Team Sky / Twitter

Broniący tytułu Michał Kwiatkowski ukończył 109. edycję wyścigu Mediolan – San Remo w grupie finiszujące tuż za plecami Vincenzo Nibalego, zajmując ostatecznie 11. miejsce. Oto, jak zawodnik Team Sky podsumował rywalizację w pierwszym monumencie sezonu.

To był naprawdę trudny dzień. Czułem się całkiem dobrze, ale to była dość dziwna końcówka. Nibali był silny, a dla każdego Włocha udział w Milano-Sanremo jest specjalną okolicznością. Kiedy zaatakował i zyskał przewagę, w peletonie panował marazm,

– wg. oficjalnej strony ekipy Team Sky powiedział Kwiatkowski.

Sam czekałem na najbardziej stromy odcinek Poggio, gdzie próbowałem atakować dwukrotnie. Za pierwszym razem miałem Sagana na kole, więc spróbowałem ponownie. Czołowy wiatr sprawił jednak, że nie byłem w stanie zyskać jakiejkolwiek przewagi i jednocześnie wiedziałem, że ta wypracowana przez Nibalego była spora. Ostatecznie liczyłem na to, że konieczną pracę wykonają ekipy sprinterów. Jeszcze jedną próbę podjąłem na zjeździe, jednak było to bardzo ryzykowne i tak czy inaczej ta akcja również została zlikwidowana.

Polak przyznał, że tym razem zwycięstwo odjechało wraz z niesłusznie zignorowanym przez główną grupę atakiem Włocha.

Jako ekipa, znajdowaliśmy się we właściwym miejscu na Cipressie i na Poggio. Po prostu nie zareagowaliśmy na akcję Nibalego, a w sprinterskim pojedynku nie mieliśmy szans z najszybszymi zawodnikami.