Od kiedy tylko trasa wyścigu mistrzostw świata w Innsbrucku została oficjalnie zaprezentowana, wielu specjalistów dyskutowało na temat ostatniego zaplanowanego wzniesienia. Dziś szerzej przybliżył je Thomas Rohregger.

Od samego początku, organizatorzy światowego czempionatu nazwali podjazd pod Gramartboden “piekłem”. Jak się okazuje, nie jest to ich wymysł. Lokalna społeczność używa bowiem tego określenia od wielu lat.

Hell to stara nazwa, przyjęta już dawno, więc weszła też do naszego języka. Nie da się też ukryć, że dla nas jest ona jak najbardziej odpowiednia. W sumie, na 3 kilometrach, przewyższenie przekracza 500 metrów, a należy pamiętać, iż przed samym szczytem trzeba jeszcze przejechać odcinek “falso piano”

– powiedział Thomas Rohregger podczas prezentowania prasie ostatniej wspinaczki mistrzostw świata.

Były znakomity góral, który m.in. miał przyjemność uciekać na najtrudniejszych polskich podjazdach, starał się w pewien sposób porównać “piekło” do innych znanych wzniesień. Ostatecznie jednak przyznał, że to ich jeszcze trudniejsza wersja.

Ze względu na liczby, ciężko ten podjazd porównać z jakimkolwiek innym. Pierwsza na myśl przychodzi mi belgijska Redoute, która jest jednak krótsza. Na Muur de Huy nachylenie nie dochodzi za to aż do 28 procent. Jest tu dłużej i ciężej, co tylko może świadczyć o skali trudności całych mistrzostw

– dodał członek komitetu organizacyjnego.

Jak wiadomo, od kilku tygodni, kolejne reprezentacje starają się sprawdzić trasę rund w Innsbrucku. Jedną z nich byli Włosi, wśród których prym wiódł Vincenzo Nibali, który z próbnego przejazdu wyniósł bardzo dobrą lekcję.

Podczas rekonesansu dokonywanego przez reprezentację Włoch, rozmawiałem chwilę z Vincenzo Nibalim, który ustanowił tutaj “KOMa”. Według niego, ze względu na długość wyścigu, najlepiej byłoby założyć przełożenie 34/28, lecz wszystko zależy też od własnych upodobań. Dodatkowo, dla Włocha, bardzo istotny stał się niezwykle kręty zjazd

– powiedział z uśmiechem Rohregger.

Co więcej, 35-letni Austriak zauważył, iż to on przedstawił innym organizatorom podjazd pod Gramartboden. Wszystko dzięki lokalizacji jego domu, który usytuowany jest u samego podnóża podjazdu.

Od lat mieszkam u podnóża tego podjazdu, dlatego też tak dobrze go znam. Kiedy tylko dołączyłem do komitetu organizacyjnego, od razu zaproponowałem tę wspinaczkę. Tylko tutaj mamy możliwość wyciągnięcia peletonu w góry bezpośrednio z centrum. Co więcej, zaproponowałem swój podjazd organizatorom Giro. Podczas mistrzostw chcę za to pokazać, że można tutaj odpowiednio przeprowadzić wyścig. Mamy już przygotowane siedem lokacji dla kamer stacjonarnych oraz objazd dla samochodów, które na pewno się tu nie pojawią

– powiedział.

Równie ważna co trasa jest oczywiście pogoda. Według Rohreggera, we wrześniu czekają nas słoneczne i ciepłe mistrzostwa świata.

O pogodę się nie martwię. We wrześniu zawsze jest ładnie. Strzelam, że wyścig elity odbędzie się przy pełnym słońcu i 20 stopniach Celsjusza

– zakończył.