Fot. Giro d`Italia

To miał być dzień próby, który zadecyduje o kształcie klasyfikacji generalnej 101. edycji Giro d’Italia przed ostateczną batalią w Alpach. Ale czy rzeczywiście takim będzie? Lider wyścigu udowodnił już, że najlepszą obroną jest atak i wydaje się bardziej niż prawdopodobne, że różowa koszulka doda mu wiatru w żagle podczas etapu jazdy indywidualnej na czas z Trento do Rovereto.

Włoski wielki tour przyzwyczaił nas w minionych sezonach do długich, pagórkowatych czasówek rozgrywanych pośród obłych wzgórz i plantacji winorośli, jednak tym razem będzie zgoła inaczej. Wtorkowy odcinek rozpocznie się co prawda w samym sercu Trentino i uraczy nas między innymi widokami czającego się nieopodal Monte Bondone, jednak jego trasa wiedzie dnem doliny Adygi, paradoksalnie czyniąc ją jedną z krótszych i bardziej płaskich w ostatnich latach.

Choć pagórków na niej jak na lekarstwo, w końcówce niepozbawiona jest ona wymuszających zmianę rytmu ciasnych zakrętów, co w połączeniu z prognozowanymi przelotnymi opadami deszczu z jednej strony czyni ją rozrywką dla specjalistów w tej dyscyplinie, z drugiej natomiast implikuje niewielki element losowości w kontekście zawsze upragnionych równych warunków.

Sytuacja pogodowa powinna jednak krystalizować się z upływem kolejnych godzin, nie krzyżując szyków zawodników walczących o najwyższą stawkę. I o ile w tej fazie rozgrywania wielkich tourów podczas odcinków jazdy indywidualnej na czas zazwyczaj obserwuje się dwa wyścigi – o etapowe zwycięstwo i pomiędzy czołowymi zawodnikami klasyfikacji generalnej, tym razem powinny zlać się one w całkiem ekscytującą całość.

Pytaniem dnia będzie oczywiście dyspozycja jak dotąd bezbłędnego Simona Yates’a (Mitchelton-Scott) na teoretycznie niesprzyjającej mu trasie oraz ta przeliczana na wszystkie możliwe sposoby i jednostki różnica pomiędzy nim i Tomem Dumoulinem (Team Sunweb), jednak wtorkowa rywalizacja niepozbawiona będzie innych, intrygujących smaczków.

Do czołowej dziesiątki klasyfikacji generalnej spróbuje wkraść się najlepszy po Holendrze specjalista od jazdy indywidualnej na czas, Rohan Dennis (BMC Racing), co być może nie wydaje się szczególnie interesujące, jednak dla Australijczyka będzie znakiem olbrzymiego postępu. Na każdy ze znanych sposobów zaskoczyć może Chris Froome (Team Sky), po swoim zdumiewającym show na Monte Zoncolanie zdolny do uplasowania się chyba w dowolnej części tabeli wyników, łącznie z pierwszą pozycją. O miejsce na najniższym stopniu wirtualnego podium walczyć będą technicznie wymuskany Thibaut Pinot (Groupama-FDJ) i Domenico Pozzovivo (Bahrain Merida), który choć na rowerze czasowym wygląda jakby wracał z monopolowego z dwiema siatkami browarów, w Jerozolimie sprawił jedną z największych niespodzianek.

Oto, co na temat 16. etapu 101. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 16 (ITT), 22 maja: Trento  ›  Rovereto (34,2 km)

Można napisać, że w porównaniu do kilku ostatnich edycji Giro d’Italia jest relatywnie krótka i relatywnie płaska. Można też przekonywać, że wielu pretendentów do tytułu w jeździe na czas spisuje się znacznie lepiej, niż sami się do tego przyznają, albo okazjonalnie całkiem skutecznie minimalizuje straty. Żadne z powyższych nie będzie jednak miało najmniejszego znaczenia, jeśli o triumf w wyścigu cały czas walczyć będą Chris Froome i Tom Dumoulin. Pozbawiony winnych podtekstów (to dopiero nazajutrz) etap jazdy indywidualnej na czas z metą w Rovereto od nowa zdefiniuje kształt klasyfikacji generalnej imprezy i istnieje prawdopodobieństwo, że hierarchii tej nie zaburzą nawet majaczące u kresu ostatniego tygodnia rywalizacji alpejskie przełęcze.

Poza cały czas liczącymi się w klasyfikacji generalnej specjalistami, jak jednogłośnie uznawany za faworyta wtorkowego etapu Tom Dumoulin (Team Sunweb), Rohan Dennis (BMC Racing) i nieprzewidywalny Chris Froome (Team Sky), do walki o etapowe zwycięstwo powinni włączyć się Jos van Emden (LottoNL-Jumbo), Ryan Mullen, Mads Pedersen (Trek Segafredo),  Vasil Kiryienka (Team Sky), Alex Dowsett i Tony Martin (Katusha-Alpecin).

Na szczególną uwagę zasługuje Victor Campenaerts (Lotto Fix All), który jeśli chowa w sobie jeszcze jakiekolwiek pokłady niewysłowionego żalu po wielkim starcie w Izraelu, powinny mu one dodać sił na odpowiadającej mu trasie.

Spośród pretendentów do tytułu, wszystkie oczy zwrócone będą na Simona Yates’a (Mitchelton-Scott), jednak styl i rozmiar wywalczonej wcześniej przewagi pozwolą mu na przystąpienie do etapu jazdy indywidualnej na czas z dużą pewnością siebie. Cały czas oczekuje się pierwszego błędu ze strony Brytyjczyka, choć intuicja podpowiada, że nie nastąpi on dzisiaj.

Jednocześnie należy podkreślić, że w przeciwieństwie do batalii toczonych w górach, nie wszystko będzie dzisiaj w jego rękach i po raz pierwszy od objęcia prowadzenia w klasyfikacji generalnej wyścigu, zostanie on zepchnięty do defensywy przez wybitnego specjalistę w tej dyscyplinie. Doskonale znoszący presję Tom Dumoulin nie jest w tak wysokiej dyspozycji, jak przed rokiem, jednak tendencja bez wątpienia była w ostatnich dniach pozytywna, a przekonanie o tym, że wyścig zdołał już mu się wymknąć może jedynie sprawić, że tym bardziej skory on będzie do postawienia wszystkiego na jedną kartę.

Z perspektywy Yates’a, mało prawdopodobna utrata różowej koszulki po wtorkowym etapie byłaby mentalnie olbrzymim ciosem, a dla obserwatorów istotną lekcją na temat jego odporności psychicznej. Należy jednocześnie pamiętać, że wyłączywszy jakąś katastrofę, przewaga Holendra nie mogłaby być znacząca, co ponownie zepchnęłoby go do głębokiej defensywy w Alpach, nawet jeśli regularne podjazdy do Prato Nevoso i Cervinii powinny pasować mu jak ulał.

Za czarnych koni dzisiejszego etapu można natomiast uznać Maximiliana Schachmanna, Remiego Cavagnę (Quick-Step Floors) i Luisa Leona Sancheza (Astana).

Pełną zapowiedź 101. edycji Giro d’Italia można znaleźć tutaj

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj