fot. Movistar

Nairo Quintana niczym echo powtórzył ostatnie słowa Mikela Landy, że to nie strategia założona przed wyścigiem, a wyścig sam w sobie zdecyduje, kto będzie liderem Movistaru podczas Tour de France 2018.

Quintana w bardzo ładnym stylu zwyciężył na siódmym etapie Tour de Suisse – kilkakrotnie atakował oraz pracował w grupie, która oderwała się w wyniku akcji ofensywnych. Przed finałową jazdą indywidualną na czas w dalszym ciągu traci 17 sekund do lidera Richiego Porte`a (BMC) i raczej nic nie wskazuje na to, by dobrze jeżdżący na czas Australijczyk dał sobie odebrać żółtą koszulkę.

Wyścig sam w sobie zdecyduje o tym, kto będzie przewodził drużynie. Wszyscy startujemy na równi i zobaczymy, jak potoczą się rzeczy. Najważniejsze jest przejechać bezpiecznie przez pierwsze etapy, a potem zostanie podjęta decyzja, który z nas będzie liderem

– powiedział Nairo Quintana portalowi Cyclingnews.

Mimo to kolarz Movistaru ma powody, by robić sobie nadzieję na bycie numerem jeden swojej drużyny we Francji. Jeśli cały przejedzie przez bruki, trudne technicznie i wietrzne etapy, to w górach może poradzić sobie znakomicie, o czym świadczy jego występ w Szwajcarii.

W tym momencie moja forma jest dobra. Zakończyłem pewną część pracy i przyjechałem tutaj zrobić ostatnie szlify i złapać rytm wyścigowy. Teraz idzie o to, aby tę dobrą dyspozycję utrzymać

– wyjaśnił Kolumbijczyk.

Quintana ma dopiero 28 lat, a na koncie już dwie wygrane w wielkich tourach – Giro d`Italia i hiszpańskiej Vuelcie. W Wielkiej Pętli zaś jedynym kolarzem, którego nie mógł dotychczas pokonać, był Chris Froome (Team Sky). Czy ta sztuka uda się w tym roku, okaże się wówczas, gdy kibice na całym świecie przestaną emocjonować się mundialem.

Ponadto warto odnotować, że znaki świadczące o dobrej formie poza Nairo Quintaną i Mikelem Landą wysyła również Alejandro Valverde, który w sobotę wygrał królewski etap wyścigu La Route d’Occitanie.