fot. ASO/Alex Broadway

Dopiero co byliśmy w Wandei, a tu już po brukach! Niesamowicie szybko minął pierwszy tydzień Tour de France, prawda? Czas na oceny.

Plusy:
Na zero, czy może na plus?
Na samym początku chcielibyśmy wysłać kilka ciepłych słów w kierunku Rafała Majki. Choć ekipa BORA – hansgrohe nie pojechała najlepszej drużynówki, były mistrz Polski jest wręcz w idealnej sytuacji przed decydującym o wszystkim wjeździe w góry. Szósta pozycja w generalce (czwarta wśród faworytów) zapewnia naprawdę wygodny start do pierwszego etapu w Alpach. Brawo Rafał, spisałeś się.

Wykorzystana szansa
Kiedy Greg van Avermaet przejmował prowadzenie w wyścigu po drużynówce w Cholet, praktycznie wszyscy spodziewali się utrzymania przez niego koszulki lidera aż do samego dnia przerwy. Stało się tak, jak powinno. Należy jednak przyznać, że Belg, będący nowym pracownikiem Dariusza Miłka, zrobił wszystko, by szczęściu pomóc, zawsze będąc tam, gdzie powinien.

Ustawione, lecz otwarte
Pierwszy tydzień Tour de France 2018 miał być niezwykle łatwy i spokojny. Jak się jednak okazało, płaskie etapy, z pomocą bruku, czasówki i kilku pagórków, zdołały bardzo ładnie ułożyć klasyfikację generalną, tworząc spore, choć nie bardzo duże różnice. Dzięki temu, przed górami wiemy kto musi atakować, a kto może się tylko bronić. W pewnym sensie wiemy czego się spodziewać, lecz jednocześnie może to urozmaicić trudne, alpejskie odcinki.

Minusy:
przewidywalni do bólu
Pierwszy tydzień Wielkiej Pętli stał pod znakiem odcinków sprinterskich. Niestety najszybsi kolarze w peletonie byli do tej pory przewidywalni do bólu. Jedynym zaskoczeniem były bowiem zwycięstwa Dylana Groenewegena, który i tak może mieć teraz problemy z kontynuowaniem jazdy. A szkoda.