fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Jedenasty etap Tour de France był jednym z najbardziej szalonych w ostatnich latach. Jak się jednak okazało, za wysokie tempo czołówki zapłaciło dwóch znakomitych sprinterów – Marcel Kittel i Mark Cavendish.

Nie od dziś wiadomo, że w wyścigach kolarskich obowiązuje czasowy limit. W zależności od poziomu trudności odcinka, organizatorzy ustalają pewien próg, którego przekroczenie jest jednoznaczne z dyskwalifikacją. Dziś dokonali tego Macel Kittel, Mark Cavendish i Mark Renshaw.

Od samego początku etapu było jasne, że wielokrotni zwycięzcy etapowi w Wielkiej Pętli będą mieli dziś niemałe problemy. Już pierwsza góra była bowiem dla nich zbyt trudna, a strata powiększająca się z każdym kilometrem nie zapowiadało pozytywnych zmian. Z utratą swoich zawodników pogodziły się nawet ekipy, które nie wysłały im jakiegokolwiek wsparcia. Mimo to, cała trójka postanowiła dojechać do mety. Cavendish zrobił to nawet godzinę po zwycięzcy.

Co ciekawe, o włos od wypadnięcia z wyścigu był też Rick Zabel. Młody Niemiec w samej końcówce starał się za wszelką cenę utrzymać w limicie, lecz zabrakło mu do tego pięciu sekund. Sędziowie postanowili jednak pozwolić mu kontynuować rywalizację. Dodatkowo działacze podczas oczekiwania na wszystkich zawodników decydowali się na wydłużenie limitu czasowego, gdyż w jego pierwotnych widełkach zmieściło się ledwie 89 kolarzy.