fot. Giro d'Italia / RCS Sport

Brytyjczyk ponownie zachwycił formą i powiększył przewagę nad rywalami pokazując, że w pierwszych dwóch tygodniach rywalizacji w Giro d’Italia to on jest zdecydowanie najmocniejszy.

Po niewielkiej porażce na Monte Zoncolan tym razem zawodnik Mitchelton-Scott udowodnił, że jak na razie Giro d’Italia należy do niego. Yates ruszył 18km przed metą, minął wcześniejszą ucieczkę i “na solo” dojechał do mety zyskując kolejne 41 sekund. Mimo aktualnej dominacji lider nie ma zamiaru mówić o “pewnym zwycięstwie”.

Czy jestem faworytem… nie jestem pewien. Wciąż czeka na nas czasówka. Może brzmię jak zacięta płyta, ale to dlatego, że nie potrafię określić jakiej przewagi potrzebuję. Dałem dzisiaj z siebie wszystko, żeby zyskać nad Tomem tak wiele jak mogłem. Wiedziałem, że wszyscy są zmęczeni. Ja też to odczuwałem, ale byłem bardzo, bardzo zmotywowany, żeby nadrobić tyle sekund ile się da. To była moja karta – czułem pasję, coś pchało mnie do tego sukcesu. Końcówka to jednak najtrudniejsze 15km w moim życiu

– mówił na konferencji prasowej Yates.

Młody Brytyjczyk został czwartym, po Simonim, Pantanim i Merckxie, kolarzem, który wygrał trzy etapy mając na sobie Maglia Rosa. Jak sam zainteresowany przyznaje – forma i wielkie sukcesy są dla niego zaskoczeniem i nigdy nie śmiał marzyć o tak wspaniałych wynikach w tegorocznym Giro d’Italia.

To naprawdę wyjątkowe osiągnięcie, jestem z tego dumny. Przyjeżdżając tutaj miałem walczyć o wygranie wyścigu, ale nigdy nie liczyłem na trzy etapy. Chciałem mieć jedno zwycięstwo na etapie i w klasyfikacji generalnej, ale nie śmiałem marzyć o trzech odcinkach. Nie mam słów…

W czasie rozmowy Yatesa z mediami w tle można było zauważyć Christophera Froome’a (Team Sky) wsiadającego do śmigłowca, który zabierał go do hotelu w Trento, na dzień przerwy. Dziennikarze nie omieszkali wspomnieć o tym “marginal gain”. Yates odpowiedział krótko i dał do zrozumienia, że cieszy się z nadchodzącego spotkania z kolegami z ekipy:

Spoko, autobus jest dla mnie idealny. 

Postawa kolarza Mitchelton-Scott nieco zdziwiła przedstawicieli mediów, którzy spodziewali się choćby minimalnych emocji. Brytyjczyk pozostaje jednak niewzruszony, przynajmniej na zewnątrz.

Zawsze jestem stosunkowo spokojnym gościem, co by się nie działo. Denerwuję się jednak nadchodzącą czasówką, ale jednocześnie jestem też zrelaksowany, bo co by się nie wydarzyło – to już było fantastyczne Giro. Oczywiście przyjechałem tutaj wygrać wyścig i dam z siebie wszystko, ale nie wiem jak sprawy się ułożą po jeździe na czas. Jestem zmęczony, więc pewnie nie będę w najlepszej formie… Zresztą i tak nie jestem w tym zbyt dobry. Teraz czeka dzień przerwy, zobaczymy co będzie. Dwie minuty [przewagi nad Dumoulinem] to nie tak dużo. Powtarzam się, ale takie są fakty. Nie wiem czy to wystarczy – chciałbym znać przyszłość, byłbym spokojniejszy. Staram się zyskiwać od pierwszego dnia i kilka razy się udało, ale moja przewaga może zniknąć jednego dnia, na jednej czasówce

– zakończył Simon Yates.