Team Sunweb/LB/RB/Cor Vos

W drugim dniu przerwy Giro d’Italia Holender jest w podobnej sytuacji, co przed rokiem.

W zeszłym sezonie Tom Dumoulin (Team Sunweb) po dziewięciu etapach Giro d’Italia był trzeci w klasyfikacji generalnej ze stratą 30 sekund do prowadzącego Nairo Quintany (Movistar). W tym roku broniący tytułu Holender w tej samej części rywalizacji ponownie jest na najniższym stopniu podium, 38 sekund za Maglia Rosa – Simonem Yatesem (Mitchelton-Scott).

Nie idzie mi lepiej niż w zeszłym roku, jest tak samo dobrze. Na Etnie byłem trochę zawiedziony, nie czułem się najlepiej. Byłem jednak w stanie jechać za najlepszymi, więc następnego dnia myślałem, że może przesadziłem z samokrytyką, może nie było tak źle. Po Gran Sasso było lepiej, jakbym mógł dać z siebie więcej. Drugi dzień odpoczynku spędzam więc w odpowiednim humorze

– mówił w poniedziałek Dumoulin.

W stosunku do zeszłego roku zaszła jednak spora zmiana – wtedy po 9. etapie na zawodników czekało jeszcze prawie 70km jazdy indywidualnej na czas, tym razem jest to jedynie 34km.

W zeszłym roku miałem “w zapasie” dwie długie czasówki, tym razem jest tylko jedna, o średnim dystansie. Cieszę się na nadchodzące dwa tygodnie. Będą bardzo ciężkie, ale dobrze się czuję, zespół też. Wiem, że nie nadrobię nad Yatesem zbyt wiele na jednym etapie, zwłaszcza po tym, co pokazał w Jerozolimie. Walka o pozycję lidera będzie skomplikowana, ale będę codziennie dawał z siebie wszystko, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Wydaje się, że najważniejszym etapem nadchodzącego tygodnia będzie sobotni odcinek z metą na słynnym Monte Zoncolan. Specjaliści od jazdy w górach muszą wykorzystać stromy podjazd i zyskać jak najwięcej nad znakomitymi czasowcami takimi jak Dumoulin czy Christopher Froome (Team Sky).

[Zoncolan] widziałem tylko w telewizji. Wiem, że jest stromy i długi. Nie zaskoczyła mnie żadna informacja o nim jaką usłyszałem. Nie denerwuję się, ale na pewno w tym roku będzie bardzo ciężko. Zostało nieco mniej niż dwa tygodnie, ale, co zabrzmi banalnie, wszystko może się zdarzyć. Ja po prostu muszę dobrze się wspinać, tyle.

Aktualnie wydaje się, że największym faworytem do wygrania wyścigu jest Simon Yates. Brytyjczyk świetnie spisał się w jeździe indywidualnej na czas w Jerozolimie, a w górach dwukrotnie pokazał, że jest silniejszy od rywali. W trzecim tygodniu czeka jednak dłuższa czasówka, na której Dumoulin będzie próbował odwrócić stan walki.

Różnica może wynieść około dwóch minut, ale wszystko zależy od dyspozycji dnia. Jeśli nogi nie będą podawać, to na pewno tyle nie nadrobię. Będę zadowolony jeśli dam z siebie wszystko i nie będę niczego żałował. To jedyny sposób na satysfakcję. Yates na podjazdach jest na wyższym poziomie ode mnie. To fakt. Zobaczymy co przyniosą dwa następne tygodnie, ale na razie jest świetny. Kiedyś musi przyjść moment walki o pierwszy tytuł w wielkim tourze; wygląda na to, że dla niego ten czas właśnie nadszedł

– zakończył Holender.