fot. Paryż - Nicea

Trzeci etap Paryż – Nicea mógł się podobać nawet najbardziej wybrednym kibicom. Jednym z głównych aktorów widowiska był wracający do znakomitej dyspozycji Luis Leon Sanchez, który został nowym liderem wyścigu.

Choć początkowo wydawało się, że pierwsze trzy etapy wyścigu ku słońcu powinny odpowiadać sprinterom, dzisiejsza walka wielu rozgrzała do czerwoności. Ostatni podjazd dnia okazał się bowiem bardziej wymagający niż można było się spodziewać, co zaowocowało ciekawymi akcjami zaczepnymi. W najważniejszej udział wziął Luis Leon Sanchez, który w ten sposób zapewnił sobie pozycję lidera w klasyfikacji generalnej, która jednak, według niego, może się jeszcze drastycznie zmienić.

Byłem nieco zdenerwowany w końcówce, gdyż ekipa wykonała dzisiaj tytaniczną pracę. Na szczęście ostatnie kilometry mi pasowały. Właśnie taki typ końcówek jest dla mnie najlepszy. Chciałem powalczyć o zwycięstwo etapowe, ale koszulka lidera klasyfikacji generalnej także mnie zadowala. Na pewno spróbuję zrobić wszystko, by utrzymać koszulkę lidera do samego końca. Paryż – Nicea na dobre zaczyna się jutro. Ostatnie dwa etapy będą bardzo trudne. Z rywali najbardziej boje się Alaphilippe’a i Wellensa, którzy są niezwykle zmotywowani. Czas jednak pokaże na co będzie mnie stać

– powiedział Sanchez na konferencji prasowej.

Już jutro, kolarz Astany będzie miał za zadanie utrzymanie koszulki lidera na etapie jazdy indywidualnej na czas, która może przewrócić klasyfikację generalną.