fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Czwarty etap Tour de Romandie był prawdziwym pokazem siły Jacoba Fuglsanga. Duńczyk w pięknym stylu wygrał etap “na solo”, idealnie wykorzystując niewielką opieszałość rywali.

Czwarty odcinek szwajcarskiego wyścigu był okrzyknięty królewskim. To właśnie w takim terenie zdecydowanie najlepiej czuje się Jacob Fuglsang. Po etapie, Duńczyk nie krył radości i przyznawał, że wbrew pozorom nie czuł się najsilniejszy.

To zawsze fantastyczne uczucie samotnie dojeżdżać do mety i to do tego w takim stylu. Wszystko dziś zależało od odpowiedniej taktyki. Być może nie byłem dzisiaj najmocniejszy w grupie liderów, lecz udało mi się najlepiej rozegrać końcówkę, gdy reszta myślała tylko o klasyfikacji generalnej. Wydaje mi się, że to był dziś mój największy plus. W samej końcówce przyznam, że ciężko było odjechać. Zdecydowanie najgorszy był przedni wiatr, który spowalniał mnie do 35 – 40 kilometrów na godzinę. Na szczęście wszystko zakończyło się po mojej myśli

– powiedział Fuglsang.

Jutro na kolarzy startujących w Tour de Romandie czeka płaski etap do Genewy. Koszulki lidera bronić będzie Primoz Roglic.