Czasem najlepsza zmiana to ta, na której nic się nie dzieje. I nie chodzi tu o lenistwo. Jesteśmy w Trydencie, a Trentini to ludzie pracowici. Jak jest zadanie, koncentrują się na nim, są wytrwali, niełatwo się męczą i nie trzeba ich wielu, żeby wykonać dużą pracę. Więc to nie o lenistwie.

Ale jak już coś się dzieje, to najważniejszy jest czas. Trzeba działać szybko i nie ściągać zbyt dużo uwagi. Bo w końcu nie wszyscy są aktorami pierwszego planu, tu chodzi o wyścig: wynik, rywalizację, emocje, kibiców. Inne sprawy powinny toczyć się w cieniu.

A tak w ogóle to najważniejsze jest zdrowie. Bo rozmawiam z lekarzem wyścigu, Michele Motterem, od 7 lat wspomagającym uczestników Giro del Trentino/Tour of The Alps. Doktor Motter jest chirurgiem, na co dzień pracuje w szpitalu w Trento, ale jak się mieszka w tym regionie, to kolarstwo jest bardzo blisko. Na przykład w Borgo Valsugana, skąd pochodzi Michele i gdzie urodził się także jego przyjaciel, Matteo Trentin. Albo w domu jego kuzynki, która jest żoną Stefano Casagrande. Więc pytanie „skąd się wzięło Pana zainteresowanie kolarstwem” jest tu w zasadzie nie na miejscu. Zamiast tego pytam o to, co lekarzowi wyścigu wolno. Otóż wolno mu na przykład wycofać zawodnika ze ścigania. W zawodowym peletonie to się niemal nie zdarza („Zawodowcy często podnoszą się i jadą dalej, zanim zdołam do nich dotrzeć” mówi Michele), ale w młodszych kategoriach wiekowych – tak. Michele pamięta wyścig rozgrywany w upale, kiedy zauważył chwiejącego się na rowerze zawodnika. Właściwie zgarnął go prosto na nosze i natychmiast potrzebna była reanimacja. Oczywiście nie było mowy o dalszej jeździe. Pytam więc też o to, czego lekarzowi nie wolno. Otóż – nie wolno mu podać zawodnikowi butelki wody. Chociaż ten zakaz zdarza się złamać przy dużych upałach, mimo, że potem czeka dywanik u sędziego.

Doktor Michele nie pracuje sam. Wspiera go zespół sanitariuszy – wolontariuszy, którzy jadą w karetce. Właśnie piją kawę przed startem. Emanuel – na co dzień przedstawiciel handlowy, Michela – urzędniczka, Patrizia – gospodyni domowa i Maurizio – kierowca karetki z 30 letnim doświadczeniem pracy jako kucharz. Są na wyścigu, bo lubią się angażować – wolontariat jest w Trentino bardzo popularny, praca na rzecz wspólnego interesu ceniona. Ale też dlatego, że to przygoda – lubią to, że od czasu do czasu mogą spojrzeć na świat z innej pozycji. No i chcą pomagać.

Przed etapem do Alpe di Pampeago nie mieli dużo pracy – zdarzyła się tylko jedna drzazga, którą trzeba było wyjąć. A przygotowani są do bardzo różnych działań – opatrywanie ran, podawanie środków przeciwbólowych, prowadzenie akcji reanimacyjnej czy nawet przemywanie oka w czasie jazdy. Sprzęt i umiejętności jadą z nimi w samochodzie. Po etapie okazuje się, że – niestety – byli potrzebni. Zawodnik Bahrain-Merida Chun Kai Feng złamał obojczyk. Został odtransportowany do szpitala. Kamery nie pokazały, kto udzielał mu pomocy.