejszym w zwycięstwie w Tour de Slovenie, wszystko zaczęło się sypać.

Wydaje się, że momentem przełomu był upadek podczas Tour de France. Od tej pory, nie licząc Tour de Pologne, nic nie szło po myśli Rafała. Wiosna tego roku była, co by nie mówić, średnia. Przed Tour de France wydawało się, że jest w porządku. Później jednak Alpy zweryfikowały wszystko. Teraz, na Vuelcie, Zgredowi ponownie zabrakło mocy, przez co przegrywał on na górskich etapach z zawodnik pozornie słabszymi, takimi jak Oscar Rodriguez czy Dylan Teuns.

Już podczas Wielkiej Pętli mówiło się, że najprawdopodobniej Patxi Vila totalnie przestrzelił program treningowy zarówno Rafała, jak i Pawła Poljańskiego. Przez to obaj, przez cały sezon, jeżdżą dużo gorzej, niż ich stać, co pokazywali m.in. w ekipie Tinkoff.

No właśnie, wywołany został Patxi Vila. Trener, którego dość miał już sam Peter Sagan (co okazało się szansą dla Sylwestra Szmyda). Teraz, po tak ciężkim dla Rafała roku pojawia się pytanie, czy to odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku? Zawodnicy BORY, oprócz Sagana, nie wyglądają na szybko się rozwijających. Gregor Muhlberger czy Patrick Konrad co prawda poprawiają swoje wyniki, lecz wciąż są daleko os ścisłej czołówki.

Niestety (tak, niestety), Rafał przedłużył kontrakt z ekipą BORA – hansgrohe na kolejne dwa lata. Przez to, będzie wręcz zmuszony do dalszej współpracy z Villą w najważniejszym momencie swojej kariery. Teraz bowiem zadecyduje się, czy podium Vuelty pozostanie jego najlepszym wynikiem w karierze. Przykro nam to mówić, ale nie wróżymy polsko-hiszpańskiemu duetowi wielkich sukcesów i to nie ze względu na brak wiary w Rafała. Po prostu jeden z najlepszych polskich kolarzy w historii zaczyna się marnować.

Oczywiście jest w tym wszystkim też druga strona medalu. Choć uwielbiamy Zgreda całym swoim sercem, odnosimy czasem wrażenie, że wciąż brakuje mu nutki instynktu, którą ma choćby Michał Kwiatkowski. Przez to, nawet jadąc bardzo mocno, Rafał potrafi przegrać etap taktycznie. Tutaj pojawia się też rola dyrektora sportowego. Niestety, kiedy brązowy medalista olimpijski z Rio nie ma w wozie technicznym odpowiedniego człowieka, zaczyna to sprawiać pewne problemy. To też jest powód, dla którego jego dalszy pobyt w ekipie BORA – hansgrohe zaczyna nas niepokoić.

Bardzo chcielibyśmy, by Rafał spróbował coś zmienić. Teraz przed nim bardzo trudny sezon 2019, kiedy skończy już 30 lat. Czy będzie w stanie nawiązać do swoich najlepszych czasów? Oby. Oby ze swoim sztabem zdołał zamknąć nam usta. Wierzymy.