fot. ASO/Alex Broadway

I takie kolarstwo chcemy oglądać zawsze! Siedemnasty etap teogorcznego Tour de France był jednym z ciekawszych, o ile nie najciekawszym. Działo się dużo, ataków nie brakowało, a zmiany w klasyfikacji generalnej mogą okazać się ważniejsze niż się wydaje. Czas na oceny.

Plusy:
Harder Better Faster Stronger
Bardzo krótki i szybki etap z Luchon na Col du Portet jak najbardziej zdał egzamin. Może i pierwsza góra nie wniosła wiele, lecz drugi i trzeci podjazd dnia były emocjonujące i naprawdę trudne. Z pewnością jest to świetna alternatywa dla odcinków, które przez ponad 100 kilometrów prowadzą po płaskim terenie, by zakończyć się kilkoma hopkami.

Condor powraca?
Chyba niewielu kibiców spodziewało się dziś takiej akcji Nairo Quintany. Kolumbijczyk był od pewnego czasu schowany i nie wystawiał nosa poza grupę faworytów. Dziś dobrze było go zobaczyć w akcji ofensywnej. Co prawda wyścig się już raczej dla niego skończył, lecz kto wie, może to on będzie zapalnikiem dużej akcji w czołówce na Col du Tourmalet? W końcu Roglic odpuścić go nie może…

Zjednoczeni, najsilniejsi
Dzisiejszy etap pokazał kto z zawodników znajdujących się w czołówce klasyfikacji generalnej naprawdę zasługuje na miejsce w topie. Nie da się ukryć, że najsilniejszy jest Geraint Thomas. Na ten moment, miejsca za nim zająć powinni jednak Tom Dumoulin i Primoz Roglic. Obaj są bowiem waleczni, jadą swój absolutny top, a przed nimi czasówka, na której mogą zmieść konkurencję. Ciekawe czy cokolwiek zmieni jeszcze etap do Laruns…

Do ostatniej kropli potu
Kiedy Rafał Majka zasługiwał na krytykę, można było to robić. Jeśli jednak dziś ktokolwiek powie, że lider BORA – hansgrohe pojechał kiepsko, będzie w bardzo dużym błędzie. Zgred próbował rozegrać wszystko idealnie, wykorzystując do tego najlepszego pomocnika. Bądź co bądź, zabrakło dziś naprawdę niewiele.

Minusy:
Koniec nadziei?
Thibaut Pinot nie wystartował, David Gaudu jeszcze za młody, a Romain Bardet, co by nie mówić, rozczarował. Przykro się dziś patrzyło na kolarza AG2R, który razem ze swoimi kolegami jest w tym roku zdecydowanie słabszy niż 365 dni temu. Jego ostatnią szansą na zaistnienie w wyścigu jest rozpętanie piekła na Col du Tourmalet, a osób mu wtórujących nie powinno zabraknąć.