Podobnie jak w ubiegłym roku, Dylan Teuns próbował zgubić wszystkich rywali na finałowym podjeździe do Orlego Gniazda. Dziś jednak nie udało mu się przekroczyć linii ety na pierwszej pozycji.

Jeszcze sezon temu, Dylan Teuns był prawdziwym objawieniem kolarskiego lata. Tym razem Belg startuje w Tour de Pologne jako obrońca tytułu, dlatego też na ostatnim podjeździe jego akcja musiała być nieco lepiej przygotowana.

Musiałem dziś poczekać nieco dłużej niż w ubiegłym roku, bo też sytuacja była nieco inna. Nogi miałem całkiem niezłe, a timingowo udało mi się wszystko rozegrać jak należy. Kwiatkowski był jednak za mocny, co udowodnił w końcówce. Może jednak ruszyłem ciut za wcześnie, albo ciut za późno? A może nie da się tu wygrać dwa razy z rzędu?

– powiedział.

Cały plan kolarza ekipy BMC wyszedłby wręcz perfekcyjnie, gdyby nie Michał Kwiatkowski. Belg jednak pośrednio zapewnia, że nie złożył jeszcze broni.

Od początku wiedzieliśmy, że Kwiatkowski jest mocny i można go nazwać faworytem. Wciąż jednak do zakończenia rywalizacji zostały trzy etapy, więc wszystko jest możliwe. Także jutro może coś się dziać, teraz każdy dzień będzie równie trudny

– dodał.

Cały czwarty etap Tour de Pologne 2018 był kontrolowany przez grupę Sky. Dla Teunsa i jego kompanów nie było to jednak żadnym zaskoczeniem.

Wiedzieliśmy, że Team Sky ma bardzo mocny zespół. To oni biorą na siebie ciężar kontrolowania każdego wyścigu wieloetapowego i nie inaczej jest też tutaj. Byliśmy praktycznie pewni, że dzisiejszy etap będzie tak wyglądał, więc moc Sky nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem

– zakończył.